Frank a sprawa polska

Maciej Pawlicki zawsze był i nadal jest na pierwszej linii frontu walki o tradycyjne wartości.

Pokusa jest…

Kiedy w styczniu zdarzyła się katastrofa z kursem franka, Pawlicki został nią dotknięty osobiście, podobnie jak 700 tys. polskich rodzin. – Najpierw wpadłem w przerażenie, ale potem zacząłem się w temat „wgryzać” i powoli odkrywać, że dotyczy on samego sedna problemów z polskim państwem. Chodzi bowiem o jego system finansowy. W debacie publicznej zajmujemy się wieloma objawami, ale nie rozumiemy istoty choroby, tego, że chory jest sam krwiobieg – ocenia M. Pawlicki. Dlaczego stał się twarzą protestu? – Może dlatego, że teksty, które piszą ekonomiści, przekładam na poziom zrozumiały dla każdego. Robię więc to samo, co w tematach dotyczących kultury czy historii: staram się ważną treść podawać w sposób klarowny dla największej liczby odbiorców – tłumaczy swoje zaangażowanie w protest. Wyjaśnia, że nie chodzi w nim tylko o tzw. frankowiczów, ale o ofiary wszystkich klientów banków, bo oszukiwani jesteśmy wszyscy. I że protestujący nie chcą żadnego „ratowania”. Odwrotnie: to oni chcą ratować polskie państwo. – Chcemy mu pomóc, żeby nie było „kamieni kupą”, ale istniało, żeby było w nim przestrzegane prawo. Byśmy wreszcie przestali być kolonią wielkich korporacji i zagranicznych bankierów, którzy od lat mają tu rekordowe zyski i uważają Polskę za eldorado, bo nie ma tu żadnej ochrony konsumenta i obywatela przed finansową przemocą. Bankierzy z Niemiec czy Portugalii śmieją się z wyroków polskich sądów zakazujących im nielegalnych praktyk i – przy akceptacji, a nawet współdziałaniu polskiego rządu – w biały dzień rabują miliony Polaków. To, że dajemy się „strzyc” jak bezwolne barany, przeraża mnie i upokarza – mówi M. Pawlicki.

Co do powołania partii „frankowiczów” jest jednak sceptyczny. – W stowarzyszeniu „Stop Bankowemu Bezprawiu” działam wspólnie z osobami, z którymi nie zgadzam się na przykład w pewnych sprawach obyczajowych, trudno, byśmy budowali razem partię. Z drugiej strony chcemy, by przemoc toksycznych banków była jednym z głównych tematów kampanii wyborczej – przekonuje. I podkreśla, że zaangażowanie w politykę rozumianą jako roztropna troska o dobro wspólne to wielkie zobowiązanie. – Walka toczy się o to, by było w niej jak najwięcej etyki. Poniżanie polityki oddala ją od etyki, a polityka – jak pięknie powiedziała mama Andrzeja Dudy – ma być święta – dodaje.

Jan Pospieszalski bardzo kibicuje zaangażowaniu Macieja Pawlickiego w sprawy publiczne. – Dotąd działał w sferze prepolitycznej, robił tam bardzo dużo, bo jest kompetentny i obdarzony rozlicznymi talentami. Ale być może to jest właśnie czas, by tacy ludzie jak on weszli do polityki. Mógłby być świetnym ministrem kultury, prezesem telewizji czy szefem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej – zapewnia Pospieszalski.

Parę lat temu Maciej Pawlicki pytany o skojarzenia ze słowem „polityka” odpowiedział w jednej z ankiet słowem „pokusa”. A dziś? – Powtórzyłbym to samo. Czas jest gorący, przełomowy. Nie wiem, co będę robił za cztery miesiące.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama