Odyseja do Europy

Uciekają przed wojną i głodem. 170 tysięcy imigrantów z Afryki przedostało się na Lampedusę i Sycylię w samym tylko 2014 r. Tysiące utonęły. Na Morzu Śródziemnym rozgrywa się piekło, a Europę zalewa niekontrolowana fala uchodźców.

Od kilku lat oglądamy dramatyczne obrazy z włoskiej Lampedusy: na wyspę przybijają wciąż nowe łodzie z uciekinierami z Afryki. Exodus z Nigerii, Egiptu i Libii trwa jednak już od lat 90. XX wieku. Wtedy to Europa zaostrzyła swoje przepisy wizowe. Ale dopiero wojna w Libii nasiliła to zjawisko. Liczba imigrantów przeprawiających się desperacko przez Cieśninę Sycylijską gwałtownie wzrosła z przeciętnie 40 tysięcy do 170 tysięcy na rok. Podobna liczba osób straciła życie na morzu. Co dzieje się z tymi, którym udało się dopłynąć? Jak radzi sobie z ich zalewem maleńka wyspa Archipelagu Pelagiańskiego? Wiadomo, że Lampedusa to nie punkt docelowy imigrantów, a jedynie pomost w ucieczce w głąb lądu. Mimo nieudolnych prób rozwiązania problemu odyseja trwa. Czy jest szansa, by ją powstrzymać? Jak pomóc uciekającym przed wojną i skrajnymi warunkami mieszkańcom Afryki?

Mare Nostrum

Świat dostrzegł skalę problemu w marcu 2011 r., kiedy pojawiło się w mediach wiele relacji o tragicznym losie tych, którzy próbują dopłynąć do Europy – wymarzonego portu. – Lecieliśmy helikopterem wzdłuż linii brzegu. Dostrzegliśmy na morzu mnóstwo punktów. W wodzie pływały ciała. Dziesiątki, setki... Było ciemno. Nie byliśmy pewni, czy ludzie są martwi. Rzucaliśmy koła ratunkowe, ale nikt ich nie łapał. Ci, którzy żyli, nie mieli siły wyciągnąć nawet ręki. Zadzwoniłem po pomoc. Nasi ludzie wskakiwali do wody i wyławiali topiących się – przypomina jeden z kapitanów żeglugi Lampedusy. Wieczorem na wybrzeżu układano pierwsze martwe ciała. – Było ich tyle, że w pewnym momencie puściły mi nerwy, płakałam. Nasi ludzie też – opowiada Giusi Nicolini, burmistrz Lampedusy.

Spod białych worków wystawały miejscami bose stopy. Także dziecięce. Na wydmach ustawiono wraki łodzi, którymi próbowali uciekać imigranci. Kadry z Lampedusy wstrząsnęły światem. Na wyspie, w pobliżu lotniska, powstaje szybko centrum pomocy – ocaleńcy dostają tu świeże ubrania, ciepłe posiłki. W pomoc angażują się Caritas Italia oraz Czerwony Krzyż i Kawalerowie Maltańscy. Ale napływ imigrantów jest tak duży, że nagle na Lampedusie jest ich więcej niż mieszkańców wyspy, ponad sześć i pół tysiąca. Włosi biją na alarm. Napięcie rośnie także na forum UE, która milczy. Nie wie, jak rozwiązać problem. 8 lipca 2013 r. na Lampedusę przyjeżdża papież Franciszek. „To wstyd dla chrześcijan!” – woła, rzucając wiązki kwiatów do morza, by upamiętnić setki ofiar desperackich przepraw przez morze. Papież mówi o plamie na sumieniu Europy. Tej politycznej i społecznej.

Trzy miesiące później, dokładnie 3 października 2013 r., w Cieśninie Sycylijskiej, kilka mil od Lampedusy, zostaje wyłowionych 366 nieżywych ludzi. Wśród nich ponad 90 dzieci. Giorgio Napolitano, ówczesny prezydent Republiki Włoskiej, ogłasza trzydniową żałobę narodową. Premier Enrico Letta uderza pięścią w stół: „Nigdy więcej! Katolicki premier nie może spać w obliczu dramatu ginących na morzu ludzi”. Letta mówi jednym głosem z episkopatem i papieżem Franciszkiem. Błyskawicznie rusza włoska operacja Mare Nostrum. Na Morze Śródziemne wypływają cztery okręty marynarki wojennej. Lotniskowce. Chodzi o to, by na ich pokładzie za jednym razem móc zmieścić od 500 do nawet tysiąca osób.

W skład załogi okrętów wchodzą specjalnie wyszkolone ekipy lekarzy i pielęgniarzy wyposażonych w specjalne kombinezony i maski ochronne. Każdą wyłowioną grupę uciekinierów z Afryki trzeba przebadać. Wiele osób z łodzi skarży się na bóle głowy, zawroty, wymiotuje krwią. Od kilku dni piją wodę morską, nic nie jedzą. Dzięki Mare Nostrum 140 tys. osób ocaleje. Ale operacja nadal jest na barkach tylko Włochów. W Europie zaś szybko wzbudza falę polemik. Rządy europejskie stawiają pytania, czy tym samym nie zachęcamy imigrantów do podróży ku Europie? Wobec rosnącego napięcia Martin Schultz, przewodniczący Parlamentu Europy, spotyka się z władzami Lampedusy i grupą imigrantów. Krótko potem z Brukseli dociera nakaz, by zakończyć operację Mare Nostrum. Do akcji ma wkroczyć Frontex, czyli organizacja, która zajmuje się m.in. monitorowaniem granic. Cecilia Malmstroem, komisarz unijny, w imieniu UE dziękuje włoskiej żegludze i armii „za wysiłek w ratowaniu ludzkich istnień”.

Retoryka UE jest już zupełnie inna niż Włochów. „Frontex Plus l’Unione, która zastąpi Mare Nostrum, podejmie walkę z uciekinierami” – zapowiada Malmstroem. W „walkę” włącza się od razu 19 państw Europy. Jak informuje komisarz unijna, akcja będzie kosztować tylko 3 mln euro, a więc o jedną trzecią mniej niż wydały Włochy na pomoc uciekinierom w ramach Mare Nostrum. Frontex ma zawracać uciekinierów i niszczyć barki, tak by nigdy ich już nie użyto. Efekt akcji Frontexu: liczba imigrantów i ofiar morza… zwiększa się. W marcu tego roku morze pochłonęło 452 ofiary. Od początku tego roku znowu kilkanaście tysięcy osób przedostało się do Europy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie