Armia potrzebuje kapelanów

O ocenie moralnej interwencji NATO w Libii oraz o zadaniach kapelanów w armii z biskupem polowym Józefem Guzdkiem rozmawia Bogumił Łoziński.

Na ile minister obrony ma wpływ na działania Ordynariatu Polowego?
– W ramach struktury wojskowej minister jest moim bezpośrednim przełożonym. Zatwierdza program działań duszpasterskich, gdyż wiąże się to z koniecznością uzgodnienia spraw organizacyjnych, a czasem także z przeznaczeniem na ten cel pewnych środków. Awanse wojskowe też są w gestii ministra. W kwestii dyscypliny wojskowej kapelani podlegają takim samym regułom jak każdy żołnierz, natomiast w sprawach religijnych Kościół ma pełną autonomię.

A czy urzędnik państwowy powinien publicznie upominać kapelana, gdy nie spodoba mu się treść jego homilii? Chodzi o reakcje prezydenta Bronisława Komorowskiego na kazanie ks. płk. Sławomira Żarskiego z 11 listopada ub.r.
– Proszę mi darować odpowiedź na tak postawione pytanie. Komentarzy na ten temat było już zbyt wiele. Nie chcę dodawać kolejnego. Rolą kapłana jest głosić Ewangelię. Słowo Boże wywołuje różne reakcje słuchaczy. Duchowni cenią sobie rzetelną krytykę, ale też ubolewają, kiedy spotykają ich niesprawiedliwe zarzuty.

Obchodzimy pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Na jej tle doszło wśród Polaków do głębokich podziałów. Czy Kościół może odegrać rolę jednoczącą?
– Jeden z moich duchowych mistrzów, sługa Boży biskup Jan Pietraszko, w czasach PRL-u, gdy społeczeństwo też było bardzo podzielone, w każdą niedzielę głosił homilie, gromadząc w kolegiacie akademickiej św. Anny w Krakowie wielkie rzesze ludzi. Ich treścią zawsze była Ewangelia – konsekwentnie, od podstaw kształtował ludzkie sumienia. Gdy spotkał się z zarzutem, że nie opowiada się po stronie „Solidarności”, nie atakuje komunistów, powiedział do kapłanów: „Będą wam podsuwać różne problemy, uważajcie, abyście z ewangelizatorów nie stali się komentatorami”. Podziały, napięcia w społeczeństwie były, są i będą zawsze. Rolą Kościoła jest głoszenie nauki o miłości, przebaczeniu i pojednaniu, a nie komentowanie pojedynczych incydentów, bo to prowadzi do dalszych podziałów. Kościół nie może być stroną w konflikcie, lecz ma budować mosty pomiędzy ludźmi.

Czy to wystarczy do pojednania?
– Nie jestem prorokiem, ale chcę jasno zadeklarować: nie zejdę z ewangelicznej drogi, zawsze będę dawał świadectwo wiary w Boga i Kościół powszechny, w którym jest miejsce dla wszystkich: dla świętych, poszukujących i grzeszników. Nie dam się wciągnąć w polityczne spory, bo na tym gruncie panuje zasada skuteczności, a mnie obowiązuje zasada miłości: nigdy przeciw drugiemu, ale zawsze dla człowieka.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama