Wiosna w sercu

O mieszkaniu na OIOM-ie, zdobywaniu K2 i dniach, których nie znamy, z Januszem Świtajem

Barbara Gruszka-Zych: Pana książka o życiu po wypadku miała się nazywać „Ciągłość przerywanej linii”.

Janusz Świtaj: – Wie pani dlaczego? Bo jak się jedzie na motorze z większą prędkością, to biała, przerywana linia na drodze zamienia się w ciągłą.

Z jaką prędkością Pan wtedy jechał?

– Ponad setkę. Na motocyklu, który dzień wcześniej zamieniłem z kolegą. Miałem w nim zrobić przegląd. W moich poprzednich motocyklach był hamulec tarczowy, do którego się przyzwyczaiłem, tutaj był bębnowy, nie do końca sprawny. Nie wyhamowałem i uderzyłem w naczepę tira. On też hamował, nie miał jednego światła stop, a w naczepie nie było belki wspornikowej. Koło mojego motocykla wjechało pod naczepę, a całe uderzenie poszło na przednią lampę i moją głowę.

Nad Pana łóżkiem wisi kilka zdjęć Jana Pawła II.

– Jest cały czas ze mną. Czasami się pomodlę za jego wstawiennictwem, czasem z nim porozmawiam. W tę noc, gdy odchodził, płakałem. Łączyło mnie z naszym papieżem to, że kiedy miał 73. urodziny – 18 maja 1993 r. – ja miałem wypadek. Dla mnie to jedna z najważniejszych osób w życiu, był moim wielkim autorytetem. On wytrwał do końca.

Pan też wytrwał.

– Nie udałoby się to bez moich rodziców.

Na dyplomie nagrody „Anody”, której był Pan laureatem w zeszłym roku, napisano: „Dla pana Janusza, Heleny i Henryka Świtajów”.

– Bo my zawsze jesteśmy w trójkę. No właściwie w czwórkę, bo jest jeszcze pies. I mój asystent – Dawid. Dziś to nie to samo życie co przed 7 laty, gdy brakowało mi wsparcia. Osobie o takim stopniu niepełnosprawności jak ja potrzebny jest asystent. Robię wszystko, co w mojej mocy, od roku piszę listy do premiera i ministra zdrowia, aby wszyscy chorzy w takim stanie mieli zapewnionego asystenta. Żeby nie musieli o niego walczyć, tylko mieli go zagwarantowanego przez państwo. Aktualnie fundusze na pensję Dawida otrzymuję z MOPS-u mojego miasta. To 1600 zł. Z tego musi zapłacić podatek, ubezpieczenie zdrowotne, koszty dojazdów.

6 lat temu, 2 lutego, napisał Pan list z prośbą o zgodę na zaprzestanie uporczywej terapii.

– Byłem wtedy przekonany, że jeśli zabraknie rodziców, to nie będę w stanie funkcjonować, i poprosiłem o zgodę na odłączenie od respiratora. Było nam wtedy naprawdę ciężko. Coraz częściej dochodziło do sprzeczek z rodzicami. Każdy już miał na siebie taką alergię, że niewielkie sprawy powodowały ogromne napięcia, których nie udawało się rozładować. Bo rodzice nie mogli ode mnie odejść ani na chwilę. Na dodatek moje ciało było targane bolesnymi skurczami spastycznymi. Dopiero w 2008 r. wszczepiono mi pompę baclofenową, która przez całą dobę dozuje lek prosto do kręgosłupa, dzięki czemu napięcia spastyczne są bardziej znośne. Obecna pompa będzie pracować do stycznia 2015 r. Wtedy czułem, że dłużej tak nie wytrzymam i dlatego napisałem tę prośbę. Nadal ją podtrzymuję.

Mówiąc tak, zabiera Pan innym nadzieję. Przecież Pan wyszedł z tego zwycięsko.

– Czuję na sobie ciężar odpowiedzialności za innych ludzi w podobnej sytuacji. Ale gdy zabraknie rodziców, to potrzeba będzie kilku osób do opieki nade mną. A moje środki są za skromne, żeby im płacić.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie