Morawy jak wino

Większości Polaków nie przyszłoby do głowy, by łączyć naszych południowych sąsiadów z duchowością. Dlatego podróż na Morawy może być dla wielu zaskoczeniem.

Nie jesteśmy Czechami ani Ślązakami, tylko Morawianami – mówią o sobie mieszkańcy tego regionu. To prawda, że o Republice Czeskiej myślimy zwykle jako o najbardziej ateistycznym kraju Europy. Tyle że to stwierdzenie trudno odnieść do Moraw. W całych Czechach zaledwie 26 proc. mieszkańców uważa się za katolików. Na Morawach jest ich dużo więcej – około 38 procent.

Słowiańskie źródło

– Morawianie są dumni z tego, że Państwo Wielkomorawskie powstało wcześniej od czeskiego – zaznacza Štefan Blaho, przewodnik prowadzący nas szlakiem zabytków sakralnych Moraw. To właśnie na Morawy przybyli w 863 r. apostołowie greccy – Cyryl i Metody, sprowadzeni przez księcia Rościsława. Swoją misję rozpoczęli w Velehradzie, który był wówczas stolicą Rzeszy Wielkomorawskiej. Stąd wzięło początek słowiańskie chrześcijaństwo. Cyryl i Metody uczynili język staro-cerkiewno-słowiański językiem liturgii i przełożyli na niego Ewangelię. Początków dzisiejszego Velehradu trzeba jednak szukać nieco później, w XIII stuleciu. W 1204 r. przybyli w to miejsce cystersi, zakładając tu filię klasztoru w Vizovicach. I choć w okresie baroku świątynię gruntownie przebudowano, to nawet obecnie można w niej odnaleźć ślady średniowiecznej architektury. – Mamy tu romańskie okna i gotyckie sklepienia obok ołtarza – pokazuje Štefan Blaho. – To była kiedyś największa bazylika w kraju. I po raz pierwszy na Morawach użyto tu cegły. Tradycja mówi, że w Velehradzie pochowany jest św. Metody, ale nasz przewodnik twierdzi, że należy to włożyć między bajki. Na pewno jednak można tu znaleźć grób arcybiskupa Antonína Cyrila Stojana. Ten sługa Boży był prekursorem ekumenizmu. To z jego inicjatywy odbyło się w Velehradzie w 1907 r. pierwsze spotkanie przedstawicieli Kościoła Wschodu i Zachodu. Połączyły ich postaci świętych Cyryla i Metodego, czczonych zarówno przez katolików, jak i prawosławnych.

Duchowe centrum

W roku 1980 Jan Paweł II ogłosił przybyszy z Salonik patronami Europy. Papież odwiedził Velehrad 10 lat później, podczas pielgrzymki do Czechosłowacji. Ale to niejedyny polski akcent w tym miejscu. Jest tu też np. obraz Jana Matejki przedstawiający świętych Cyryla i Metodego. Dzieło stanowi dar narodu polskiego dla bazyliki. Warto dodać, że ojciec malarza był Czechem. Bazylika przechodzi obecnie renowację, bo już niedługo czeka ją jubileusz. W przyszłym roku minie 1150 lat od przybycia świętych Cyryla i Metodego. Z tej okazji archidiecezja ołomuniecka przygotowuje w Velehradzie 5 lipca spotkanie Słowian wszystkich narodów. To rozszerzenie dotychczasowej formuły spotkań czesko-słowackich, którym co roku towarzyszą imprezy sportowe, kulturalne, przepisywanie Biblii i wielki koncert charytatywny. – Chcemy, by Velehrad stał się duchowym centrum dla Europy, a przede wszystkim dla Słowian – mówi ks. Josef Nuzík, wikariusz generalny archidiecezji. – Dlatego odbędą się tu międzynarodowe kongresy i wystawy, poświęcone dziedzictwu Cyryla i Metodego. BBC już kręci film o apostołach Słowian. Współpracujemy z uniwersytetem i czeskimi intelektualistami. Choć nie wszyscy wyznają naszą wiarę, to jednak doceniają fakt, że Cyryl i Metody przynieśli nam kulturę i pismo.

Morawski Oksford

Największym miastem na Morawach jest Brno, drugie co do wielkości w całych Czechach. To tutaj, a nie w Pradze, mają siedzibę najważniejsze instytucje czeskiego wymiaru sprawiedliwości. Nad miastem górują dwa wzgórza – Petrov i Špilberk z charakterystycznymi budowlami. „Katedra i katownia” – tak napisał o nich czeski poeta Jan Zahradníček w poemacie „Znak mocy”. Na pierwszym ze wzgórz mieści się katedra śś. Piotra i Pawła. Na drugim stoi twierdza, która przez lata służyła jako więzienie. Najpierw trafiali tu polityczni przeciwnicy Habsburgów, a w czasie II wojny światowej – hitlerowców. Dziś można poczuć grozę, odwiedzając cele, w których przetrzymywano skutych łańcuchami więźniów. Wspinając się uliczkami Starego Miasta, podziwiamy pięknie odnowione kamienice. Wszędzie panuje gwar, miasto pełne jest turystów. Inaczej niż w Ołomuńcu – mieście równie pięknym, albo i piękniejszym, ciągle jednak jeszcze mało odkrytym. Z Katowic do Ołomuńca jedzie się zaledwie dwie godziny – tyle co do Wrocławia, a jednak rzadko bywa on miejscem wycieczek naszych rodaków. Szkoda, bo naprawdę warto się tu wybrać. Zachwyca renesansowa i – przede wszystkim – barokowa architektura. Można z niej odczytywać strukturę społeczną dawnych mieszkańców. – Te większe domy wokół Rynku należały do szlachty i bogatszych mieszczan. W tych mniejszych, położonych wyżej, mieszkali rzemieślnicy – tłumaczy Štefan Blaho. Nasz przewodnik chętnie porównuje Ołomuniec z Krakowem – nie tylko ze względu na ilość zabytków i Rynek podzielony na dwie części. Ołomuniec to także ważny ośrodek akademicki, nazywany morawskim Oksfordem. Liczba studentów przypadająca na jednego mieszkańca jest tu najwyższa w całych Czechach.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie