Przeszłość z drukarki

Karolina Pawłowska

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 15/2019 |

publikacja 11.04.2019 00:00

Zbudowali już pierwszą budzistowską osadę, odtworzyli średniowieczną zabudowę miejską i zatopioną w porcie kanonierkę. Najnowsze dzieło to pięć kołobrzeskich ratuszy. Za pomocą nowoczesnej technologii młodzi pasjonaci przywołują historię i… drukują ją w 3D.

Makieta magistratów wykonana przez uczniów  II LO. Karolina Pawłowska /foto gość Makieta magistratów wykonana przez uczniów II LO.

Tabliczka nad głowami siedmiorga uczniów, którzy pochylają się nad makietą, informuje: „Rzeczy niemożliwe robimy od ręki. Na cuda trzeba trochę poczekać”. Uczniowie zgrabnie lawirują między miniaturowymi obiektami lub na czworakach, z klejem w ręku, pracują nad kolejnym elementem. Tu rzeczywiście niemożliwe staje się możliwe. Wystarczy trochę pasji i nowoczesna technologia. Dzięki niej nieistniejące od dawna fragmenty miasta otrzymują nowe, trójwymiarowe życie. W miniaturze.

– To port i fortyfikacje Kołobrzegu z XIX wieku. Makieta jest duża, 5,4 m na 3,6 m, więc musimy w nią włożyć trochę pracy. Ale do grudnia skończymy – zapewnia Jacek Kawałek, informatyk z kołobrzeskiego II LO im. Henryka Sienkiewicza, główny motor napędowy przedsięwzięcia stawiającego sobie za cel odtworzenie Kołobrzegu, którego już nie ma. – Kiedy byłem mały, chodziłem na zajęcia do pana Winiarskiego, kołobrzeskiego fotografa. On mnie zafascynował przeszłością miasta. Ta historia jest bogata, chociaż w dużej mierze związana z wojnami. Zwłaszcza ostatnia dokonała wielkich spustoszeń. Nikt nie przyjeżdża do Kołobrzegu, żeby oglądać zabytki, bo ich właściwie nie ma. Dla młodych historia miasta jest nieczytelna. Postanowiliśmy więc coś z tym zrobić – tłumaczy, skąd wziął się pomysł na tworzenie miniaturowych makiet.

Idea dojrzewała długo. Pierwsze trójwymiarowe modele zaczął kreślić z uczniami jeszcze w 2006 roku. Przez długi czas projekt jednak nie znajdował ani przychylności, ani funduszy. – Przedstawiałem go w różnych firmach i instytucjach, aż w końcu firma ZMorph z Wrocławia powiedziała: dobra, pożyczymy ci drukarkę na pół roku i zobaczymy, co z tego będzie – opowiada informatyk. – Kiedy zaprezentowaliśmy pierwsze modele i okazało się, co z tego może być, starosta kołobrzeski kupił nam jedną drukarkę, prezydent miasta drugą, a firma dała nam trzy kolejne – mówi ze śmiechem.

Interdyscyplinarnie, więc fajnie

Zaczyna się jednak od wertowania dokumentacji, planów, szukania w książkach. Potem powstają rysunki w specjalnym programie graficznym. – Na początku może się to wydawać przerażające, ale kiedy się już w to wejdzie, nie jest takie straszne – zapewnia Kasia Czajka, jedna z siedmiorga uczniów, którzy przychodzą systematycznie na zajęcia. Rysowanie modeli sprawia jej mnóstwo frajdy. Możliwości programu zgłębia też na własną rękę. Następne etapy powstawania makiet też bardzo jej się podobają. – Szlifowanie, mieszanie farb, szukanie informacji, jakiej powinniśmy użyć kolorystyki – to naprawdę niezła zabawa – dodaje.

Adrian Stryczewski także pojawia się co tydzień. – Pierwsze zajęcia były zupełną nowością. Nigdy wcześniej nie zajmowałem się grafiką komputerową. Potrzeba było sporo czasu, ale wszystkiego można się nauczyć. A dzięki temu zdobywamy podstawy rysunku 3D – mówi. Zajęcia modelarskie były jednym z powodów, dla których wybrał „Sienkiewicza”. – Byłem na dniach otwartych i zobaczyłem makietę Budzistowa. Pomyślałem, że to musi być świetna zabawa – opowiada. Nie rozczarował się. – To projekt interdyscyplinarny. Chyba dlatego jest to tak atrakcyjne dla młodzieży. Kiedy miałem grupę, która zajmowała się tylko rysowaniem i tworzeniem modeli 3D, nie było to tak pociągające. Tu uczniowie mogą się rozwijać na różnych polach, zajmować się grafiką, historią, architekturą, sztuką, animacją komputerową, elektroniką. Tych dziedzin jest tak dużo, że każdy znajdzie coś dla siebie – mówi J. Kawałek.

Od wraku do twierdzy

Pierwsza była kanonierka. Przebadany przez kołobrzeskich muzealników wrak promu artyleryjskiego spoczywa na głębokości 11 metrów w pobliżu wejścia do portu. Na stworzenie jego modelu uczniowie potrzebowali 800 godzin. Potem powstała XV-wieczna twierdza (zajęło to 18 miesięcy) i XII-wieczna osada w Budzistowie, czyli zalążek dzisiejszego Kołobrzegu. Najnowsze dzieło – 5 kołobrzeskich ratuszy – pochłonęło 10 miesięcy wytężonej pracy 34 uczniów. – Nie ukrywam, że jest to trudne. Nie ma gotowych modeli 3D do pobrania z internetu. To my musimy je stworzyć na podstawie zdjęć, rysunków, opisów. Czego nie znajdziemy w źródłach, trzeba uzupełnić wyobraźnią – opowiada informatyk. W przypadku najnowszej makiety potrzeba jej było sporo. – Mieliśmy tylko krótki opis najstarszego kołobrzeskiego ratusza. Przy następnym dysponowaliśmy tylko obrazkiem przedstawiającym front. Resztę trzeba wymyślić, ale to wymyślanie jednak też musi opierać się na prawdzie historycznej. Dlatego śledzimy prace badawcze, staramy się być na bieżąco – opowiada pan Jacek i dodaje: − Specjaliści patrzą nam ręce – i bardzo dobrze. Kiedy robiliśmy makietę średniowiecznego Kołobrzegu, postawiliśmy konkatedrę na podstawie jednego z obrazków z jedną wieżą. Jak się okazało, nie uwzględniliśmy badań, które wykazały, że wieże były dwie. Na szczęście nowy model to nie problem – wystarczyło wprowadzić odpowiednie dane do rysunku i puścić w ruch drukarkę.

Szukamy partnerów

Imponującą makietę z siedzibą kołobrzeskich władz miejskich jeszcze przez chwilę można oglądać w szkole. Wkrótce jednak powędruje we właściwsze miejsce: do ratusza. Tu będą mogli ją podziwiać mieszkańcy i turyści. – Trochę inaczej chodzę po ulicach Kołobrzegu. Patrzę na miasto nowymi oczami. Rośnie w nas świadomość, że świat nie zaczął się od nas, że miasto ma wielowiekową przeszłość – kiwa głową Kasia. Przyznaje, że uczestnicy zajęć mają poczucie uczestniczenia w czymś ważnym. Dlatego z takim zapałem przygotowują kolejne przedsięwzięcie.

– Makietę portu musimy skończyć do grudnia. To, co trwa najdłużej, czyli drukowanie, właściwie jest za nami. Zostaje artystyczne dopieszczanie, ale w tym pomogą nam uczniowie z Niemiec – mówi pan Jacek. Wsparciem służą też koleżanki i koledzy z pokoju nauczycielskiego. – Opiekę artystyczną zapewniają Elżbieta Polak i Justyna Dziędziura, elektroniką zajmuje się Norbert Frańczuk, Piotr Janowski zapewnia nagrania z drona. Oczywiście pomaga także moja szefowa Katarzyna Karaźniewicz-Deczyńska, która zdobywa pieniądze na to szaleństwo – wylicza. A funduszy potrzeba sporo. Makieta przedstawiająca kołobrzeskie ratusze kosztowała 20 tys. zł. – To niemało, dlatego wciąż szukamy sponsorów i partnerów dla naszych pomysłów – przyznaje informatyk.

Wyobraźnia nieograniczona

Piskliwe mruczenie drukarek to stała melodia w sali informatycznej „Sienkiewicza”. Właściwie nigdy nie przestają pracować. Drukują się tu nie tylko elementy kołobrzeskiej zabudowy, ale także rekwizyty na potrzeby grupy rekonstruktorów albo… protezy. Pole do działania wydaje się nieograniczone. Tak jak wyobraźnia kołobrzeskich modelarzy, która podpowiada im, co jeszcze warto byłoby przywołać z przeszłości za pomocą nowoczesnej technologii. – Od stycznia chcemy zabrać się za Pałac Nadbrzeżny wraz z otaczającym go ogrodem różanym. Przed wojną to był najokazalszy budynek na Pomorzu. Jego rysowanie zaczął dzisiaj już absolwent naszej szkoły, który wciąż pomaga w pracach – opowiada J. Kawałek.

Pierwsze wydruki do projektu realizowanego z Politechniką Koszalińską już są. Inne pomysły jeszcze czekają na narysowanie. Choćby kołobrzeskie kościoły: św. Marcina, św. Mikołaja i św. Jerzego, po których pozostały jedynie niewyraźne fotografie. A na ścianie pracowni wisi marzenie o dwóch wyjątkowych makietach: − Jedna z nich przedstawiałaby przedwojenny Kołobrzeg, druga – miasto zniszczone podczas walk marcowych w 1945 roku. Niektóre obiekty mamy już narysowane, jeszcze przez uczniów, którzy zaczynali projekt w 2006 roku. Ale to byłoby naprawdę wielkie przedsięwzięcie. Chcemy pomóc wyobrazić sobie, jaką perełką było nasze miasto – mówi pan Jacek. •