publikacja 10.09.2015 00:15
Przez kilkadziesiąt lat mało kto wiedział, kim był i czego dokonał rotmistrz Witold Pilecki. Władze PRL-u usiłowały wymazać jego nazwisko z ludzkiej pamięci.
jakub szymczuk /foto gosć
Andrzej Pilecki w swoim mieszkaniu z pamiątkowym zdjęciem ojca
Andrzej Pilecki tę datę zapamiętał na zawsze. – 8 maja 1947 roku czekałem wraz z matką i siostrą na ojca w Ostrowi Mazowieckiej. Były to imieniny mojego wujka, Stanisława Rogowskiego. Ojciec obiecał, że na nie przyjedzie. Czekaliśmy długo. Nie przyjechał. Nie wiedzieliśmy, co się stało – wspomina. Rodzina nie wiedziała, że w tym właśnie dniu Witolda Pileckiego aresztowano. I że jeden z największych bohaterów AK-owskiego podziemia znajduje się już w X Pawilonie więzienia mokotowskiego, w całkowitej izolacji. Śledztwo nadzorował osławiony płk Roman Romkowski, którego własnoręczne dopiski widnieją na protokołach przesłuchań. Pilecki przed sądem w marcu 1948 roku kilkakrotnie kwestionował treść wyjaśnień ze śledztwa, stwierdzając m.in. że „protokoły podpisywałem, przeważnie nie czytając ich, bo byłem wówczas bardzo zmęczony”. Nie ma wątpliwości, jak wyglądały owe przesłuchania. Bicie, okrutne tortury fizyczne i psychiczne.
No i wymyślił szwadron „Krakusów”. Było to coś w rodzaju przysposobienia wojskowego. Z tym szwadronem walczył później we wrześniu 1939 roku. Andrzej Pilecki podkreśla, że on i jego siostra mieli szczęśliwe dzieciństwo. Raz tylko dostał lanie. Uważa, że zasłużone. – Ojciec nie był surowy, raczej konsekwentny. Lanie, które zapamiętałem na całe życie, dostałem nie za to, że coś zrobiłem, ale za to, że go oszukałem. Nie znosiłem płatków owsianych. A ojciec uważał, że mamy jeść płatki, skoro jedzą je konie i są zdrowe. Pewnego razu w czasie śniadania ojciec wyszedł na chwilę, a ja szybko wepchnąłem zawartość miseczki w mysią dziurę. Ojciec niestety spostrzegł resztki owsianki przy mysiej dziurze i powiedział „kłamiesz, więc dostaniesz karę”. Lata spędzone w Sukurczach to z pewnością najszczęśliwsze lata w życiu rodziny Pileckich. Witold wykazał się znakomitymi talentami organizacyjnymi, był społecznikiem z prawdziwego zdarzenia.
Natomiast o jej podjęciu zdecydował sam. W nocy z 21 na 22 września z transportem więźniów dostał się do Auschwitz jako Tomasz Serafiński. „Powitanie” w obozie było dla niego szokiem. Opisał je dokładnie w swoim raporcie. „Zgraja esesmanów biła, kopała i robiła niesamowity wrzask: »zu Fünft!«. Na stojących na skrzydłach piątek, rzucały się psy, szczute przez żołdaków. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serię z peema. Zabito. Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach »odpowiedzialności solidarnej« za »ucieczkę«, którą zaaranżowali sami esesmani…”. W obozie spędził 947 dni. Stworzył tam konspirację wojskową, o której długie lata po wojnie milczano. „Utworzony w obozie z jego inicjatywy Związek Organizacji Wojskowej miał za zadanie m.in. podtrzymywanie na duchu kolegów, przekazywanie im wiadomości z zewnątrz, potajemne zdobywanie żywności, odzieży i lekarstw, przygotowywanie ucieczki oraz przekazywanie wiadomości poza druty KL Auschwitz – pisze w swoim opracowaniu o Pileckim dr Adam Cyra. Ostatecznym celem konspiracji miało być opanowanie obozu przez więźniów z pomocą z zewnątrz. Zagrożony przeniesieniem do innego obozu w Niemczech, wraz z dwoma innymi więźniami w czasie świąt wielkanocnych, z 26 na 27 kwietnia 1943 roku, uciekł z obozu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł