publikacja 22.11.2012 00:15
Zielone – gdy młodsze, czarne – gdy dojrzałe. Wewnątrz witaminy, i ten smak… Lecz żeby dobro wypłynęło na wierzch, potrzeba prasy i pracy.
Henryk Przondziono
Oliwki spadają na specjalną siatkę
Daleko, gdzieś między Rzymem a Viterbo, w miasteczku Castel Sant’Elia, czyli w Zamku Świętego Eliasza, na szczycie wzgórza nad Doliną Suppentońską rośnie gaj. W gaju co roku dojrzewa prawie 200 niewysokich, zielonkawo-szarawych drzewek oliwnych. Z ich malutkich owoców polscy księża michalici, wraz z włoskimi przyjaciółmi, tłoczą oliwę. A chociaż brzmi to jak bajka, jest prawdą, pachnącą nagrzaną słońcem włoską ziemią i okraszoną energetycznymi skwarkami polskiej gospodarności.
W historii michalickiego gaju z tych samych drzewek uzyskiwało się od 200 do prawie 600 litrów oleju. Giuseppe przegląda michalickie oliwki: – Dobre i piękne, bo… brzydkie i niewielkie. Widać, że nie traktowane sztucznymi nawozami. Oliwki nawożone sztucznie, chociaż ładne i duże, w smaku są podlejsze, a oliwa nasączona chemią. Tymczasem oliwki trafiają do elektrycznego młynka. Miele się całe owoce: miąższ i pestki. Po chwili z setek owoców powstaje plastyczna, niezbyt estetycznie wyglądająca oliwkowa masa. Masa przechodzi teraz przez żarna. Szur, szur, szur – powoli kręcą się wielkie koła. Oliwkową miazgę specjalne podajniki podają teraz na talerze zwane piscolo. Taca – miazga, druga taca – znów miazga. Jedne na drugich. – La torta – śmieje się Giuseppe. A pracownik tłoczni zawozi „torty” z oliwkowej mazi wprost do prasy. Kilkanaście tacek dosłownie zgniatanych jest przez 450 atmosfer. Jedyne 5,5 tony nacisku i do pojemników w podłodze spływa ciecz przypominająca… olej napędowy. – To nieoczyszczona oliwa razem z wodą – tłumaczy Giuseppe. A jego prawa ręka, pan Giorgio, opowiada dalej: – Oliwę od wody oddziela się tu, w wirówce – Giorgio pokazuje kolejną tajemniczą maszynę. – Wiadomo: oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa – po polsku, wchodzi w słowo ks. Piotr. Oliwa pod ciśnieniem płynie następnie do górnego zbiornika, gdzie jeszcze raz jest czyszczona. Aż w końcu Giuseppe odkręca mały kranik w zbiorniku i… jest! Zielona jak trawa (straci kolor po kilku miesiącach), świeżutka oliwa z pierwszego, polsko-włoskiego tłoczenia. Pachnie delikatnie, w konsystencji balsamiczna. Słodkawa.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł