Szaleństwo matki Angeliki

Swoje przedsięwzięcie matka Angelika rozpoczęła z kapitałem 200 dolarów, dwunastoma pracownicami – zakonnicami bez żadnego medialnego doświadczenia, klasztornym garażem zaadaptowanym na studio i głęboką wiarą w Bożą opatrzność.

Umrzeć w Wielkanoc to dar Boży – powiedział papież senior Benedykt XVI, kiedy dowiedział się o śmierci założycielki największego katolickiego imperium medialnego na świecie. – Ona jest już w niebie – dodał papież Franciszek w czasie audiencji generalnej, kiedy zatrzymał się obok portretu matki Angeliki, przyniesionego przez pracowników rzymskiego studia EWTN.

W 2009 r. papież Benedykt XVI nagrodził ją medalem „Pro Ecclesia et Pontifice”, przyznawanym za zaangażowanie w pracę na rzecz Kościoła. Rzeczywiście trudno przecenić zasługi matki Angeliki, której udała się rzecz niezwykła. Bez jakiegokolwiek zaplecza finansowego i bogatych sponsorów założyła w 1981 roku stację telewizyjną Eternal Word Television Network (EWTN), która dzisiaj, po 35 latach, ma zasięg globalny.

Swój pierwszy program stacja wyemitowała 15 sierpnia 1981 r., w uroczystość Wniebowzięcia NMP. Matka Angelika miała wówczas 58 lat. Była już osobą dosyć znaną, bo wcześniej zdobyła sławę charyzmatycznej nauczycielki. Obecnie telewizja matki Angeliki to już prawdziwy koncern medialny, bo prócz programu telewizyjnego stacja nadaje audycje radiowe, posiada rozbudowany portal internetowy, a także wydaje książki o tematyce religijnej. W 2010 roku EWTN uratowała od likwidacji „National Catholic Register”, najpopularniejszy w USA magazyn katolicki. Dzisiaj całodobowy program stacji, która zatrudnia prawie 400 pracowników, dociera za pomocą satelity do 264 milionów gospodarstw domowych w 144 krajach.

Pierwszy cud

Matka Angelika, a właściwie Rita Antoinette Pizzo, urodziła się 20 kwietnia 1923 r. w przemysłowym miasteczku Canton w stanie Ohio. Miała trudne dzieciństwo. Mieszkała w dzielnicy slumsów, rządzonej przez wywodzącą się z Sycylii mafijną „Czarną Rękę”. Na ulicach panowała przemoc. Rita nigdy nie zapomniała zabójstwa ojca Riccardi, proboszcza, który krytykował działalność mafii. Małżeństwo rodziców Rity nie było szczęśliwe. Jej ojciec, najczęściej bezrobotny, nie chciał mieć dzieci. Wyładowywał swoje frustracje agresją. Bił żonę, aż w końcu opuścił rodzinę. Rita miała wówczas 8 lat. Cierpiąca na depresję, niestabilna psychicznie Mae, matka Rity, pozostała bez środków do życia. – I wtedy zaczęło się piekło – wspominała ten okres swojego życia matka Angelika. Słowa zakonnicy przytacza w jej biografii Raymond Arroyo. Wydana w 2005 roku książka długoletniego współpracownika matki Angeliki stała się międzynarodowym bestsellerem. Odkrywa przed czytelnikiem wiele nieznanych faktów, które pomagają zrozumieć naznaczoną cierpieniem drogę, jaką przebyła wychowana w podłej dzielnicy dziewczynka, zanim stała się medialną gwiazdą.

Matka i córka znalazły się w niezwykle trudnej sytuacji materialnej, a trzeba pamiętać, że były to czasy wielkiego kryzysu. Pogłębiała się również depresja Mae, którą nawiedzały myśli samobójcze. Od czasu rozwodu matka Rity przez dekadę nie chodziła do spowiedzi, a kiedy wreszcie poszła i wyznała, że jest rozwódką, ksiądz wyrzucił ją z konfesjonału. – Nakrzyczał na nią, zamiast okazać jej współczucie i pocieszyć. Nie miała nawet szansy powiedzieć, że nie żyje w innym związku i przestrzega przykazań Chrystusa – mówiła po latach zakonnica. Mae była w takim stanie, że Rita musiała się nią opiekować. Córka była przekonana, że w jej życiu nie zajdzie już żadna zmiana. – Czułam, że umrę tak, jak się urodziłam. W nędzy. Byłam zgorzkniała i zrezygnowana – wyznała swemu biografowi.

I wtedy w jej życiu wydarzył się cud, który sprawił, że Rita poczuła, iż ktoś się nią opiekuje i czuwa nad nią. Idąc ulicą, nie zauważyła samochodu, który z pełną prędkością mknął w jej stronę. Sparaliżowana strachem, nie mogła się ruszyć. „Nagle poczułam, jak gdyby dwie ręce uniosły mnie i przerzuciły na wysepkę na drodze, gdzie parkowały samochody” – matka Angelika podkreśla, że to pierwszy z cudów, które wydarzyły się w jej życiu.

Wypełniona obietnica

Kiedy miała 17 lat i uczyła się w szkole średniej, otrzymała, jak sama to określiła, „największy dar od Boga”. Tym darem była choroba. Nagle zaczęła odczuwać nasilające się dolegliwości – bóle, nudności, skurcze żołądka. „Nie mogłam spać ani jeść. Drżały mi ręce, drętwiało mi lewe ramię” – opisała swoje ówczesne przypadłości matka Angelika. Nie pomagały żadne lekarstwa. W końcu dziewczyna udała się po pomoc do Rhody Wise, stygmatyczki, której przypisywano wiele uzdrowień. Ta poradziła jej odmawiać Nowennę do św. Teresy i popularyzować tę postać. Ostatniego dnia nowenny Rita poczuła bóle straszliwe jak nigdy dotąd, które jednak szybko zniknęły. Została uzdrowiona. „Zanim Bóg wkroczył w moje życie i uzdrowił mnie za pośrednictwem Małego Kwiatuszka, czyli św. Teresy z Lisieux, miałam zupełnie inne podejście do życia. Wiedziałam, że jest Bóg. Ale teraz dopiero zrozumiałam, że mnie kocha i się mną interesuje. Po uzdrowieniu chciałam wyłącznie poświęcić się dla Jezusa” – wyjaśniała znaczenie tego największego daru, jakim stała się choroba.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Tezeusz
    11.05.2016 23:00
    Pouczająca i warta zapamiętania biografia :)

    „Nagle poczułam, jak gdyby dwie ręce uniosły mnie i przerzuciły na wysepkę na drodze, gdzie parkowały samochody”

    To samo zdarzenie zostało opisane w książce Joan Wester Anderson pt. „Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z niebios” w rozdziale „Ręce pocieszyciela”. (Ciekawe, że od razu natknąłem się na ten rozdział). Oto 2 fragmenty.

    „Kierowca autobusu, który był świadkiem całego wydarzenia...” „Upierał się, że Rita odskoczyła lub, w jakiś sposób, została wyrzucona w powietrze, z łatwością przeskakując zarówno nadjeżdżające auto jak i wysepkę. Taki wyczyn wydawał się nie do wykonania, dlatego mężczyzna oniemiał z wrażenia.”
    ...
    „Tam bierze swój początek wiara Rity w aniołów. Gdy wstąpiła do zakonu klarysek, obrała sobie nowe imię właśnie na ich cześć. Później ufundowała (i nazwała) klasztor Matki Bożej od Aniołów, gdzie nadal mieszka, pisze książki i kieruje swą stacją telewizyjną.” Rzecz jasna, ostatnie zdanie było napisane jeszcze za życia matki Angeliki.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie