Strażnicy

Mariusz Majewski

GN 45/2014 |

publikacja 06.11.2014 00:15

Wybierając się w Bieszczady, możemy mieć pewność, że ich spotkamy. Patrolują teren samochodami, na motorach, konno, a w zimie też na skuterach śnieżnych. Wędrują połoninami razem z turystami. Nie zawsze kontrolują. Czasami po prostu obserwują. Trudną okolicę muszą znać jak własną kieszeń. Wymaga się od nich nie tylko umiejętności, ale także ciągle otwartych oczu i uszu.

Chorąży Janusz Tomaszewski i kapral Aleksandra Fundanicz sprawdzają granicę w okolicy miejscowości Lutowiska Henryk Przondziono Chorąży Janusz Tomaszewski i kapral Aleksandra Fundanicz sprawdzają granicę w okolicy miejscowości Lutowiska

Zjednej strony to zwykła praca. Są obowiązki i trzeba je wykonać. Ale jeśli chodzi o dyspozycyjność i odpowiedzialność, jest to praca bardzo wymagająca – mówi major Piotr Mielcarek, pełniący obowiązki komendanta placówki Straży Granicznej w Czarnej Górnej. To pierwsza obok Stuposian i Ustrzyk Górnych placówka górska. Rozmawiamy w jego gabinecie w stosunkowo nowej strażnicy oddanej do użytku w 2004 roku. Wówczas Straż Graniczna z Czarnej przejęła odcinek graniczny ochraniany przez Straż Graniczną w Lutowiskach. Major Mielcarek służbę na tym terenie pełni od 1992 roku.

Zwraca uwagę, że autorzy serialu mogli lepiej oddać realia pracy strażników. – Podczas akcji w lesie wszyscy rzucają się naraz, a gdzieś na końcu idzie funkcjonariusz z psem. Nie do pomyślenia. Zawsze funkcjonariusz przewodnik razem z psem idzie na początku – zwraca uwagę major Mielcarek, który sam długo był takim przewodnikiem. Zostawiamy więc fikcyjną „Watahę” i wracamy do prawdziwych opowieści. Cofamy się w nich do samego początku lat 90., gdy istniała jeszcze sowiecka „sistema”, czyli podwójny wysoki płot z drutu kolczastego i zaorany pas ziemi między tymi dwoma płotami. Major Mielcarek wspomina, że gdy tylko „sistema” została przerwana, to wschodnia strona dawała o tym znać, sygnalizując, gdzie dokładnie to się stało. I polscy funkcjonariusze mieli ułatwione zadanie. Później powstała Ukraina. Gdy „sistema” zniknęła, przez granicę zaczęły próbować przechodzić nielegalne grupy. Na początku były to kilkuosobowe gromady Irakijczyków i Irańczyków.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.