Z Twittera na front

Na Kaukazie rośnie ryzyko kolejnego konfliktu zbrojnego, obejmującego teren byłego ZSRR. Codziennie dochodzi do starć wojsk Armenii i Azerbejdżanu. Przywódcy obu krajów nawzajem grożą sobie otwartą wojną.

Seria szowinistycznych i agresywnych wpisów pojawiła się w lutym na oficjalnym koncie Twittera należącym do prezydenta Azerbejdżanu. „Armenia to bezsilny i ubogi kraj”; „Armenia nie jest nawet kolonią, nie jest nawet warta bycia służącym”; „Armeńska duma narodowa deptana jest przez kryminalną juntę” – pisał Ilham Alijew. Wbrew pozorom nie jest to wynik głupiego żartu ani ataku hakerów na jego konto. Już od kilku miesięcy azerska głowa państwa upodobała sobie właśnie ten serwis społecznościowy do wygrażania Armenii i jej przywódcom. Prezydent ostrzegał też: „Próby zbrukania i poniżania Azerbejdżanu spełzną na niczym”. Praktycznie każdy tydzień przynosi serię kolejnych agresywnych „tweetów” Ilhama Alijewa.

Całą historię można by uznać za komiczną, gdyby nie fakt, że już od połowy 2014 r. stale zwiększa się częstotliwość starć wojsk Armenii i Azerbejdżanu. W 2015 r. praktycznie codziennie dochodzi do wymiany ognia. Zwaśnione narody, pomimo międzynarodowych mediacji, ściągają na granicę kolejne oddziały i uzbrojenie. Zarzewiem przewlekłego konfliktu od ponad 20 lat pozostaje Górski Karabach.

Drugie Bałkany

Kaukaz to od wieków jedna z najbardziej niespokojnych części świata. Tak jak na Bałkanach, tak i tu na niewielkim obszarze żyją przemieszane ze sobą narody wyznające różne religie i uwikłane w wiele sporów terytorialnych. Jednym z nich, do dziś nierozwiązanym, jest sprawa Górskiego Karabachu – ormiańskiej enklawy otoczonej ziemiami Azerów. Nie stanowiło to problemu, dopóki cały region należał do jednego kraju: Persji, carskiej Rosji, a później Związku Radzieckiego. Zawsze jednak gdy upadało państwo dominujące na Kaukazie, wybuchały ormiańsko-azerskie starcia o Karabach. Władze sowieckie przez dekady podsycały nieufność między oboma narodami, aby łatwiej kontrolować Kaukaz według niezawodnej zasady „dziel i rządź”. Lecz gdy ZSRR zaczął chylić się ku upadkowi, rozbudzone nacjonalizmy wymknęły się spod kontroli. Pod koniec lat 80. XX w. Ormianie z Karabachu próbowali zmusić Azerów do opuszczenia tych ziem. W odpowiedzi w Azerbejdżanie doszło do antyormiańskich rozruchów. W najpoważniejszym z nich w mieście Sumgait zginęły 32 osoby.

Otwarta wojna rozpoczęła się w 1992 r., gdy azerski parlament anulował autonomię Górskiego Karabachu. W krwawym konflikcie po obu stronach zginęło łącznie około 7 tys. żołnierzy, dochodziło również do czystek etnicznych. Najtragiczniejszym epizodem walk była masakra ludności cywilnej, której dokonało ormiańskie wojsko w mieście Xocali. Zabito 613 osób. Międzynarodowa mediacja doprowadziła w 1994 r. do zawieszenia broni, lecz porozumienie nie zadowoliło żadnej ze stron i nie przyniosło pokoju. Ormianie obronili swoją niezależność, ale Górski Karabach trwa w polityczno-prawnej próżni. Żaden kraj nie uznaje go za państwo. Mieszkańcy mogą wyjechać z enklawy tylko przez wąski korytarz drogowy do Armenii. Azerbejdżan z kolei uznaje istnienie quasi-państwowego bytu za upokorzenie. Azerscy uchodźcy z Karabachu do dziś mieszkają w prowizorycznych kwaterach, czekając na powrót w swoje strony. Granice enklawy są niestabilne. Konflikt pochłonął 30 tys. ofiar, a prawie milion ludzi musiało opuścić swoje domy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie