Miasto tryskające wieżami

Wieże, o których pisał Słowacki w „Godzinie myśli”, nadal dominują w pejzażu tego miasta, choć wiele miejsc-symboli zmieniło swoje znaczenie.

Przewodniki mówią, że najlepiej oglądać Krzemieniec z Góry Bony. Faktycznie, najwyższe wzniesienia Wołynia, ozdobione malowniczymi ruinami zamku, którym kiedyś władała polska królowa, otwiera przed patrzącym szeroką perspektywę. Kolorowe wieże kościołów układają się wzdłuż jaru, gdzie położone jest miasto. Dolinę otaczają zielone pasma Gór Krzemienieckich. Używane dawniej określenie „Szwajcaria Wołyńska” trafnie opisuje ten region.

Jednak wieczorem lepiej wspiąć się na inne wzgórze, położone niemal naprzeciwko Góry Bony. Słońce oświetla wtedy kościół i klasztor Jezuitów, wraz z przylegającym do nich gmachem Liceum Krzemienieckiego. Łatwiej wówczas wyobrazić sobie, co czuł Juliusz Słowacki, pisząc w „Godzinie myśli”: „Tam – pod okiem pamięci – pomiędzy gór szczytem,/ Piękne, rodzinne miasto, wieżami wytryska/ Z doliny wąskim nieba nakrytej błękitem./ Czarowne, gdy w mgle nocnej wieńcem okien błyska;/ Gdy słońcu rzędem białe ukazuje domy,/ Jak perły szmaragdami ogrodów przesnute”.

W domu Juliusza

Domu dziadków poety, w którym wieszcz przyszedł na świat, niestety, już nie ma. Zachował się natomiast dworek zbudowany przez jego ojca Euzebiusza. To tutaj mały Julek spędził dwa pierwsze lata swojego życia. Siedem lat temu powstało w dworku Muzeum im. Juliusza Słowackiego. Na tę chwilę mieszkańcy Krzemieńca czekali aż 65 lat, bo pierwsze otwarcie muzeum zaplanowano na… 4 września 1939 roku. Pośpiesznie wywiezione, w obliczu nadciągającej katastrofy, eksponaty w dużej części spłonęły w ogniu wojny. Ocalało – paradoksalnie – to, co zostało na miejscu.

Zwiedzając poszczególne pokoje dworku, wchodzimy w kolejne etapy życia Słowackiego. Wyznaczają je miejscowości, od których wzięły się nazwy sal. Zaczynamy oczywiście od Krzemieńca, którego intelektualna atmosfera nie mogła pozostać bez wpływu na twórczość Słowackiego. Bo przecież liceum, założone przez Tadeusza Czackiego i Hugona Kołłątaja, promieniowało na całą Ukrainę. To tutaj wykładali m.in. Joachim Lelewel, Alojzy Feliński, Józef Korzeniowski, Aleksander Mickiewicz (brat sławnego poety) i ojciec Juliusza – Euzebiusz Słowacki.

Pracująca w muzeum Ludmiła Ochocka prowadzi nas przez Wilno, Warszawę, Ukrainę, Ziemię Świętą i Paryż. Z zainteresowaniem słuchamy o niespotykanej więzi, jaka łączyła poetę z matką, i oglądamy odtworzony salon Salomei Słowackiej. Stanęły tu w komplecie mahoniowe meble z późniejszych mieszkań pani Salomei i stary klawikord nazywany „żyrafą”. – U matki Słowackiego spotykała się cała elita kulturalna Krzemieńca – opowiada pani Ludmiła. – Była osobą niezwykle inteligentną i dowcipną. Józef Korzeniowski mówił, że „Gdyby tej kobiecie dać piękność jeszcze, świat by podbiła”.

 
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie