Spotkania z filatelistyką: W nietypowych miejscach...

Piotr Drzyzga

publikacja 16.03.2026 08:41

Bo, dajmy na to, w poezji, powieści, a nawet w filharmonii.

Spotkania z filatelistyką: W nietypowych miejscach... Mat. prasowy Robert Stolz uhonorowany przez kielecki klub filatelistyczny Divertimento.

Tak, tak. Wszędzie tam możemy natknąć się na znaczki pocztowe lub, nieco szerzej rzecz biorąc, tematykę filatelistyczną.

Jest np. taki wiersz Juliana Tuwima zatytułowany „Dzieciństwo”, w którym poeta wspomina:

Tam wielbłąda miałem na Sudanie,
A żyrafę i palmę na Niassie!
Gwatemala miała głowy ptasie,
Na Jamajce wodospad się pienił,
Ktoś rogaty był na Labuanie,
Fioletową kochałem Tasmanję!
Z dzikusami nocą szły do tańca
Jaguary z „Młodego wygnańca“.

Tam zostałem — w albumie pocztówek,
Na obrazkach, na markach pocztowych,
W lalkach z kitu, w ogniach kolorowych…

Mowa, rzecz jasna, o znaczkach, zwanych wówczas - w roku 1923, w którym powstał ten utwór – markami pocztowymi. Nawet albumy, czy klasery zdarzało określać się wtedy markownikami.

Piękny i wzruszający to utwór, w którym, w mistrzowskim, poetyckim skrócie, Tuwim wylicza ulubione znaczki z egzotycznych krajów i to co na nich widniało.

Nieco inaczej do sprawy podszedł Robert Graves – badacz mitologii, twórca genialnej powieści historycznej „Ja, Klaudiusz” – który w 1936 roku opublikował humorystyczną powieść „Brązowa Antigua”.

Każdy kto choć trochę interesuje się historią filatelistyki wie, że na hasło Antigua zbieraczom znaczków od razu świecą się oczy, a i serca biją mocniej. Bo też była to jedna z tych brytyjskich kolonii, które emitowały najciekawsze i najbardziej egzotyczne znaczki.

O jeden z nich „walczą” właśnie bohaterowie powieści Gravesa, brat i siostra, którzy w dzieciństwie posiadali wspólny klaser, a gdy dorośli, nie mogą porozumieć się w sprawie jednego, znajdującego się w nim znaczka, który może okazać się bezcennym.

Przezabawna to książka, klimatem przypominająca nieco „Bądźmy poważni na serio” Oscara Wilde’a, więc, dla poprawy nastroju, z pewnością warto po nią sięgnąć, a na koniec ostatni z wielkich, czyli Strauss. A właściwie Stolz. Robert Stolz.

Skąd więc to skojarzenie ze Straussem? Ano stąd, że zmarły w 1975 roku Stolz był nie tylko muzykiem, kompozytorem, ale też „ostatnim królem wiedeńskiego walca”, jak się go zwykło określać. Co więcej, był też zapalonym filatelistą oraz tym, który skomponował utwór symfoniczny „Philatelisten Walzer” – walc filatelistów, im właśnie poświęcony. A więc posłuchajmy:

Tekst z cyklu Spotkania z filatelistyką