publikacja 21.08.2025 14:34
Czyli stały motyw. Coś, co każdy może (jeszcze) zobaczyć na własne oczy.
Rakoon / CC 1.0
Wizualnie na naszych pocztach chyba jest nieźle. Więc nie psujmy tego dobrego wrażenia i lepiej nie pytajmy o filatelistykę ;)
Mowa o specjalistycznych stoiskach filatelistycznych, które na nielicznych pocztach wciąż jeszcze są obecne. W pierwszej chwili chciałem użyć słowa „funkcjonują”, ale niestety nie jest to prawda.
Nie funkcjonują. One tylko tam są. Zaprojektowane, czasem nawet nieźle wyposażone, tyle tylko, że zamknięte na cztery spusty.
Czasem zasłonięte kratą. Czasem schowane za szybą z pleksi. A czasem, po prostu, ze stojącą na kontuarze tabliczką z napisem „stoisko nieczynne”.
Więc człowiek zaczyna rozglądać się za jakimś innym. Jeszcze czynnym. Często na 6/8/10 okienek czynne jest jedno lub dwa. Zwykle kolejka do nich (do niego), taka, że nie ma sensu w niej stawać. Ale czasem się udaje. Ludzi mniej, szybko idzie, więc człowiek podchodzi i jednak pyta o filatelistykę.
Na twarzy osoby za kontuarem konsternacja (pewnie słowo „filatelistyka” dawno tam nie padło. Co właściwie oznacza to pojęcie?). Po chwili albo zaczyna się nerwowe szukanie kluczy do gablotek, albo trzeba kogoś zapytać / zawołać / iść na zaplecze.
- Zaraz ktoś podejdzie – słyszę najczęściej i zaczyna się czas oczekiwania. Wreszcie ktoś przychodzi, pyta o co chodzi.
- To tylko na wystawę, tego nie mam w komputerze, trzecia rzecz powinna być. Chwileczkę… - chwileczko trwaj.
Tylko, że znowu czegoś nie ma (klucza / dostępu / osoby odpowiedzialnej, bo akurat jest na urlopie – niepotrzebne skreślić).
I tak to się kręci. Tak to wygląda…
W czasie tegorocznych wakacji próbowałem na trzech różnych pocztach z ofertą filatelistyczną. Na żadnej z nich nie udało mi się kupić niczego. No dobrze, na jednej może była na to szansa (pani długo nie wracała z zaplecza), ale czas naglił. Jeśli nie zdążylibyśmy z żoną na pociąg, na kolejny musielibyśmy czekać dwie godziny. Albo tłuc się autobusem przez zakorkowane miasta aglomeracji śląskiej przez podobny okres czasu. Więc zdecydowaliśmy się wyjść.
Ale też ile jeszcze można było na panią z zaplecza czekać?
I tak „koczowaliśmy” tam stanowczo za długo...
*
Tekst z cyklu Spotkania z filatelistyką