publikacja 30.06.2022 00:00
Jeśli ktoś myśli, że budynki nienadające się do zamieszkania nie nadają się do niczego, niech zobaczy pałace w Krainie Górnej Odry.
Roman Koszowski /foto gość
Pałac w Sławikowie przetrwał II wojnę światową. Do ruiny doprowadziła go polityka PRL.
Wśród skupiska drzew prześwitują jakieś zabudowania. Gdy podjeżdżamy, widać tylko wysoki mur. Wreszcie skręcamy. Niespodzianie ukazuje się potężna elewacja. To jest dopiero widok! Rzędy okien w klasycystycznej oprawie, jedne nad drugimi, wpatrują się w nas pustymi oczodołami. Zdobienia ścian, resztki schodów, kolumienki – wszystko tu mówi o dawnym splendorze. Uwagę zwracają rzeźby w trójkątnym przyczółku nad centralną częścią fasady. A właściwie resztki rzeźb przedstawiających półleżące postacie, oparte o coś, co było zegarem, a dziś jest dziurą. Gdzie spojrzeć, świetność eklektycznego pałacu miesza się z efektami jego późniejszej dewastacji. Z jednej strony żal zniszczonego piękna, a z drugiej podziw dla piękna zachowanego, a nawet w pewnym sensie podkreślonego. Bo trzeba przyznać, że takie ruiny robią wrażenie – może nawet większe niż budynki „pełnosprawne”. Pewnie dlatego w XIX wieku byli tacy magnaci, którzy budowali sobie tzw. ruinę romantyczną, żeby patrząc na nią, przeżywać wzruszenie i snuć refleksje nad kruchością bytu. Ziemia raciborska jednak – bo na niej właśnie jesteśmy – skrywa sporo ruin prawdziwych pałaców, przy których nie trzeba sztucznie wywoływać melancholii.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł