Bajka o człowieku

O człowieku z profesorem Stanisławem Grygielem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Pan Profesor wykłada od lat filozofię człowieka – antropologię. Odnoszę wrażenie, że dziś coraz rzadziej pytamy o sens życia. O to, skąd jesteśmy i dokąd idziemy.

Prof. Stanisław Grygiel: – Owszem. Rozpowszechniła się taka filozofia, która nie jest przyjaźnią mądrości, ale przyjaźnią pewnej wiedzy. Najłatwiej jest uprawiać filozofię jako historię idei czy pojęć. Ewentualnie filozofię traktuje się jako analizę języka. To jest pomocne, ale to nie jest jeszcze przyjaźń mądrości. Bywa też analiza świata – kosmologia. Owszem, milczenie i wielkość wszechświata pomagają pytać: „Co ja, ta bańka mydlana, właściwie tu robię?”. Ale to nie jest jeszcze przyjaźń mądrości. Antropologia, którą wykładam, wychodzi od doświadczenia mojego bycia zawdzięczonego. Ja się wy-darzam. Muszę więc pytać sam siebie: „Skąd przychodzę i dokąd idę? Komu się zawdzięczam?”. Muszę zarazem wsłuchiwać się w głos piękna człowieka – jego ciała, myśli i czynów – oraz w głos sumienia. One objawiają osobę ludzką.

Benedykt XVI zwraca uwagę, że człowieka redukuje się dziś do biologii, fizyki, chemii. Kwestionuje się jego wyjątkowość. Papież pisze dosadnie, że człowiek jest traktowany jako „rodzaj złośliwego szczura”. Modny współczesny filozof Peter Singer głosi, że nie ma różnicy między ludzkim noworodkiem a zwierzęciem. To jest zupełnie inna antropologia. Jedna z zasadniczych linii sporu, który toczy się w świecie, leży chyba właśnie tu – w pytaniu o to, kim jest człowiek.

– Myślę, że tak. Pytanie, jak toczyć dialog z tym światem, o którym ksiądz mówi. Ja nie umiem rozmawiać z tymi ludźmi, dlatego że ja żyję antropologią, którą uprawiam. A więc to nie jest opinia, to jestem ja.

Tym, którzy pomniejszają człowieka, mogę tylko pokazać siebie i moje życie. Nic więcej. Nie mogę zamienić na opinię tego, kim jestem. Albo ktoś to widzi albo nie. Jeżeli nie, to muszę cierpliwie czekać. Może zobaczy. Nie mogę go opuszczać, muszę być z nim. Jeżeli mnie odrzuci, to będę stał pod drzwiami jego domostwa.

Czy nie należy polemizować z tymi, którzy upowszechniają tak małą wizję człowieczeństwa?

– Ja bym nie polemizował. Dlaczego? Bo wymiana opinii zawsze prowadzi do walki. A marksistowska zasada mówiąca, że istotę stosunków międzyludzkich stanowi konflikt, jest z gruntu nieludzka. Istotą relacji międzyludzkich jest bycie razem – communio. Słowo communio ma ciekawy źródłosłów. Pochodzi od munus – obowiązek’ oraz cum – ‘razem’. Czyli „żyć z obowiązkiem”. Kiedy wchodzę w kontakt z drugim człowiekiem, zaczynam żyć z obowiązkiem. Drugi człowiek jest dla mnie wielkim obowiązkiem. Ten, który stara się zniżyć człowieka do poziomu szczura, jak to ksiądz powiedział, jest nadal dla mnie obowiązkiem, nawet większym obowiązkiem. Bo ja powinienem przy nim stawać się jeszcze głębszą antropologią. Powinienem być dla niego epifanią (objawieniem). Z nadzieją, że zobaczy. Co powiedział Chrystus? „Nie przyszedłem po to, by polemizować z opiniami, ale dać świadectwo prawdzie”. Kiedy Piłat pytał: „Cóż to jest prawda”, Jezus odpowiedział mu milczeniem, które jest słowem prawdy. Prawda stała przed Piłatem, ale on szukał czegoś innego.

Spory o aborcję, in vitro czy eutanazję są w gruncie rzeczy sporami różnych antropologii. I nie są to konflikty czysto akademickie. Musimy więc jakoś argumentować, przekonywać do swoich racji.

– W rozmowach ze studentami nie staram się przekonywać ich do swoich racji, ale raczej dotknąć ich pragnień. Wszyscy mamy coś z Don Juana. Jak motyle, skaczemy z kwiatka na kwiatek. Ale doświadczenie mówi, że żaden kwiatek nie zatrzymuje nas na zawsze. Pragnienie się nie kończy, nie umiera. Wszyscy pragniemy tego samego, tylko inaczej. Dostrzec to „inaczej” w drugim – to jest sztuka. Jeśli w tym punkcie spotkam się z człowiekiem, to już jesteśmy razem i jest mi łatwiej rozmawiać o godności, o miłości czy o in vitro.

Spróbujmy więc pomówić o  in vitro.

– Czy można miłość wyprodukować? Nie, to nie będzie już miłość, ale przedmiot, który można sprzedać lub kupić. Skoro nie można produkować miłości, to nie można także produkować owoców miłości, czyli tego, co ona może, ale nie musi, przynieść tylko jako dar. Wprowadzam w antropologię dwa terminy. Kultura – rozumiana jako uprawianie człowieka pod przyszłość. Miłość, zawierzenie się drugiemu, to jest uprawianie kultury. To, że my teraz rozmawiamy, to jest tworzenie kultury. Zawierzamy się sobie nawzajem, uprawiamy coś, co może się narodzi w nas, w księdzu, w czytelnikach. Dzisiaj natomiast ludzie nie uprawiają kultury i nie czekają na przyszły plon. Nie umieją pracować, bo nie zawierzają się przyszłości.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie