Ordynator kwiaciarzem

Z Andrijem i Anną miałam się spotkać na Krymie. Spotkaliśmy się na Ukrainie. Uznali, że tak będzie bezpieczniej i dla nich, i dla mnie.

Andrij jest Ukraińcem o ormiańskich korzeniach, Anna Ukrainką, której prapradziadek był Polakiem. Jura to ich czteroletni syn. Andrij jest lekarzem specjalistą, Anna instruktorką fitness. Małżeństwem są od siedmiu lat. Mieszkają w Sewastopolu. Tam też mieszkają ich rodzice.

Rodzina międzynarodowa

Podróż mieli długą. Najpierw jechali samochodem. Pierwszy etap, niecałe 250 km z Sewastopola do Nowooleksiiwki, był najłatwiejszy. Pod Nowooleksiiwką przekroczyli pierwszą granicę – rosyjską. Kolejka była długa i posuwała się powoli. Rosyjscy pogranicznicy drobiazgowo sprawdzali bagaże, każdego wypytywali dokąd, na jak długo i po co jedzie. Później powoli przejechali przez dwukilometrowy pas ziemi niczyjej.

Za nim stały graniczne posterunki ukraińskie. Zostawili samochód na parkingu przed dworcem. Pociągiem dojechali do Zaporoża, gdzie przesiedli się do pociągu jadącego do Kijowa. – Do końca grudnia mieliśmy bezpośrednie połączenia kolejowe i autobusowe z Ukrainą. Nowe były tylko podwójne kontrole graniczne, ale nie trzeba było wysiadać z wagonu. Po prostu pociąg zatrzymywał się, a po kontroli ruszał w drogę. Teraz to niemożliwe, pociągi z Ukrainy dojeżdżają do umownej granicy i tam kończą bieg – Andrij tłumaczy, dlaczego tak skomplikowana była podróż. Jest trochę rozżalony na władze w Kijowie, bo – jak mówi – przez zerwanie połączeń kolejowych Ukraińcy mieszkający na Krymie zostali przez swój kraj potraktowani jak obywatele gorszej kategorii. Mówią, że teraz są rodziną międzynarodową. Formalnie Anna jest obywatelką Federacji Rosyjskiej.

Tak jak każdy mieszkaniec Krymu, który nie złożył pisemnego oświadczenia, że nie życzy sobie rosyjskiego obywatelstwa. W ten sposób większość Krymczan stała się automatycznie obywatelami rosyjskimi. To ułatwia codzienne funkcjonowanie w Sewastopolu. – Ktoś w rodzinie musi mieć dostęp do opieki zdrowotnej, ubezpieczeń i pełne prawo do załatwiania codziennych formalności: od ubezpieczenia samochodu po przyjmowanie i płacenie rachunków za telefon, gaz i prąd – tłumaczy Andrij. On sam złożył stosowne oświadczenie i nadal jest obywatelem Ukrainy. – Nie chciałem być obywatelem państwa, które napadło na moją ojczyznę i leczyć separatystów, którzy na leczenie często trafiają na Krym – tłumaczy swoją decyzję. Dlatego wyrzucono go z pracy w szpitalu. A jeszcze w lutym 2014 r., za Ukrainy, mógł zostać jego dyrektorem.

Znalazłszy się na bruku, były ordynator przypomniał sobie o ormiańskich korzeniach. Skoro całe pokolenia Ormian żyły z handlu, czemu on miałby być wyjątkiem? Nawiązał kontakt z kuzynami z Erywania i zaczął importować kwiaty. Z Zaporoża sprowadza bukiety i wieńce, które potem wysyła do Czech. – Mam tam trochę byłych pacjentów, którzy zajęli się dystrybucją. Wszyscy są zadowoleni. Ja, bo mam z czego utrzymać rodzinę i nie płacę podatków na Rosję. Kuzyni w Armenii, bo znaleźli nowy rynek zbytu. Znajomi w Czechach, bo zarabiają na marży – mówi. Dla Federacji Rosyjskiej Andrij jest cudzoziemcem przebywającym na Krymie, bez prawa stałego pobytu.

Raz na 3 miesiące musi wyjechać na Ukrainę i pobyć tam jakiś czas. Dla Ukrainy jest obywatelem drugiej kategorii. Ponieważ formalnie mieszka za granicą, nie przysługują mu żadne świadczenia socjalne. Jako mieszkaniec Krymu nie może np. założyć konta w ukraińskim banku, które jest mu potrzebne do prowadzenia działalności. – Zameldowałem się więc na terytorium Ukrainy, bo wciąż mam ukraińskie dokumenty i mogłem założyć konto w banku. Kłopot jest taki, że u nas trwa mobilizacja. Jestem oficerem rezerwy z przydziałem do wojsk medycznych. Takich jak ja teraz bardzo Ukraina potrzebuje. Przypomniał sobie o mnie wojenkomat. Na ukraiński adres przysłali wezwanie. Nie pójdę – zaczną szukać. Poszedłem do komendanta. Umówiliśmy się, że jeśli wybuchnie wojna na wielką skalę, stawię się do armii bez gadania, a na razie dadzą mi spokój – opowiada.

Radzieckie porządki

Andrij i Anna zamierzają jak najszybciej wyjechać z Krymu, chociaż wiele razy słyszałam, jak mówili, że to najpiękniejsza kraina na świecie, ich miejsce na ziemi. – Nie chcę mieszkać w takim kraju, gdzie w sklepie na pytanie o ukraińskie mleko słyszę w odpowiedzi od rozzłoszczonej ekspedientki: „A na kiego ci ukraińskie mleko, chachło (używane w Rosji obraźliwe określenie Uraińców – przyp. G.M.), pij rosyjskie”. Wiem, że pytam z przekory, bo ukraińskiego mleka od dawna nie ma, a półki są prawie puste. Zaopatrzenie sklepów jest koszmarne.

Nawet za Sojuza nie było tak źle – mówi Anna i dodaje, że już nic ich nie trzyma na Krymie. Stracili nawet przyjaciół, którzy okazali się entuzjastami rosyjskiego Krymu. Dlatego przestali się z nimi spotykać. – Do aneksji często się z nimi spotykaliśmy po pracy. Piekliśmy szaszłyki, Andrij wspólnie polował, nasze dzieci razem się bawiły. Teraz takie spotkania są niemożliwe, bo oni nam mają za złe, że jesteśmy za Ukrainą, a my im, że tak łatwo się jej wyrzekli – opowiadają. – Czas nas pogania. Lekarz specjalista ma licencję ważną 4 lata. Po upływie tego okresu musi przedłożyć władzom albo zaświadczenie ze szpitala, że pracuje w zawodzie i spełnia wszystkie kryteria, albo zdawać egzamin na wyższy stopień specjalizacji. Moja licencja kończy się w marcu 2016 roku. Najpóźniej rok przed tym terminem muszę podjąć pracę w szpitalu w swojej specjalności – mówi Andrij. Dlaczego Krym tak łatwo się poddał Rosji? Dlaczego się nie broniliście przed aneksją, nie protestowaliście... – zastanawiam się głośno.

– To samo pytanie zadawali nam przyjaciele z Ukrainy. Ale jak było się buntować, kiedy na ulice wyjechały czołgi i pojawili się uzbrojeni żołnierze i znacznie gorsi od nich bandyci z Czeczenii… – pyta Anna. – Wchodzili do sklepów, brali, co chcieli, nie płacili. Zaczepiali kobiety. Tatarzy też się nie buntowali, oni boją się Rosji najbardziej. Na Krym zaczęli wracać jakieś 20 lat temu z Kazachstanu. Tam w 1944 roku z Krymu zostali przesiedleni ich dziadkowie. Oni rodzili się w Kazachstanie, tam zaczynali chodzić do szkoły. Boją się, że zostaną deportowani jak ich dziadkowie – opowiada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie