publikacja 03.01.2019 00:00
O marzeniach, służeniu chorym i wierszach opowiada prof. Marian Zembala.
roman koszowski /foto gość
Barbara Gruszka-Zych: Pół roku temu, podczas służbowego pobytu w Paryżu, doznał Pan Profesor udaru...
Prof. Marian Zembala: Choroba często przychodzi w nocy, znienacka. Do mnie też… Po udarze nagle znalazłem się w zupełnie innej rzeczywistości. Potem było sześć bardzo trudnych tygodni w paryskim szpitalu na intensywnej terapii, na szczęście cały czas w bliskości żony i rodziny.
Jako lekarz wiedział Pan, co się stało.
Lekarzowi jest trudniej, ponieważ ma większą świadomość zagrożenia niż inny pacjent. Wiedziałem, że przy rozległym krwiaku w głowie mogę nie przeżyć. Modlitwę „Od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj mnie, Panie” powtarzałem wtedy często po polsku, angielsku, francusku…
Kiedy dotarła do nas wiadomość o chorobie, wszyscy modliliśmy się za Pana. Czuł Pan to?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.