Firma pełna róż

Kilkadziesiąt osób, a każdy zaczyna tak samo. – Kiedy pani prezes zaprasza do gabinetu, to idziesz z głową pełną tematów, o które może zagadnąć. A jednak w czasie tego spotkania zaszła mnie z takiej strony, z której bym się nie spodziewał...

Usłyszeć ode mnie, że mamy w firmie kółka różańcowe, to mogło zabrzmieć co najmniej śmiesznie – Teresa Jasińska śmieje się na samą myśl, jak pracownicy mogli odebrać jej propozycję. – Dziś wiem, że nie mamy nic do stracenia, a zyskać można wiele. Praca to tylko praca. Albo AŻ praca... Ale nie tylko ona może nas łączyć.

Mamy tu takie kołka

– Od dawna miałam mocną potrzebę modlitwy – kontynuuje Teresa Jasińska. – Ale przyznam się szczerze, że Matka Boża stała jakoś tak z boku. Pobudka przyszła z... Niemiec! „Pozazdrościłam” mojej przyjaciółce, która opowiedziała mi, że całą rodziną stworzyli różę różańcową. 20 osób codziennie modli się dziesiątką Różańca w intencjach wspólnych i osobistych. W ten sposób każdego dnia odmawiają wszystkie cztery części. Pomyślałam wtedy – jak to fajnie mieć taką dużą rodzinę. I trochę żal mi się zrobiło, że ja takiej nie mam. Ale nie na długo! Przecież ja też mam wokół siebie armię ludzi!

Teresa jest wiceprezesem zarządu spółdzielni mieszkaniowej „Złote Łany” w Bielsku-Białej. Pod koniec września była na etapie uzupełniania składu trzeciej róży wśród pracowników spółdzielni, osób zatrudnionych we współpracujących z nią firmach, członków ich rodzin i przyjaciół.

– Pracuję tu prawie 30 lat – mówi pani prezes. – Dość dobrze znam pracowników, ich codzienność, problemy, sytuacje rodzinne. Ufałam, że te osoby, którym złożę tę nieco może dziwną propozycję, przyłączą się. Początkowe zdumienie, że ja tak wprost, w miejscu pracy, o czymś takim jak „kółka różańcowe”, ustępowało spokojnej deklaracji – OK, nie ma sprawy. W październiku 2009 r. powstała pierwsza róża pracownicza. W lipcu rok temu – druga. Teraz buduje się kolejna.

Pracujemy z ludźmi

Nie są klasyczną różą przyparafialną – mieszkają w różnych parafiach, a nawet miejscowościach, często poza Bielskiem, a nawet poza diecezją. Teresa zgłosiła róże u ks. prałata Józefa Szczypty z parafii św. Józefa na Złotych Łanach, na której terenie znajduje się spółdzielnia. Co miesiąc jednoczy wszystkich korespondencyjnie – wysyła mejlem lub przekazuje wydruki. Pisze o własnych refleksjach, proponuje intencje, przekazuje świadectwa i intencje innych. Do każdej przesyłki dołącza kopie artykułów z prasy katolickiej, które przykuły jej uwagę i które mogą wnieść coś budującego w życie całej ekipy różańcowej – a i często ich „niezrzeszonych” współmałżonków i dzieci.

– Czasem żartujemy, że tworzymy taką „podziemną firmę” – mówi Urszula Gniadkowska. – Na co dzień w zwykłych relacjach służbowych zajmujemy się przede wszystkim pracą. Ale w podświadomości mamy tę pewność, że z tą i tą, i jeszcze tamtą osobą łączy nas też pewne zobowiązanie. Poza intencjami osobistymi wszyscy mają wydruk z intencjami całej wspólnoty. Modlitwę ofiarują za Ojca Świętego, za Kościół i we wszystkich intencjach apostolskich wyznaczonych na dany miesiąc i dzień.

– Pracujemy z ludźmi. A do spółdzielni z reguły nie przychodzą mieszkańcy zadowoleni, ale tacy, którym coś doskwiera – tłumaczy pani Teresa. – Trzeba umieć dobrze traktować wszystkich. Modlimy się więc o łaskę rzetelnego wykonywania swojej pracy, umiejętność dostrzegania potrzeb drugiego człowieka, o pewność pracy, o potrzebne łaski dla naszych przełożonych, współpracowników i całej lokalnej społeczności, o miłość, zrozumienie i zgodę w naszych rodzinach, o zdrowie dla nas i naszych najbliższych, a szczególnie dla niepełnosprawnych i chorych dzieci naszych kolegów z róż.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie