Bilet w jedną stronę

Z Dawoodem Yousefim, Afgańczykiem, który przeprawił się na pontonie do Europy. rozmawia Joanna Bątkiewicz-Brożek

Joanna Bątkiewicz-Brożek: Od 12 lat mieszkasz we Włoszech. Uciekłeś z Afganistanu?

Dawood Yousefi: Miałem wtedy 17 lat. To była decyzja desperacka, ale przemyślana. Ruszyliśmy z kolegami w kierunku Iranu, potem do Turcji. Większość drogi przebyliśmy pieszo, szliśmy dzień i noc. Gdy nadarzała się okazja, podjeżdżaliśmy w ciężarówkach, pod plandekami. Z Turcji przepłynęliśmy pontonem do Grecji, potem do Włoch.

Obraliście Włochy celowo?

Nie. Chodziło tylko o to, żeby przedostać się do Europy. I dotrzeć tam żywym. We Włoszech zdecydowałem, że tu zostanę.

Jak długo trwała ta wędrówka?

Prawie rok.

Czemu zdecydowałeś się na taką ucieczkę?

Afganistan od lat 80. jest w stanie wojny. Mieszkałem w małej miejscowości. Normalne życie nie istniało. Nie mogłem na przykład chodzić do szkoły. Zwykłe poruszanie się po mieście też było niemożliwe. Strach to w moim kraju chleb powszedni. Boisz się, że stracisz życie. Kilkakrotnie miałem śmierć w oczach.

Zostawiłeś rodzinę?

Tak, w Afganistanie zostali moi rodzice, dwóch braci i dwie siostry. Do Europy ruszyliśmy w piątkę, z przyjaciółmi. Wszyscy mniej więcej w tym samym wieku.

Przyjaciele też żyją dzisiaj we Włoszech?

Dwóch przedostało się do Niemiec, jeden do Szwecji. A jeden utonął w morzu.

Jak to się stało?

Do dziś widzę, jak tonie... Były bardzo wysokie fale i nie panowaliśmy nad pontonem. Takim małym płynęliśmy. Kolega wypadł i przykryła go wzburzona woda. Na wodzie spędziliśmy dwie noce i dwa dni. Bez picia, jedzenia, całkowicie przemoczeni. I gdyby nie statek, który nas uratował, pewnie też byśmy zginęli.

Skąd wzięliście ponton?

Od przemytnika.

Za ile?

Dwanaście tysięcy dolarów od osoby, czyli sześćdziesiąt za wszystkich. A było to ponad 12 lat temu!

A skąd mieliście tyle pieniędzy?

Cała rodzina, łącznie z wujami, się zrzuciła. Rodzice dali nam prawie całe swoje oszczędności.

Od przemytników dostaliście instrukcje, gdzie i jak jechać?

Nic nam nie dali. Wrzucili nas do pontonu i wypchnęli w morze. Wszystko odbywa się w takich sytuacjach szybko.

Na pontony wsiadają rodziny z dziećmi. Zdają sobie sprawę z ryzyka?

Tak, to nie są turyści, tylko zdeterminowani ludzie. Za wszelką cenę chcą uciec przed wojną i ocalić życie. Bo ryzyko śmierci w Syrii czy Afganistanie jest wysokie. Lepiej więc zaryzykować i umrzeć, niż umrzeć bez podjęcia ryzyka.

Ale ci ludzie narażają nie tylko siebie, ale też dzieci. Ciągle pojawiają się zdjęcia maluchów, które nie przetrwały podróży.

To pomyśl, jak ci ludzie są zdeterminowani. Obok strachu jest też coś, czego nie masz, gdy żyjesz w kraju, gdzie spadają bomby. Jest nadzieja, że dotrzesz żywy, ocalejesz i że tam, za morzem, czeka na ciebie inne, lepsze życie. I to daje siłę, to motywuje.

Morska przeprawa to był najtrudniejszy etap Twojej podróży?

Wszystko było trudne. Choć najgorsze, oprócz przeprawy przez morze z Grecji do Włoch, było przekroczenie granicy Turcji z Iranem. Tam są wysokie góry. Szliśmy tamtędy dwa tygodnie. Po drodze mijaliśmy martwe ciała tych, którym nie udało się przedostać. Czasem w górach było tak strasznie zimno, że baliśmy się, że temperatura nas zabije. W ciągu dnia szliśmy w upale.

A co jedliście?

Często nic. Jeśli znaleźliśmy owoce albo jakieś zioła, to było dobrze.

Co się działo z Tobą we Włoszech?

Dotarłem najpierw do portu w Bari, a stamtąd do Rzymu. Kilka miesięcy spędziłem pod mostami, na ulicy. I tu znaleźli mnie ludzie ze Wspólnoty św. Idziego. Pomogli mi stanąć na nogi. Nawiązała się między nami przyjaźń. Zapisali mnie do szkoły języka włoskiego dla obcokrajowców.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • AnnaJ
    17.11.2015 11:43
    Odpowiedź, że imigraci na pontonach wyrzucają dokumenty do morza, bo "nie są im już potrzebne" jest - z całym szacunkiem - idiotyczna. To nie nadmierny balast. W tym jest taki oto interes, by ukryć swoją tożsamość. Podoba mi się pomysł, o którym ostatnio usłyszałam, że imigrant (uchodźca!) może zostać wpuszczony do kraju tylko pod warunkiem ujawnienia swojej tożsamości (okazania dokumentu) i niebudzącego najmniejszych podejrzeń o ekstremistyczne zapędy życiorysu.
  • st
    17.11.2015 11:46
    Ja nie widzę problemu z przyjmowaniem imigrantów - jeden warunek - konwersja na chrześcijaństwo - pozostali do domu, łącznie z tymi którzy już tu siedzą. Albo Europa będzie chrześcijańska, albo jej nie będzie wcale. Ten bajzel w krajach arabskich wynika właśnie z islamu i podobny się robi w Europie.
  • e tam
    17.11.2015 23:45
    wojny nie ma tak samo w Iranie, Turcji, ZEA, Arabii Saud., Libanie, Turkmenistanie, Azerbejdżanie, bliższych kulturowo Afgańczykowi, dla samego pokoju nie trzeba było maszerować tyle tys. km
  • jazmig
    19.11.2015 09:34
    Ten Afgańczyk sam mówi, że był w Turcji i tam mógł spokojnie zostać. Jest muzułmaninem, Turcja to kraj muzułmański. Nie ma tam wojny.

    On przyjechał do Europy, żeby żyć na koszt Europejczyków, a nie dlatego, że uciekał przed wojną.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie