Japonia dołącza do wyścigu zbrojeń

W Japonii weszło w życie prawo, które znosi zakaz prowadzenia zagranicznych operacji wojskowych. Zarzucenie ściśle przestrzeganej przez Tokio od 1945 r. polityki pacyfizmu może przynieść ogromne zmiany na Dalekim Wschodzie, a nawet na całym świecie.

W rozdziale drugim japońskiej konstytucji, zatytułowanym „Odrzucenie wojny”, znajduje się zdanie: „Naród japoński na zawsze odrzuca wojnę jako prawo narodu oraz groźbę lub użycie siły jako metodę rozwiązywania sporów międzynarodowych”. Zdanie to przez wiele dekad było głównym wyznacznikiem polityki cesarstwa. Niewiele kwestii wzbudziło więc w ostatnich latach takie emocje jak rewizja doktryny pacyfizmu. Japońskie społeczeństwo znane jest z posłuszeństwa wobec władzy, lecz tym razem przyjęcie ustawy poprzedziła wielka bójka w parlamencie oraz wielotysięczne demonstracje uliczne w Tokio.

Nowe prawo umożliwia mobilizację wojska i interwencję za granicą pod trzema warunkami: gdy Japonia lub jej bliski sojusznik zostanie zaatakowany i na skutek tego wystąpi zagrożenie istnienia kraju, gdy wyczerpią się wszelkie inne dostępne sposoby odparcia ataku oraz gdy użycie siły będzie ograniczone do absolutnego minimum. Premier Shinzo Abe argumentuje, że rewizja ustaw o bezpieczeństwie to odpowiedź na postępującą destabilizację sytuacji na Dalekim Wschodzie, czyli morską ekspansję Chin oraz rozwój atomowego programu Korei Północnej. Przeciwnicy szefa rządu uważają, że nie jest to wystarczający powód, by demontować najważniejszy od ponad 70 lat filar japońskiej polityki zagranicznej, a prężenie muskułów służy jedynie przykryciu nasilających się kłopotów gospodarczych kraju.

Podchody pod Chiny

W ostatnich latach położenie międzynarodowe cesarstwa uległo znaczącemu pogorszeniu. Świat bezskutecznie próbował zahamować atomowy program Korei Północnej i wszystko wskazuje na to, że dziś Japonia znajduje się już w polu rażenia północnokoreańskich rakiet średniego zasięgu, zdolnych przenosić głowice jądrowe. Na Morzu Wschodniochińskim nasila się z kolei konflikt z Chinami. Przedmiotem sporu jest archipelag Senkaku (zwany przez Chińczyków „Diaoyu”). To bezludne i bardzo małe wysepki, ale o niebagatelnym znaczeniu – leżą w mniej więcej podobnej odległości od krańców Chin, Japonii i Tajwanu, a w ich okolicach prawdopodobnie znajdują się znaczne złoża ropy. Cesarstwo przez lata lekceważyło chińskie roszczenia terytorialne. Lecz w ciągu zaledwie kilkunastu lat komuniści z Pekinu poczynili gigantyczne inwestycje i dziś ich marynarka wojenna jest drugą najpotężniejszą na świecie. Bez problemu wyparłaby Japończyków z Morza Wschodniochińskiego.

Ambitny japoński premier Shinzo Abe postanowił podjąć rękawicę i włączyć się do wyścigu zbrojeń. Korzystając z faktu, że jego Partia Liberalno-Demokratyczna wraz z koalicyjnym ugrupowaniem Komeito ma ponad dwie trzecie głosów w parlamencie, krok po kroku rozmontowuje pacyfistyczne prawodawstwo, na którym opierała się powojenna Japonia. Zmiana w japońskiej polityce zagranicznej postępuje już nie tylko w sferze deklaratywnej. Pod koniec marca wojska Kraju Kwitnącej Wiśni otworzyły nową stację radarową i bazę wojskową na Yonaguni – to ostatnia wysepka leżąca przed spornym archipelagiem Senkaku. Na razie stacjonuje tam 160 żołnierzy, ale władze w Tokio zapowiedziały, że docelowo personel będzie liczyć aż 10 tysięcy. Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych określiło japońskie działania mianem „poważnego zagrożenia dla pokoju w rejonie Azji i Pacyfiku, który i tak jest już niestabilny”.

Działaniom wojskowym towarzyszy ogromna aktywność dyplomatyczna Japonii, która próbuje zrealizować trudny cel politycznego okrążenia Pekinu. Premier Abe patetycznie nazywa ten projekt „łukiem wolności i dobrobytu”. Japoński minister spraw zagranicznych Fumio Kishida odwiedził ostatnio Singapur, Brunei, Australię, a jego zastępca – Birmę. Cesarz Akihito gościł z kolei na Filipinach. Miejscowa marynarka wojenna od roku prowadzi regularne ćwiczenia z japońskimi okrętami. W zeszłym roku premier Abe przyjechał z kolei do Indii. Kusił je przyłączeniem się do antychińskiego sojuszu, oferując w zamian miliardowe kontrakty w dziedzinie energetyki. Szef rządu w charakterystycznym, pompatycznym stylu powiedział w Delhi, że „indyjsko-japońska więź ma największy na świecie potencjał spośród wszystkich bilateralnych relacji”.

Japończycy rzucają Chinom wyzwanie nawet w Afryce, gdzie przez ostatnie kilkanaście lat Pekin stał się głównym rozgrywającym. Delegacje z Tokio niemal ścigają się z chińskimi w odwiedzinach kolejnych krajów Czarnego Lądu i podpisywaniu tam gospodarczych kontraktów. Kontrowersje wzbudza natomiast fakt, że największym afrykańskim przyjacielem cesarstwa jest Robert Mugabe – brutalny dyktator objęty sankcjami przez USA i UE, który doprowadził Zimbabwe do ekonomicznej ruiny. 29 marca satrapa był przyjmowany w Kraju Kwitnącej Wiśni z największymi honorami.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie