Doczekają się pogrzebu?

Jan Hlebowicz

GN 23/2016 |

publikacja 02.06.2016 00:00

Czerwonoarmiści spalili żywcem ludzi, którzy schronili się przed nimi w kościele. Czy po ponad 70 latach szczątki ofiar zostaną godnie pochowane?

Krzysztof Filip, historyk, przygotował ekspertyzę poświęconą wydarzeniu z 27 marca 1945 roku. JAN HLEBOWICZ /FOTO GOŚĆ Krzysztof Filip, historyk, przygotował ekspertyzę poświęconą wydarzeniu z 27 marca 1945 roku.

Rok 1945. Armia Czerwona zdobywa centrum Gdańska. Sowieccy żołnierze gwałcą, grabią i mordują zarówno niemieckich, jak i polskich mieszkańców miasta. Ponad sto osób – głównie kobiet, dzieci i starców – chowa się w kościele św. Józefa. Bezskutecznie. Barbarzyńcy za nic mają odwieczne i święte prawo azylu. Nadpalone szczątki pomordowanych cywili do dziś przechowywane są w podziemiach świątyni. – Chcielibyśmy je ekshumować, zidentyfikować i godnie pochować. Być może są rodziny, które nadal czekają na wiadomość o swoich bliskich – mówi o. Tomasz Ewertowski, rektor kościoła i ekonom tutejszego klasztoru oblatów. – Sami jednak nie możemy tego zrobić. Od kilku lat próbuję zainteresować tą sprawą różne instytucje. Dotychczas bezskutecznie...

Płomienie i płacz

Świadkiem tragedii, która rozegrała się najprawdopodobniej 27 marca, był ks. Georg ­Klein, wikariusz kościoła św. Józefa. Jego relacja spisana po niemiecku przetrwała do dziś. „Przestraszone kobiety, dzieci, starcy schronili się w świątyni i na plebanii (...). Nad ranem nastała przygniatająca cisza, bez strzałów, warkotu pojazdów. Ostrożnie wyszliśmy schodami do góry, gdy nagle usłyszeliśmy ciężkie kroki. Pierwszy sowiecki żołnierz stanął przed nami gotowy do oddania strzału. Drugi podszedł do nas i zabrał nam zegarki”. Bolszewicy zaczęli rabować dotychczas nienaruszone plebanię i kościół. Szybko wychodzili z łupami, torując drogę następnym. W ruch poszły butelki z samogonem. „Byliśmy jak sparaliżowani i wycofaliśmy się do na wpół zdewastowanego pokoju plebanii. Za nami wszedł jeden z żołnierzy i grożąc nam, wygonił z pomieszczenia. Zmusił do pozostania 18-letnią dziewczynę. Po jakimś czasie zjawiła się i ona na zewnątrz: zrozpaczona, zapłakana, rozczochrana i oniemiała. Stało się” – pisze ks. Klein.

Następnie czerwonoarmiści rozkazali cywilom wrócić do kościoła i na plebanię. – Każdego, kto próbował się wydostać, straszyli pepeszami – wyjaśnia Krzysztof Filip, historyk gdańskiego Instytutu Pamięci Narodowej, zajmujący się tą sprawą. Co działo się później? Nadjechał pojazd załadowany beczkami. Jedną wtoczono do kościoła, a drugą na plebanię. Stłoczeni w środku ludzie poczuli zapach benzyny. Jak wspomina ks. Klein, pewna kobieta, domyślając się, co ją czeka, wybiegła z kościoła i... natychmiast została zastrzelona. Chwilę później pijany żołnierz podłożył ogień. „Widzieliśmy z plebanii, jak w świątyni buchnęły płomienie i słyszeliśmy krzyki i płacz znajdujących się wewnątrz ludzi” – relacjonuje ks. ­Klein. Tymczasem ks. Klemens Fedtke, proboszcz parafii, uratował życie ukrywających się w plebanii. – Zwrócił gestami uwagę radzieckiego oficera. Ten przepędził pijanych żołnierzy i wyrzucił cywilów więzionych w przykościelnym budynku – mówi K. Filip. Gdańszczanie przebywający w płonącej świątyni już z niej nie wyszli...

Zmarłych pogrzebać

Po wojnie komunistyczne władze zmusiły proboszcza Fedtkego i wikariusza Kleina do opuszczenia parafii św. Józefa. Kościół i klasztor zostały odbudowane przez nowych gospodarzy – oblatów. Szczątki spalonych żywcem gdańszczan zostały odnalezione w 1948 roku.

