publikacja 06.09.2010 08:27
W kraju tym kuchnia jest zupełnie inna niż nam w Polsce znana. Jakże więc, przedstawiając ów zakątek globu, nie uwzględnić kwestii podstawowej tak jak jadło, które przyszło nam tu zakosztować.
Afrykańskie kobiety podczas przygotowywania sadza joelplusjenny / CC 2.0
Sadza
Absolutna podstawa wyżywienia miejscowej ludności
donnamatrix / CC 2.0
Chomolia (afrykańska kapusta, choć osobiście rzekłbym raczej szpinak) – uprawiana w każdej wsi, sprzedawana na każdym targu, podawana jako dodatek do sadzy. Specyficzna w smaku, ni to szpinak, ni kapusta, a do tego nutka czegoś jeszcze, czegoś nie do zrozumienia bez posmakowania.
Peanut Butter (masło orzechowe) – tego w sklepach nie brakuje, a i rodzajów jest dość sporo. Przysmak miejscowy, a właściwie „zapychacz” do smarowania na chleb. Popularne gdyż pożywne, a i cena przystępna, walory smakowe chyba niewiele do tej kwestii wnoszą. Warto spożywać je z dodatkiem słodkich bananów, robi wówczas się ciekawiej na podniebieniu.
Owoce cytrusowe – co tu dużo pisać, zarówno smakiem jak i wyglądem/gabarytami biją to co w Polskich sklepach zdobi półki. Cytryny średnio są dwu- a nawet trzykrotnie większe, można jeść je prosto z drzewa, gdyż są słodkie, bardzo soczyste z lekkim orzeźwiającym kwaskowym posmakiem, coś jak lemoniada z miąższem w skórce. Poza nazwą i kształtem niewiele mają wspólnego z tymi odurzająco kwaśnymi, oferowanymi w Polsce. Soczyste mandarynki mają tu wielkość pomarańczy, a zadziwiająco słodkie grejpfruty są wielkości melonów. Popularne są również dostępne wszędzie za grosze banany, papaje i gujawy.
Marula – owoce, będące ulubionym przysmakiem słoni, ze względu na naturalną fermentację, która przebiega w ich wnętrzu. Robi się z nich napój o tej samej nazwie (nie mylić z likierem Amarula robionym w RPA), bardzo specyficznym, smacznym, słodkim smaku, wyglądem przypominający białe (żółte) wino. Napój z maruli zawiera około 16% alkoholu, który jest właściwie niewyczuwalny, skąd łatwo wypić ździebko za dużo.