Kraina pełna cudów

Nie ma drugiego takiego państwa w demokratycznym świecie, w którym kontrolujący wszystko polityk miałby zaledwie 2 proc. społecznego poparcia. Nie ma też kraju aspirującego formalnie do członkostwa w UE, który tak szybko straciłby na to wszelkie szanse. I w ogóle to cud, że Mołdawia jeszcze istnieje.

Spokojnie, Mołdawianie nie obrażą się na to ostatnie zdanie. Przeciwnie, obrócą je w żart. A raczej skomentują z charakterystycznym dla siebie autoironicznym akcentem. Są świadomi licznych paradoksów i absurdów, z których składa się ich rzeczywistość. I nie tyle na nią narzekają, ile właśnie z niej się śmieją. Także wtedy, gdy śmieje się z nich ktoś z zewnątrz. W rosyjskim filmie „Mołdawskie wesele” jest taka scena: na lotnisku w Kiszyniowie (stolicy) mołdawscy dygnitarze komunistyczni czekają na przylot Breżniewa. Tuż przed lądowaniem obsługa lotniska przegania gęsi z płyty. Rosjanie ewidentnie chcieli w ten sposób dopiec swojej byłej SRR, podkreślając jej „zaściankowy” charakter. Co na to sami Mołdawianie? Już w niepodległym kraju mieli taką sytuację: przed wizytą kanclerz Niemiec Angeli Merkel na lotnisku rozłożono specjalny trawnik. Tuż przed przylotem ktoś ten trawnik ukradł. Cała Mołdawia śmiała się z tego przez tydzień

Obiektywnie powodów do śmiechu nie ma. Rosnące bezrobocie, spadające PKB, ciągnące się kryzysy polityczne, rozgrywki oligarchów i oddalająca się perspektywa jakiejkolwiek integracji z UE. Na przylot i rozkładanie trawnika dla jakiegoś ważniejszego polityka europejskiego raczej nie ma co liczyć. Za to bardziej prawdopodobne jest przeganianie gęsi z płyty lotniska przed przylotem ważnych gości z Moskwy. To też dowód na porażkę Zachodu w polityce wobec tego kraju. Gwarantem prorosyjskiego kierunku jest jedna osoba, bez której nic istotnego w Mołdawii wydarzyć się nie może.

Reformy, czyli wyciek pieniędzy

Vlad Plahotniuc. Osoba nr 1 w Mołdawii. Choć gdyby spojrzeć na sondaże, to można by mieć wątpliwości: ponad 95 proc. mieszkańców nie ma zaufania do tego oligarchy – polityka, który kontroluje dosłownie każdą ważną dziedzinę życia: od parlamentu, przez wymiar sprawiedliwości, media, po finanse i gospodarkę. Trudno się dziwić, skoro majątek Plahotniuca szacuje się na jedną trzecią PKB Mołdawii (złośliwi mówią, że proporcje są odwrotne). Jego osoba jest kluczowa dla zrozumienia tego, co działo się w ostatnich latach, a szczególnie miesiącach, w Mołdawii. Przypomnijmy, że przez cały 2015 rok kilkukrotnie zmieniały się tamtejsze rządy. Jeden z ostatnich skandali doprowadził do aresztowania Vlada Filata, głównego konkurenta Plahotniuca do faktycznej monowładzy. Filat w latach 2009–2013 był premierem, a do swojego aresztowania liderem największego ugrupowania tworzącej szeroką prozachodnią koalicję. Według autorów raportu Ośrodka Studiów Wschodnich rządy Filata były najbardziej reformatorskie ze wszystkich dotychczasowych. Nawet jeśli zgodzić się z tym poglądem, to trzeba dodać: z marnym efektem. Takie problemy jak korupcja i oligarchiczny system sprawowania władzy nie tylko nie zostały rozwiązane, ale wybuchły ze zdwojoną siłą, odsłaniając całkowitą słabość państwa i bezradność obywateli. Sam Filat został aresztowany i oskarżony o przyczynienie się do „wyparowania” ok. 1,5 mld dolarów, głównie z prywatnych banków i państwowego banku oszczędnościowego. Dodajmy, że to prawie 13 proc. PKB Mołdawii. Okazało się, że środki te wyprowadzono za pomocą fałszywych pożyczek. Z czasem wyszło na jaw, że sprawa jest jeszcze grubsza: przez mołdawskie banki i rosyjskie spółki oraz fikcyjne firmy z siedzibą w Wielkiej Brytanii wyprowadzano również dolary z Rosji. Pieniądze okrężną drogą trafiały do łotewskich banków. W sumie wydrenowano z Rosji ok. 20 mld dolarów w ciągu zaledwie 4 lat. Beneficjenci tych procederów znajdowali się również w mołdawskich władzach. Filat został aresztowany, ale pozostało pytanie, czy rzucający oskarżenia Plahotniuc jest w tej aferze zupełnie czysty. Czy kontrolujący praktycznie cały system bankowy oligarcha mógł nie wiedzieć o całym procederze? W coś takiego nie wierzą sami Mołdawianie, skoro tylko 2 proc. badanych mówi, że ma do niego zaufanie. Wygląda to niestety na ściśle kontrolowany przez niego skandal, w wyniku którego uzyskał pełnię władzy, pozbywając się ostatniego konkurenta. A nad wszystkim ewidentnie czuwają rosyjskie służby. Plahotniuc (choć sam premierem nie został, obsadził na stanowisku swojego człowieka) dla Moskwy jest bowiem gwarantem zamrożenia dalszych kroków w kierunku pogłębiania relacji z Zachodem.

Licencja Kremla

Formalnie i Plahotniuc, i wcześniej Filat oraz jego poprzednicy to ciągle opcja prozachodnia. Formalnie. Przez 6 lat Mołdawią rządziła szeroka koalicja pod nazwą Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej. Plahotniuc jest głównym sponsorem największej partii tworzącej koalicję, ale to wcale nie przeszkadza mu w zgrabnym dryfowaniu: dalszym udawaniu, że jest zwolennikiem integracji europejskiej przy jednoczesnym zabezpieczaniu rosyjskich interesów. Tym bardziej że tendencje w społeczeństwie coraz wyraźniej przechylają się również w kierunku wschodnim. Skandale korupcyjne i finansowe, z których najbardziej spektakularny był ten z Filatem, tylko pogrążyły opcję europejską w oczach Mołdawian.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie