Kasiu, jest nadzieja

Niezależnie od tego, czy Katarzyna W. powiedziała już całą prawdę, czy coś jeszcze skrywa, jedno jest pewne: ta dziewczyna to nieszczęśliwa, tragiczna postać.

Oszukałaś nas wszystkich! Co z ciebie za matka?! – krzyczał wielki tytuł na okładce jednego z tabloidów. To o 22-letniej Katarzynie W., która przekonała pół Polski, że jej dziecko zostało porwane. Te ostre słowa to niestety prawda. Jednak nie cała prawda. Kasia i Bartek, rodzice małej Magdy, powinni być bliscy zwłaszcza nam, zaangażowanym chrześcijanom, bo są jednymi z nas. Kasia należała do kilku wspólnot kościelnych. Dlaczego to się stało u nich?

Porwanie
Chodnik przy ulicy Legionów w Sosnowcu. Ludzie cucą 22-letnią Kasię. Dziewczyna wstaje, zagląda do stojącego obok pustego wózka i krzyczy: „Gdzie moje dziecko?!!”. Po półrocznej Madzi nie ma śladu. Jest wieczór 24 stycznia 2012 roku. W następne dni akcja poszukiwania niemowlęcia rozkręca się. Na nagrodę za odnalezienie dziecka zrzucają się instytucje, firmy i zwykli ludzie: wkrótce jest to już 30 tys. złotych. Kasia zeznaje, że widziała idącego za nią chudego mężczyznę w kapturze. „Myślałam, że chodzi mu o mnie” – mówi.

Szybko jednak pojawiają się wątpliwości. Nie ma świadków porwania. Nikt nie widział też tajemniczego mężczyzny w kapturze. Ten i ów przy oglądaniu relacji w telewizji wyraża wątpliwości, że te okoliczności są podejrzane. Inni, zwłaszcza kobiety, z krytycyzmem wsłuchują się w wypowiedzi obojga rodziców Madzi. Matka przekonuje dziennikarzy, że Madzia naprawdę była jej kochanym skarbusiem. Zwłaszcza to „naprawdę” brzmi dziwnie, tak jakby ktoś miał mieć co do tego jakieś wątpliwości. Później, gdy matka się przyzna, psycholodzy zauważą też, że mówiąc o córce, użyła czasu przeszłego – „była” – a przecież udawała jeszcze wtedy nadzieję, że dziecko żyje. Wkrótce Katarzyna pokazała twarz na konferencji prasowej. Twarz umalowaną. Jakim cudem kobieta, której ktoś porwał jedyne dziecko, ma w ogóle głowę do zadbania o swój wygląd? Wreszcie 1 lutego Bartek, ojciec Madzi, poddaje się badaniu wariografem. Jednak jego żona Kasia... odmawia badania.

Ten kocyk był śliski
Więcej szczegółów, które dawały do myślenia, widzieli dziadkowie Madzi ze strony Bartka. Choćby to: kiedy po rzekomym porwaniu Kasia weszła do mieszkania teściów, trzęsły się jej ręce. Matka Bartka zrobiła jej herbaty i chciała posłodzić, widząc roztrzęsione ręce synowej. A jednak Kasia była szybsza: posłodziła sama. Ani jedno ziarenko cukru nie upadło przy tym na stół.

To częściowo wyjaśniło się, gdy detektyw Rutkowski skłonił Kasię do wyznania, że dziecko nie żyje. Według jej wersji, Madzia wyślizgnęła się z kocyka i uderzyła głową w próg w ich mieszkaniu. Próby reanimacji dziewczynki zawiodły, więc Kasia zawinęła ciałko w kocyk, wywiozła do parku i płytko zakopała w ruinach.

Czy to już cała prawda? Aura tajemnicy unosi się nad tą sprawą nadal. Trzeba jednak jasno powiedzieć: część podejrzeń w społeczeństwie wynika z szumu informacyjnego, nieprawdziwych wiadomości, które raz przez czyjąś pomyłkę wrzucone w media żyją już własnym życiem. Nieprawdziwa jest np. informacja, że Madzia wysunęła się z kocyka, gdy matka wynosiła ją z kąpieli. Gdyby tak było, Bartek musiałby być w to zamieszany. Tymczasem Kasia przyznała się do czegoś zupełnie innego: dziecko miało jej się wysunąć z kocyka przy wychodzeniu z domu, po tym, jak pożegnała męża na ulicy i wróciła z powrotem do mieszkania po pieluszki. Wypowiedziane przez Kasię z płaczem zdanie: „Ten kocyk był taki śliski” nabiera więc sensu – bo choć kocyki nie są śliskie, to bardzo śliski mógł być kombinezon, w który była ubrana Madzia. W dodatku dziecko było zapewne trzymane w kocyku i w śliskim kombinezonie na jednym ręku, bo w drugim musiała być torba z pieluchami. Nie piszę, że ta wersja Kasi jest prawdziwa, ale że nie ma w niej sprzeczności logicznych. Jako ojciec dwojga małych dzieci umiem to sobie doskonale wyobrazić.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • gosia
    18.02.2012 11:44
    gra się dalej toczy , jeszcze się nie skończyła.
    to matka dziecka pierwsza rzuciła kostką więc gramy do końca.
    to ona rozpoczęła tą grę
  • Gonia
    20.02.2012 10:15
    Szkoda tylko, że takiej rzetelności i odwagi do powiedzenia prawdy i przybliżenia sytuacji Kasi nie miały nszeroko pojęte media np. telewizja publiczna.
    Maleństwa szkoda, ale ilu z nas miałoby siłę wybaczyć, tak jak Bartek...??
  • Za onetem
    21.02.2012 14:46
    "Katarzyna W., matka półrocznej Madzi, odmówiła udziału w eksperymencie, który miał uwiarygodnić jej wersję wydarzeń - ustalił reporter RMF FM. Śledczy badają sprawę śmierci Madzi pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.

    Katowiccy śledczy chcieli, by kobieta dokładnie pokazała, w jaki sposób upuściła dziewczynkę oraz co i kiedy robiła później. Do eksperymentu jednak nie dojdzie, albowiem Katarzyna W. nie wyraziła na niego zgody. Okoliczności tragedii będą musieli zbadać biegli.

    W śledztwie jest kilka nieścisłości. Prokuratorów zastanawia m.in. sposób pozostawienia ciała dziecka. Było ono przykryte dużym kamieniem. Aby go usunąć potrzeba było aż dwóch policjantów.


    Magda zaginęła 24 stycznia. Początkowo jej matka utrzymywała, że dziewczynkę zabrano z wózka. Półtora tygodnia później przyznała, że dziecko zmarło w wyniku nieszczęśliwego wypadku, a ona w panice i ze strachu ukryła ciało. Prokuratura postawiła jej zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka, za co grozi do 5 lat więzienia. Kobieta spędziła w areszcie niespełna dwa tygodnie. Po wyjściu została objęta policyjną ochroną."
  • Obserwator
    25.08.2012 01:21
    _____Wstępne wyniki przeprowadzonej w lutym sekcji zwłok Madzi wskazywały, że przyczyną śmierci był uraz głowy, jednak w krtani oraz płucach dziewczynki znaleziono krwiaki. Prokuratura poprosiła więc naukowców o ustalenie mechanizmu ich powstania. Na początku lipca śledczy dostali ostateczną opinię. Wynika z niej, że dziewczynka została uduszona, a krwiaki są tego efektem.
    Gdyby dziecko duszono po śmierci, nie byłoby krwiaków w krtani i płucach, bo serce nie pompowałoby już krwi - mówi nasz informator z prokuratury. Co w takim razie z obrażeniami głowy? Nie ma pewności, czy powstały one jeszcze przed śmiercią, czy też np. podczas zakopywania zwłok.
    .
    .
    _____
    Sąd Okręgowy w Katowicach rozpoznawał w środę zażalenie obrony na stosowanie aresztu wobec 22-letniej Katarzyny W. Kobieta przebywała w nim od 13 lipca, kiedy prokuratura zarzuciła jej zabójstwo.
    "Choć istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Katarzynę W. zarzucanej jej zbrodni i może jej grozić surowa kara, nie jest to wystarczająca przesłanka do stosowania aresztu" - wskazał sędzia.

    Sędzia Tomasz Salachna przez prawie godzinę uzasadniał orzeczenie. Choć istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Katarzynę W. zarzucanej jej zbrodni i może jej grozić surowa kara, nie jest to wystarczająca przesłanka do stosowania aresztu - mówił.
    Sąd uznał, że nie można mówić o uzasadnionej obawie matactwa, brak też przesłanek, że podejrzana będzie nakłaniała świadków do fałszywych zeznań. Areszt nie jest niezbędny do zabezpieczenia prawidłowego toku śledztwa, w którym zgromadzono już najważniejsze dowody - argumentował sędzia.

    ;

    cdn
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie