publikacja 10.01.2013 00:15
Wystawa o cesarzu Maksymilianie I (1459–1519) w wiedeńskim muzeum „Albertina” pokazuje, jak mistrzowsko można zaprząc sztukę do autopromocji i rozsławiania swego rodu.
Joos van Cleve: Maksymilian I, około 1508/09 r.
VBK, Wien 2012
Był cesarzem Niemiec i twórcą potęgi Habsburgów. Był egotykiem opętanym na punkcie dokumentowania chwały swego rodu, ale i hojnym mecenasem najświetniejszych humanistów epoki. Nazywano go „ostatnim rycerzem” z racji jego prób wskrzeszenia zakonów rycerskich i planów nowej krucjaty przeciw islamowi. Wykazywał obsesję na punkcie przygotowań do własnego wspaniałego pochówku. Nade wszystko jednak miał doskonały gust i zamawiał dzieła u najlepszych malarzy swojej epoki, od mistrzów włoskich po Albrechta Dürera.
Cesarz renesansu
Maksymilian miał szczęście – jego rządy przypadły na czas rozkwitu sztuki odrodzenia i na epokę szczytu potęgi Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Jego imperium rozciągało się od Lubeki po Mediolan. Drugi z rodu Habsburgów – po swoim ojcu Fryderyku – na cesarskim tronie zadecydował o innym rodzaju „niemieckości”, jaką symbolizować będzie w przyszłości jego ród. Była to tożsamość polityczna utożsamiająca się bardziej z Austrią niż z właściwymi Niemcami i otwierająca się raczej na południe, na takie kraje środkowej Europy jak Czechy czy Węgry. Skąd wzięła się jego specyficzna, elegancka i oświecona europejskość? Może to wpływ matki Eleonory Portugalskiej, która co prawda zmarła, gdy Maksymilian miał 6 lat, ale wpłynęła na południowy klimat dworu, na którym dorastał jej syn. W 1477 r. Maksymilian poślubił Marię, księżnę Burgundii, i zetknął się z wyrafinowaną burgundzką kulturą dworską, jedną z najświetniejszych w ówczesnej Europie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.