Wymagająca posługa

fragment książki Oni nas stworzyli

Co znaczy być kierownikiem duchowym?


Choć jest to pojęcie klasyczne (używane także dzisiaj), to jednak - wzięte dosłownie - brzmi bardzo pretensjonalnie. Człowiek nie może bowiem w sprawach duchowych kierować drugim człowiekiem. Może mu w jakiś sposób towarzyszyć, pomagać w rozeznaniu różnych sytuacji, doradzać, ale na pewno nie może nim kierować w sensie dosłownym. Kierowanie utożsamia się bowiem ze sterowaniem, zarządzaniem, ustawianiem, podejmowaniem decyzji. Kierownik duchowy nigdy nie może tak postępować wobec penitenta. Wielu autorów posługuje się chętnie innymi, mniej dwuznacznymi, pojęciami: towarzyszenie duchowe, duchowe poradnictwo itp. Termin „kierownictwo duchowe” nie przeszkadza tym, którzy mają o nim jasne pojęcie i umieją z niego korzystać. Może natomiast wprowadzać w błąd osoby niepewne siebie, które są skłonne przerzucać ciężar odpowiedzialności za swoje decyzje na innych. Ponadto pojęcie kierownictwa sugeruje aktywną postawę kierownika, a pasywną penitenta. A tymczasem autentyczne kierownictwo zakłada - wprost przeciwnie - postawę pasywną kierownika i aktywną penitenta.


Na czym winna polegać aktywność penitenta?


Na opisywaniu swojego stanu wewnętrznego, na trudzie otwierania się. na przezwyciężaniu swoich lęków, a nade wszystko na zaufaniu i powierzaniu swojego życia Bogu. Jest to aktywność duchowa. Kierownictwo duchowe pomaga we wzroście wewnętrznym, ale tylko wówczas, kiedy penitent rzeczywiście pracuje wewnętrznie, pokonuje pewne niedojrzałości, podejmuje trud nawrócenia wewnętrznego i stałej przedłużonej modlitwy. Kiedy brak jest tego wysiłku, wówczas następuje jakieś zatrzymanie się penitenta na problemach czysto zewnętrznych. Całymi latami rozwiązuje się wówczas jeden podstawowy problem, na przykład poczucie krzywdy, jakiś nałóg. I choć dialog z kierownikiem duchowym jest bardzo szczery, to jednak niewiele się w nim dzieje.
Mimo że werbalizacja doświadczeń wewnętrznych penitenta jest punktem wyjścia do kierownictwa, to jednak - coraz bardziej się o tym przekonuję - ma ona swoje granice. Nie wszystko da się wypowiedzieć i opisać. Wielokrotne zaś opisywanie tego samego problemu może służyć nie tylko rozwiązaniu go, ale także swoistemu pogrążaniu się w nim. Wiele zależy od nastawienia i celu, w jakim się o nim opowiada.
Jakie jest najważniejsze zadanie kierownika duchowego?
Uważne, życzliwe, pełne akceptacji i przeniknięte osobistą modlitwą słuchanie penitenta. Krótkimi pytaniami, uwagami kierownik może podpowiadać mu, o czym winien mówić, ale nie powinien nim zbytnio dyrygować. Na zakończenie rozmowy kierownik przedstawia tak zwaną „reakcję zwrotną", na którą penitent zwykle bardzo czeka.


Co winna zawierać owa „reakcja zwrotna”?


Kierownik duchowy musi wczuć się w potrzeby i oczekiwania penitenta, by powiedzieć mu to, co jest mu w tym momencie potrzebne i co jest on w stanie przyjąć. By sprostać temu zadaniu, nie wystarczą wiedza i doświadczenie ludzkie; konieczna jest także pewna intuicja duchowa. Kierownik dobrze robi, kiedy słuchając penitenta, modli się za niego. Modlitwa tworzy pewien klimat życzliwości, wzajemnej wolności i troski o sprawy najważniejsze, które są celem kierownictwa.
W wielu wypadkach „reakcja zwrotna” polega jedynie na zebraniu i powtórzeniu tego, co powiedział sam penitent. Jest to dla niego ważne, ponieważ potwierdza jego zaangażowanie i wysiłek duchowy. Przedstawienie „reakcji zwrotnej” nie zawsze jest proste. Bywają penitenci, którzy mają w sobie wiele niepokoju, nad którym nie są w stanie panować. Nie potrafią też przyjąć takiej „reakcji zwrotnej”, w której byłyby stawiane jakiekolwiek wymagania. Kierownik duchowy nie może ani oszukiwać penitenta, nawet tego, który znajduje się w najtrudniejszej sytuacji, ani też go ranić, podając interpretację, której nie jest on w stanie przyjąć. W takich trudnych chwilach modlitwa uspokaja, daje światło - najpierw kierownikowi, a za jego pośrednictwem penitentowi.
Kiedy penitent przedstawia swoje życie bardzo szeroko i w jego opowiadaniu jest wiele wątków, niekiedy pytam: „Jakie Pan/Pani ma pytania? W jakich sprawach miałbym się wypowiedzieć? Czego Pan/Pani oczekuje?”. I naświetlam ten aspekt problemu, na który penitent wskazuje.


Czy coraz większa popularność kierownictwa duchowego nie wynika z pewnej mody jaka tworzy się wokół rekolekcji ignacjańskich?


W moim odczuciu, to nie jest żadna moda, ale bardzo głębokie pragnienie człowieka, by wypowiedzieć przed osobą życzliwą wszystko to, co jest dla niego ważne. Jeżeli nie słuchamy ludzi w konfesjonale czy też w kierownictwie duchowym, oni gotowi są opowiedzieć o swoich doświadczeniach nawet do kamer, byle ich ktoś wysłuchał. W naszych czasach, czasach wielkich duchowych głodów oraz wielorakich ludzkich zranień, przewodnictwo duchowe jest wielkim wyzwaniem. Nie wystarczy już analizować rany u terapeuty. To za mało. Człowiek potrzebuje nadziei, że Ktoś większy - sam Bóg - uleczy te rany, odpuści grzechy, pojedna z ludźmi.


Kierownictwo duchowe jest trudną sztuką. Jak się jej uczyć?


Pierwszą szkołą kierownictwa duchowego jest osobiste doświadczenie duchowe. Josif Brodski stwierdza, że zacieśnienie horyzontów kulturalnych owocuje zwykle zacieśnieniem horyzontów politycznych. Parafrazując, możemy powiedzieć, że zacieśnienie horyzontów duchowych powoduje także zacieśnienie horyzontów apostolskich. Aby być kierownikiem duchowym, trzeba być człowiekiem szerokich duchowych horyzontów. Tu jest pierwszy problem. Bywamy słabymi kierownikami duchowymi, ponieważ bywamy płytkimi ludźmi.
Kierownik duchowy daje penitentowi takie rozwiązania duchowe, jakie sam przyjmuje dla siebie. Jeżeli w swoim własnym życiu ocenia wszystko w kategoriach ludzkich, to takie rady daje także penitentom. Trudno jest dawać komuś uduchowione rady, kiedy samemu jest się człowiekiem przyziemnym, bo brzmią one sztucznie i bywają mało przekonujące. W sprawach duchowych najważniejsza jest intuicja wewnętrzna. Ma ją nie tylko kierownik, ale i penitent. Im bardziej penitent jest zraniony, tym lepiej wyczuwa swojego kierownika duchowego.
Kierownik - prowadząc życie duchowe - sam doświadcza najpierw potrzeby duchowej pomocy. Aby stawać się dobrym kierownikiem, trzeba być dobrym penitentem. Jako księża winniśmy bardzo ostrożnie pomagać innym w sprawach duchowych, jeżeli sami z takiej pomocy nie korzystamy. Funkcja kapłańska daje misję, ale nie daje doświadczenia i wiedzy. Te trzeba zdobywać w codziennym wysiłku i trudzie. Im więcej różnorakich prób wewnętrznych, trudności i cierpień przechodzi kierownik, tym skuteczniej może pomagać innym. Kierownictwo dotyka samego sedna ludzkiego życia. Duchowy przewodnik, czując całą głębię własnego życia, jest w stanie dotknąć życia bliźnich.


Co może zrobić kierownik duchowy, kiedy wyczuwa u penitenta dwuznaczną motywację w szukaniu kierownictwa, na przykład chęć dowartościowania się, znalezienia emocjonalnego oparcia, czy też przyjaźni?


Kierownik nie powinien domagać się od penitenta - zwłaszcza na początku - jakiejś idealnej motywacji. Początkowo może to być motywacja niepełna, a nawet dwuznaczna. Niedojrzałość swojej motywacji penitent powinien jednak pokonywać, i to nie tyle poprzez sam dialog z kierownikiem, ile raczej przez modlitwę i duchowe zaangażowanie. Od postawy penitenta wobec Boga będzie zależeć jego postawa wobec kierownika duchowego.
Brak hojności i ofiarności w szukaniu rozwiązań dla swego życia doprowadza do niezadowolenia z siebie i z otoczenia. Nie da się żyć pełnią życia, angażując się w nie jedynie połowicznie. Jeżeli penitent przyjmuje taką postawę wobec własnego życia, jego zachowanie w kierownictwie będzie podobne. Kierownik duchowy winien to rozumieć.
Zdarza się, że spotyka mnie jakaś osoba i niejako „przy okazji” mówi do mnie: „Cieszę się, że Ojca spotykam, bo chciałem prosić o pomoc”. Przedstawia najpierw w kilku zdaniach całą trudną sytuację życiową- trwającą nieraz wiele lat - a następnie pyta: „I co Ojciec by mi radził? Co powinienem zrobić? Pytałem wielu, ale nie mogli mi nic poradzić". W takich sytuacjach człowieka ogarnia zwykle całkowita bezradność. „Przy okazji” nie da się przecież rozwiązać najważniejszych problemów życia. Trzeba zachować niezwykłą rozwagę, by nie raniąc człowieka, jednocześnie go nie oszukiwać. To bywa bardzo trudne.
Zdarzają się też inne sytuacje. Dzwoni ktoś z drugiego końca Polski i prosi o spotkanie. Nieraz usiłuję zniechęcić taką osobę: „Będzie Pan jechał taki kawał drogi? Może Pan na miejscu z kimś porozmawia”. W odpowiedzi słyszę: „Nie, proszę Ojca, mnie bardzo na tym zależy. Jest to dla mnie bardzo ważne...” Wyczuwa się determinację wewnętrzną takiego człowieka. Ona jest decydująca.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie