publikacja 22.08.2013 00:15
Kiedy na 40-lecie przyjaźni polsko-radzieckiej zaproszono mnie do Polski, spotkałam się z Jaruzelskim. Zapytał: – Chcecie wrócić na stałe do kraju? Ja mu na to: – Nie. A on zdziwiony: – Dlaczego?!
Izolda Nowosiołowa-Koperska – wnuczka zesłańca – wciąż pełna energii i humoru
Grzegorz Lityński
Rosja. Syberia. Irkuck. Kiedy dziś z okien samolotu obserwuję sięgający po horyzont turkus Bajkału – najgłębszego i największego słodkowodnego jeziora świata – cieszy mnie rychłe spotkanie z historycznym Irkuckiem. Wiem jednak, że ci, którzy przybyli tu przed 150 laty, skuci kajdanami po upadku powstania styczniowego, innymi uczuciami darzyli drewniane miasto i przepływającą przez nie leniwie Angarę.
Różnie też potoczyły się losy 70 tysięcy Polaków, z których spora część nigdy nie wróciła do ojczyzny. Co ciekawe – część tej masy ludzi przybyła na Syberię z własnej woli, „za chlebem”, jak mawiano, inni – zrzuciwszy kajdany – uznali tę ziemię za drugą ojczyznę, znaleźli tu pracę, miłość i pasje. I pozostali.
Na piechotę w kajdanach
Zakończona w sierpniu wyprawa podróżnika i eksploratora Jacka Pałkiewicza „Śladami polskich badaczy Syberii” pozwoliła odświeżyć pamięć o tych zesłańcach, którym wiedza i hart ducha dały szansę zaistnieć w annałach historii nauki.
Przed 150 laty, gdy skazani powstańcy Jan Czerski, Benedykt Dybowski, Wiktor Godlewski czy Aleksander Czekanowski krążyli po łańcuchach górskich otaczających Bajkał, zmuszeni byli do przedzierania się przez dziewiczy las. Odnajdywali endemiczne rośliny i czaszki nieznanych ssaków, które poddawali rzetelnemu naukowemu opisowi. Mogli sobie na to pozwolić dzięki wsparciu irkuckiego oddziału Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.