– W okresie Polski Ludowej ze względów politycznych nie można było głośno domagać się ich ekshumacji – zaznacza o. Ewertowski. – Nie rozumiem jednak, dlaczego od niemal 30 lat, odkąd Polska uzyskała niepodległość, nikt nie wykazał zainteresowania, by godnie pochować ofiary Armii Czerwonej – dodaje. Gdańscy oblaci od lat próbują zwrócić uwagę opinii publicznej na ten problem. W 2000 r. doprowadzili do upamiętnienia tragedii. W kościele poświęcone zostało epitafium ku czci ofiar. Corocznie 27 marca odprawiają uroczystą Eucharystię za dusze zamordowanych. Zakonnicy zdają sobie jednak sprawę, że to za mało. – Jeden z uczynków miłosierdzia to zmarłych pogrzebać. Ci wszyscy ludzie zasługują na to, by ich imiona zostały przywrócone historii. By tak się stało, potrzebne są ekshumacja i identyfikacja DNA – tłumaczy o. Tomasz.

W tym celu rektor zwrócił się do gdańskiego oddziału IPN. – W przypadku ofiar z kościoła św. Józefa chodzi prawdopodobnie o Niemców. Dlatego właściwszą instancją, do której powinien zwrócić się o. Ewertowski, jest niemiecka Fundacja „Pamięć” – przekonuje Marcin Węgliński, asystent prasowy gdańskiego IPN. – Jeżeli rzeczywiście mówimy o osobach narodowości niemieckiej, zajmiemy się tą sprawą – deklaruje Iza Gruszka, prezes fundacji.

Rektor kościoła św. Józefa nie zgadza się ze stanowiskiem IPN. Jest niemal pewien, że wśród gdańszczan spalonych przez czerwonoarmistów byli także Polacy. – Nasz kościół przez lata był jednym z najważniejszych polskich ośrodków. Nasi rodacy przychodzili się tu modlić To oczywiste, że mogli też szukać w świątyni schronienia – uważa.

– Ekshumacja szczątków zamordowanych i ich godny pochówek to inicjatywa cenna i potrzebna. Mam nadzieję, że wkrótce zostania zrealizowana przy współpracy z niemiecką fundacją – twierdzi K. Filip. Jednocześnie dodaje, że szanse na przeprowadzenie skutecznych badań DNA są niewielkie, ponieważ brakuje materiału porównawczego.

– Wielokrotnie ogłaszaliśmy podczas Mszy św., że poszukujemy krewnych ofiar. Niestety, nie było żadnego odzewu – potwierdza o. Ewertowski. Rektor chciałby, aby gdańszczanie zostali pochowani w kościele św. Józefa w wybudowanym na tę okazję sarkofagu. Jeśli jednak badania potwierdzą, że szczątki należą do osób narodowości niemieckiej, Fundacja „Pamięć” pochowa je na jednym z cmentarzy na terenie Polski, którymi się opiekuje.

Hołd oprawcom?

– Zupełnie nie rozumiem, dlaczego od lat nikt nie jest w stanie oddać hołdu pomordowanym. Chociaż co roku odprawiana jest oficjalna Msza św. w ich intencji, nigdy nie widziałem delegacji władz miasta ze zniczami czy kwiatami. Chociaż tego samego dnia te same władze na cmentarzu żołnierzy radzieckich składają wieńce... oprawcom – uważa o. Ewertowski.

Wątpliwości zakonnika w tej sprawie podziela gdański IPN, który zaapelował do przedstawicieli miasta o nieoddawanie czci żołnierzom sowieckim. – Armia Czerwona nie wyzwoliła Gdańska, lecz go zdobyła. Kradzieże, demontaż całych przedsiębiorstw, wywózki na Syberię, morderstwa, zbiorowe gwałty oraz umyślne podpalenia były na porządku dziennym – podkreśla K. Filip. IPN apeluje, by w przyszłym roku władze miasta zamiast czcić sowieckich okupantów zorganizowały uroczystości upamiętniające ich ofiary.

– Idąc na cmentarz radziecki, nie oddajemy czci Armii Czerwonej, ale tym wszystkim, którzy ponieśli śmierć – zastrzega Bogdan Oleszek, przewodniczący Rady Miasta Gdańska.