Kosztowne błędy

Lekarz popełnił błąd – środowisko lekarskie uchyliło się od oceny tej sprawy. Prokuratorzy popełnili błędy – winni nie poniosą za to konsekwencji. Za wszystkie te błędy zapłacą więc... podatnicy.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu 15 grudnia ogłosił swą decyzję w sprawie „Jacek i Katarzyna Wygodowie przeciwko państwu polskiemu”. Polska zapłaci 12,5 tys. euro odszkodowania.

Wygodowie 11 lat temu złożyli w prokuraturze skargę na nieumyślne spowodowanie w szpitalu ciężkiego uszkodzenia ciała i narażenie na utratę życia ich 2-tygodniowej córki Moniki. Teraz Trybunał w Strasburgu wytknął, że ich skargę przerzucano od jednej prokuratury do drugiej, biegli odmawiali wykonywania ekspertyz, przedawniały się wszystkie terminy, a po kilku latach sprawa została umorzona bez wyjaśnienia.

Opis jednej tragedii

Monika urodziła się 28 kwietnia 2005 r. w Szpitalu Ginekologicznym „Ujastek” w Krakowie. Jej stan lekarze ocenili jako bardzo dobry, ale trzeciego dnia stwierdzono zaburzenia pracy serca. Szpital wystąpił o przebadanie dziecka do Państwowego Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego Kraków-Prokocim. Kierujący Kliniką Kardiologii Dziecięcej ordynator Andrzej Rudziński stwierdził złożoną wadę serca, niewymagającą jednak natychmiastowego leczenia, i odmówił przyjęcia dziecka na oddział szpitalny. Lekarz pediatra ze szpitala położniczego po zapoznaniu się z tą diagnozą nie zdecydował się na wypisanie dziecka do domu, obawiając się możliwych powikłań. Sugerował rodzicom podjęcie starań w celu umieszczenia jednak dziecka w szpitalu dziecięcym na oddziale kardiologicznym. Wykorzystując znajomości, rodzice Moniki doprowadzili do przyjęcia dziecka na oddział 11 maja 2005 roku. Według ordynatora dziecko miało tam zostać poddane jedynie obserwacji. Jednak już 15 maja straciło przytomność i doznało głębokiej zapaści. W stanie krytycznym przeniesiono je na oddział intensywnej terapii. Następnego dnia badania przeprowadzone przez innego lekarza ujawniły, że Monika cierpi na groźny dla życia niedorozwój lewej komory serca. 19 maja operację przeprowadził z sukcesem prof. dr hab. Edward Malec. Dziecko przeżyło, jednak w wyniku wcześniejszej zapaści doznało rozległych i trwałych uszkodzeń narządów wewnętrznych i systemu nerwowego. Dziewczynka nie mogła chodzić, mówić, posługiwać się rękoma. Osiem lat później zmarła.

Już w 2005 r. rodzice dziecka powiadomili Prokuraturę Rejonową Kraków-Podgórze o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Postępowanie przez kolejne prokuratury prowadzone było wyjątkowo opieszale. Niczego nie zdołano ustalić. 14 lutego 2013 r. Monika zmarła. Miesiąc później postępowanie umorzono. W ciągu prawie ośmiu lat toczenia się sprawy dziewczynka nie została przez żadnego z biegłych nawet przebadana. W rezultacie żaden z nich nie wyraził swojej opinii.

Rodzice Moniki zdecydowali się złożyć skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wnosząc o zobowiązanie państwa polskiego do „przeprowadzenia rzetelnego, sprawnego, wolnego od nieuzasadnionych opóźnień i efektywnego postępowania, w sposób pozwalający na ustalenie przebiegu wydarzeń i osoby odpowiedzialnej (ewentualnie osób odpowiedzialnych) za bezprawne i zawinione działania lub zaniechania wobec Moniki Wygody, konsekwencją których było realne narażenie jej na utratę życia i spowodowanie u niej ciężkiego i trwałego kalectwa”. Suchy język prawniczy dokumentu skrzętnie ukrywa rozpacz, łzy i ból, jakiego w tym czasie doświadczali rodzice dziewczynki.

Postanowienie, nie wyrok

Profesor Ireneusz Kamiński, prawnik i socjolog, który był pierwszym pełnomocnikiem państwa Wygodów, podkreśla, że decyzja Trybunału, która bardziej odpowiada używanemu w Polsce terminowi „postanowienie”, nie jest rozstrzygnięciem merytorycznym, ale akceptacją jednostronnej deklaracji rządu polskiego. Rząd bowiem zaproponował ugodę, uznając, że nie ma szans na zwycięstwo. Chociaż ta propozycja została odrzucona przez Wygodów, rząd powtórzył warunki ugody w jednostronnej deklaracji, którą Trybunał zaakceptował. W deklaracji rząd przyznaje, że doszło do naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez brak skutecznego postępowania wyjaśniającego i w związku z tym proponuje kwotę 12,5 tys. euro zadośćuczynienia. Wygodowie chcieli, aby w tej sprawie zapadł wyrok. Byłby on bardziej widoczny i miał większy wpływ na polskie prawo. Byłoby to tym istotniejsze, że – jak przyznaje prof. Kamiński – podobnych polskich spraw jest w Trybunale więcej. – Mamy do czynienia z problemem szerszym, jeśli nie strukturalnym – wyjaśnia – związanym z tym, że postępowania wyjaśniające błędy medyczne są często prowadzone w taki sposób, jaki widzimy w tej sprawie: długotrwale, bez możliwości uzyskania opinii biegłych. W konsekwencji wiele osób skarży się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Profesor Kamiński dodaje też, że należy zwrócić uwagę na inną sprawę. W ostatnim roku Trybunał w Strasburgu wydał trzy nowatorskie wyroki, w których wskazał, że państwo musi zapewnić należytą organizację służby zdrowia. Ten wątek będzie już podejmowany w innych skargach kierowanych przeciwko Polsce. W ocenie prof. Kamińskiego ta sprawa pokazuje nieprzygotowanie prokuratury, chociażby w kwestii zbierania opinii przez niezależnych ekspertów. W przypadku państwa Wygodów osoba, która miała wyrazić opinię, kilkakrotnie przekładała termin jej sporządzenia. W konsekwencji wszystko rozciągnęło się nie na miesiące, lecz na lata. W końcu oznajmiła, że z lekarzem, którego opinia miała dotyczyć, łączą ją więzy towarzyskie, a więc uchyla się od jej napisania. Profesor Kamiński zwraca uwagę, że jest to szerszy problem. – Jeśli mamy do czynienia z błędem lekarskim, dotyczącym jakiejś szczegółowej kwestii medycznej, w której specjalizuje się nieliczne grono lekarzy, i wszyscy w tym środowisku się znają, rzeczywiście trudno znaleźć w Polsce osobę całkowicie postronną. Rozwiązaniem byłyby ekspertyzy zamawiane za granicą, co zresztą pan Wygoda proponował, ale ten postulat nie został przez prokuraturę uwzględniony.

Mogło być inaczej

– Monikę pamiętam bardzo dobrze – wspomina prof. Edward Malec, światowej sławy kardiochirurg, który operował ją w maju 2005 roku. Od 2007 r. pracuje w renomowanych klinikach niemieckich, obecnie w Münster. – Pamięta się szczególnie te dzieci, których leczenie nie zakończyło się pełnym sukcesem – dodaje. – Dwukrotnie ją operowałem. Dziecko zostało zbadane w Klinice w Prokocimiu przez ordynatora, który postawił wstępną diagnozę, po czym przesłał je do innego szpitala, który nie był przygotowany do leczenia tego typu przypadków. Uważam, że wówczas dziecko powinno było zostać przyjęte do szpitala do czasu wyjaśnienia sytuacji. Przesłano je jednak do innej placówki bez ustalenia końcowej diagnozy. Opóźnienie diagnozy opóźniło leczenie. Przez kolejne dni nie zostały zrobione żadne badania, które umożliwiłyby sprecyzowanie diagnozy. Po paru dniach doszło do załamania stanu dziecka. Uważam, że była to konsekwencja braku wprowadzenia właściwego leczenia – opisuje profesor. – W wyniku załamania się stanu dziewczynki doszło do poważnych zmian neurologicznych. Właściwa diagnoza została postawiona dopiero po tym incydencie. Operacja się udała. Zasadnicza przyczyna choroby Moniki została więc usunięta. Niestety, w tym momencie, a więc przed operacją, dziecko było już uszkodzone neurologicznie. Tego jednak operacja nie była w stanie zmienić, gdyż uszkodzenia były nieodwracalne. To samo powiedziałem, kiedy byłem przesłuchiwany przez prokuraturę w tej sprawie.

Prokurator przeciw prokuraturze

Jacek Wygoda jest z zawodu prokuratorem. Był szefem pionu lustracyjnego w IPN, a obecnie pracuje w Prokuraturze Krajowej. Wiedział, jak prowadzić postępowanie i do kogo się zwrócić, szukając sprawiedliwości w Strasburgu. Przeciętny Polak nie ma takich możliwości. Kiedy zwracam prof. Kamińskiemu uwagę na ten aspekt sprawy, przyznaje mi rację. – Nie zdarza się często, aby państwo skarżył prokurator. Tym bardziej więc należy ubolewać, że w tej sprawie nie zapadł wyrok. Powstaje bowiem pytanie, jak w takiej sytuacji miałby się znaleźć zwykły obywatel? Mamy ewidentny problem z dochodzeniem sprawiedliwości w przypadku błędów medycznych – przekonuje profesor.

– „Zwycięstwo” w Strasburgu to dla mnie gorzka satysfakcja – komentuje decyzję prok. Wygoda. Ja i bez tego wiedziałem, że działania prokuratury w sprawie mojej córki były dalece nierzetelne. Winni tego, co spotkało moją córkę, pozostaną bezkarni, zaś prokurator Piotr C. z prokuratury w Piotrkowie, który, jak stwierdzili to zgodnie Rząd RP i Trybunał, „nierzetelnie” prowadził śledztwo, zapewne także nie poniesie żadnych konsekwencji. A zadośćuczynienie pieniężne, jakie Trybunał zasądził na rzecz mnie i mojej żony, zapłacą nie ci, którzy skrzywdzili moją córkę, ale wszyscy podatnicy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • paulus
    31.01.2017 00:00
    Sa rowni i rowniejsi a klan lekarski ma sie dobrze....prosze sobie popatrzec na ubespieczenia lekarzy (prywatne na wypadek...np w USA.) tam narod za partaczy nie placi...a sady zawodowe wywalaja ich z hukiem.Szczesc Boze
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie