Zakochane góry

Dobrą, jak i otaczające ją góry, spowija tajemnica, którą miejscowi próbują przed nami odkryć.

Dawno, dawno temu, kiedy Dobrej jeszcze nie było na świecie, żyli sobie nad rzeką Łososiną małżonkowie Łopień i Mogielica, wielkoludy. – Łopień miał dobre, wręcz złote serce. Natomiast Mogielica była złą kobietą. Mieli córkę Śnieżnicę. O jej rękę starało się wielu konkurentów, ale żadnego z nich matka nie chciała zaakceptować. Jednym z nich był Ćwilin. Łopieniowi Ćwilin od razu przypadł do gustu i chciał, żeby pojął Śnieżnicę za żonę. Nie zgadzała się na to Mogielica, która Ćwilina przepędziła. Młodym ze smutku pękło serce. Nieżywych, leżących obok siebie zakochanych, znalazł Łopień, któremu z bólu zmartwiało serce. Zachorował, a umierając, położył się obok mogił córki i niedoszłego zięcia. Z czasem ich groby zarosły mchem, krzewami i lasem. Mogielica przeżyła ich wszystkich, ale w końcu i ona zmarła. Jej mogiłę spotkał ten sam los, co pozostałych – opowiada Adrian Cieślik, historyk, regionalista. I tak narodziły się góry, które oplatają Dobrą.

Tajemnice Łopienia

Najbardziej legendarną górą jest chyba Łopień. Masyw ten ma rozległe polany, są tam jaskinie i schrony, a wysoko na zboczu znajduje się także torfowisko zwane Łopieńskim Bagnem. W bagnie tym topiono samobójców i zbójników. – Bagna są siedliskiem cennych roślin, z których najciekawszą jest rosiczka. Największa jaskinia na Łopieniu nosi nazwę Zbójecka. Przemieszkują w niej nietoperze. A kiedyś chowali się tam zbójnicy! – mówi pan Adrian.

– Baca Jamrozy razu jednego znalazł w jaskini złoto. Kiedy chciał je zabrać, zjawił się staruszek podobny do św. Mikołaja. Powiedział bacy, że nie może zabrać złota dla siebie. Czeka ono na tych, którzy będą je chcieli rozdać biednym. Tak sobie myślę, że może mi się kiedyś uda znaleźć ten skarb. Lecz siły już nie te, choć mam dopiero 87 lat – śmieje się Maria Markiewicz, gawędziarka z Porąbki. Gdyby ktoś jednak czuł się na siłach, na górę wiedzie kilka szlaków. Jeden spod stacji w Dobrej, drugi wychodzi z Chyszówek. Niedawno z Tymbarku otwarto szlak czarny. Jest też ścieżka Jana Pawła II spod kościoła w Jurkowie.

Dobrzy ludzie

– Lubiły nasz dom sąsiadki, które często schodziły się na przędzenie lub darcie pierza. Było nas pięcioro, trzech braci i dwie siostry. Wieczorami ojciec sadzał przed sobą całą piątkę. I opowiadał, opowiadał… Na przykład o tym, skąd nazwa Dobra. Otóż w czasie drugiego najazdu Mongołów na Polskę Tatarzy przygnali jeńców do Porąbki. Zdarzyło się to w okolicach Wielkanocy. Jeńcy byli już wycieńczeni głodem i długą wędrówką. Tatarzy powiesili najbardziej umęczonych jeńców w wąwozie w Porąbce, a reszcie poucinali języki i puścili ich wolno. Ten wąwóz nazywa się do dzisiaj Wisielnice. Okaleczeni jeńcy dotarli do kolejnej wsi, w której ludzie ich przyjęli i nakarmili. A niektórzy z ocalonych w niej pozostali, bo doświadczyli ludzkiej dobroci – wyjaśnia pochodzenie nazwy Dobrej pani Maria.

Przypłynął rzeką

Dobroć splotła się z pobożnością, czego świadkiem jest drewniana perła, stary kościół parafialny świętych Szymona i Judy Tadeusza. – Wszystkie kościoły na szlaku architektury drewnianej są do siebie z zewnątrz podobne jak muszle perłopławów. Natomiast wewnątrz nich kryje się skarb, niepowtarzalna perła – mówi przewodniczka Małgorzata Świstak. W ołtarzu głównym znajduje się obraz Przemienienia Pańskiego, który według legendy przypłynął do Dobrej rzeką, uniesiony podczas powodzi z cerkwi w Jurkowie lub Wilczycach. Niezwykłą perłą tego kościoła, bo drugiej takiej nie ma na świecie, jest plastyczne przedstawienie Litanii Loretańskiej w kaplicy Matki Bożej Szkaplerznej. Malowidła pochodzą z II połowy XVIII wieku. Obecnie nabożeństwa są tutaj odprawiane w sezonie wakacyjnym w każdy czwartek o godz. 18. Młodzi chętnie wstępują tu w związki małżeńskie. Odbywają się także koncerty muzyki kameralnej organizowane przez Gminny Ośrodek Kultury. Będąc w Dobrej, trzeba nawiedzić także nową świątynię, od kilku lat sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej.

W pańskich rękach

Miejscowość już dawno utraciła swój wiejski charakter, a to za sprawą właścicieli, którzy wraz z rozwojem techniki zmieniali kraj- obraz i mentalność mieszkańców. Spośród wielu wspomnieć trzeba Stanisława Małachowskiego, marszałka Sejmu Czteroletniego i współtwórcę Konstytucji 3 Maja, który jej idee społeczne wprowadzał w Dobrej. Dalej Zwierzynów, Czechów z Moraw, którzy założyli tutaj w 1861 roku rafinerię nafty. To były początki przemysłu naftowego. Ale rafineria szybko, bo w 1864 roku, upadła. Następnym panem Dobrej był Jan Brandys. W miejscu dawnej rafinerii zbudował tartak parowy. W 1884 roku w Dobrej zbudowano linię kolejową, co było kolejnym impulsem rozwoju przemysłowego miejscowości. Jednak najbardziej wieś zmienił Fryderyk Pordes, który przybył tutaj 100 lat temu.

– Fryderyk był Żydem, inżynierem i doktorem po Politechnice Lwowskiej. Inwestycją Pordesa był nowy tartak. Dobra była biedną wsią, a tartak dał ludziom pracę. Pordes zatrudniał w najlepszych latach około 500 osób! To było coś niesamowitego! – mówi Stanisław Rząsa, emerytowany nauczyciel fizyki, wieloletni dyrektor szkoły w Dobrej. Zakład przechodził różne koleje losu. Dziś na jego miejscu znajduje się przedsiębiorstwo Stolart, należące do Ryszarda Florka i jego Grupy Fakro. – Czy istniałby ten zakład, który zatrudnia 300 osób, bez wcześniejszej historii Por- desów i rewolucji przemysłowej w Dobrej? Fryderyk Pordes był bardzo mądrym człowiekiem i Dobra nie zdaje sobie sprawy z tego, kogo miała – podkreśla pan Stanisław.

Jego wujek inż. Paweł Kolarz był dyrektorem tartaku za Pordesa. Zachowało się zdjęcie z dworskiego pokoju. Inżynier Paweł czyta gazetę, a obok siedzi mały Władziu Pordes, syn Fryderyka. Na stole stoi flakon z kwiatami. – A teraz ten flakon z dworu i fotografia stoją u mnie – cieszy się pan Rząsa. Jego marzeniem jest, by w Dobrej powstało muzeum, które przypominałoby niezwykłą historię miejscowości i całej okolicy.

Najlepsza pszczoła

Jest w Dobrej jeszcze jeden skarb, który warto chronić. To… pszczoła rasy kraińskiej nazywana „Dobrą”. – Przywędrowała tutaj z południa Europy. Zaaklimatyzowała się w naszym trudnym górzystym terenie, przystosowała się do długich, uciążliwych zim i pożytków spadziowych, głównie spadzi jodłowej. Spadź ma to do siebie, że z trudem zimują na niej pszczoły, lecz nasza dobrzańska bardzo dobrze ją znosi zimą. Wcześniej kończy czerwienie z końcem października i później, ostrożnie zaczyna czerwić wiosną, co jest bardzo korzystne dla jej zdrowia, bo największy wróg pszczoły, warroza, rozwija się właśnie na czerwiu – tłumaczy Daniel Michorczyk. Gmina Dobra jest jednym z ośrodków, który chroni zasoby genetyczne tej niezwykłej pszczoły. – Chciałbym zaapelować do innych pszczelarzy, by trzymali się naszej linii pszczół, nie sprowadzali tutaj obcych genetycznie. Chcemy zachować najlepsze cechy naszej pszczoły. Mimo trudności, udaje się to zrobić. Ostatnio wywalczyliśmy administracyjny zakaz wwozu uli z obcymi dla tego terenu pszczołami na teren gminy – cieszy się pan Daniel. W rejonie jest około 1000 rodzin dobrzanki. – Działamy w strukturach Karpackiego Okręgu Pszczelarskiego, pod auspicjami krajowych ośrodków naukowych. W naszej gminie nie ma zbyt wielkiej chemizacji rolnictwa, warroza też się słabiej rozwija, co sprzyja zachowaniu dobrzanki. Reszta należy do ludzi – dodaje pszczelarz.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie