Wielkie ratowanie

Po naszym pierwszym spotkaniu w Nairobi przez kolejne miesiące śledziłem działalność dr Pauli Kahumbu. Zdjęcia, wywiady, marsze dla słoni od Toronto po Melbourne. I W KOŃCU TA nagroda w Królewskim Towarzystwie Geograficznym w Londynie – prestiżowa Whitley Awards 2014.

Przed jej odlotem po odbiór statuetki za zaangażowanie w konserwację dzikiej przyrody posłałem jej fragment „Dumbo”. Odpisała, że to jej ulubieniec. Sama pracuje ze słoniami. A ściślej – na rzecz słoni. Z dr Paulą Kahumbu, jedną z czołowych postaci WildlifeDirect Kenya, spotkaliśmy się ponownie. Wildlife to brzmi drapieżnie. Ale romantyka pracy z dziką przyrodą jest pełna bojów, które trzeba toczyć pośród betonu ulicy i w salonach decydentów. A zwłaszcza tam.

Bicz
Kiedy przed rokiem rozmawialiśmy przy rondzie Karen (od imienia baronowej Blixen, autorki „Pożegnania z Afryką”) Paula Kahumbu, korespondentka „The Guardian” i wykładowca na Princeton Univeristy w New Jersey właśnie rozkręcała inicjatywę „Hands off our elephants” (Ręce precz od naszych słoni). Z determinacją forsowała kolejne drzwi, szykując legislacyjny bicz na plagę kłusownictwa i handlu kością słoniową. – Wiesz, ile wynosi kara za kłusownictwo? 500 dolarów! A za sprzedany kieł kłusownicy dostają dziesięć razy tyle – irytowała się. Angażując polityków, artystów, ludzi religii, uzyskując wsparcie kenijskiej pierwszej damy Margaret Kenyatta wywołała ogólnonarodowe poruszenie, a „Hands off…” stało się zjawiskiem, które wykroczyło poza granice Kenii.

W tym roku spotykamy się na terenie Kenya Wildlife Conser- vancies na obrzeżach Parku Narodowego w Nairobi. Właśnie ma miejsce uroczyste odsłonięcie „słoniowej” rzeźby autorstwa cenionego w Kenii artysty Elkana Ongesa. Pytam Paulę o kampanię, dalsze wizje. – Inicjatywa ma dużą siłę rażenia. Kenia zaostrzyła prawo. Teraz grozi nawet 230 tys. dolarów i więzienie za kłusownictwo i handel kością słoniową. To najsurowsza kara w świecie. Od listopada 2013 r. ponad 43 proc. społeczeństwa dowiedziało się o kampanii. W budżecie państwa znalazło się 21 mln dolarów na działania przeciw kłusownictwu. Pierwsza taka kwota w historii – mówi dr Kahumbu.

Również Kościół katolicki w Kenii nie pozostaje obojętny wobec problemu kłusownictwa. „Dzika przyroda jest darem Boga i naturalnym dziedzictwem Afryki” – czytamy w oświadczeniu kenijskiego episkopatu. – Kłusownictwo trzeba określić jako narodową katastrofę – zwraca uwagę ks. Charles Odira z Komisji Pastoralnej i Apostolstwa Świeckich przy Episkopacie Kenii. Po niedzielnych nabożeństwach odbywają się spotkania dotyczące problemu. W jednym z ostatnich numerów „National Mirror”, gazety sygnowanej przez Episkopat Kenii, ukazał się artykuł „Czas mówić o walce z kłusownictwem z ambony”.

Żądza
Od 20 lat handel kością słoniową rośnie. W 2011 r. w Afryce przejęto ponad 26 ton kości słoniowej, w 2013 r. skonfiskowano jej ponad 40 ton. Naukowcy szacują, że sto lat temu w Afryce żyło od 5 do 10 mln słoni. Obecnie populacja skurczyła się do ok. 400–500 tys. zwierząt. – Kiedy w 1989 r. zaczynałam pracę, straciliśmy prawie wszystkie słonie. Wybijano je bez ograniczeń – mówi Paula. – Dziś w Kenii jest ok. 33 tys. słoni. Według oficjalnych danych w zeszłym roku zabito u nas 302 słonie. Nieoficjalnie wiemy, że ok. 3 tysięcy. Padło wiele potężnych słoni, jak Mountain Bull czy Satao. Dwa największe okazy kenijskiej fauny, z siekaczami sięgającymi ziemi, zostały zabite w ostatnich trzech miesiącach. – Niektórzy widzą w kłusownictwie szybki sposób na wydobycie się z ubóstwa. Za tym stoi chciwość – zwraca uwagę Idi Kasozi, ugandyjski imam i konserwator dzikiej przyrody. Według danych ONZ na handlu kością słoniową kłusownicy zarabiają po kilkaset milionów dolarów rocznie. Proceder został zakazany w 1989 r., ale rynki azjatyckie wciąż napędzają krwawy biznes. – Zwłaszcza Chiny, Wietnam, Tajlandia – wylicza Paula. Cena jednego kła może wynosić ponad 20 tys. dolarów. Cena za kilogram to ok. 1,5 tys. euro. Najwięcej kości wywozi się z Kenii i z Tanzanii.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| AFRYKA, PRZYRODA

  • sorcier
    06.09.2014 11:38
    Znakomity tekst. Czy jednak zamiast "afrykańskiego wildlife", nie można było napisać czegoś po polsku, np. "afrykańskiego środowiska naturalnego" czy "afrykańskiej przyrody"? Mamy dość anglicyzmów wokół i nie ma potrzeby dorzucać następne - dajmy szansę językowi ojczystemu, bo jest piękny.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie