Papieski uaz i nysa aktorka

Choć ciężko to sobie wyobrazić, przed laty nosze z chorym ledwo mieściły się w niewielkiej karetce, a kroplówkę trzeba było wystawić za okno, by płyn mógł swobodnie spływać.

Tak było np. w sanitarkach – fiat 125p i polonez caro, które jeszcze nie tak dawno jeździły po ulicach polskich miast – opowiada Szymon Pryk, wolontariusz krakowskiego Muzeum Ratownictwa, i zaprasza do jego nowej siedziby.

Renault filmowy i żuk smutek
Przy ul. Saskiej 12 można znaleźć prawdziwe ratownicze perełki, które wszyscy zaangażowani w działalność muzeum wyszukują w całej Polsce: w jednostkach pogotowia, policji i straży pożarnej, poprzez internet oraz w prywatnych garażach i szopach. Zdobycie ich zależy jednak od przychylności danej jednostki ratowniczej i od przepisów prawnych.

Oprócz wspomnianych fiata i poloneza, w muzealnych zbiorach są więc również samochody „aktorki”, czyli dwie reanimacyjne nysy, pamiętające lata 80. XX w. Jedna to dar Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Oświęcimiu, druga – warszawskiego „Meditransu”. Obie tak spodobały się producentom filmowym, że kilka lat temu pojawiły się na dużym ekranie – zagrały w filmach „Być jak Deyna” i „80 milionów”. Aktorskim talentem wykazała się też warszawska karetka marki Renault, która wystąpiła w dwóch filmach – „Vinci” i „Czterdziestolatek 20 lat później”.

W styczniu 2011 r. zbiór wzbogacił się też o nie lada atrakcję – policyjnego uaza, zwanego papieskim. Służył on bowiem podczas pielgrzymek Jana Pawła II do Polski w 1997 i 1999 r. Otwierał policyjną asystę (bezpośrednio przed papamobile), a jechali nim: kierowca, policjant odpowiedzialny za koordynację zabezpieczenia i ks. Michał Kliś, moderator pielgrzymki, a obecnie proboszcz parafii Przemienienia Pańskiego w Libiążu.

Najstarszym eksponatem jest strażacki żuk zwany „smutkiem”. W namiocie przy ul. Saskiej stoją też strażacki tarpan, karetka przekazana przez „Maltę” i policyjny volkswagen passat. Najnowszym nabytkiem jest natomiast mercedes Centrum Powiadamiania Ratunkowego, który służbę na ulicach Wieliczki pełnił aż do maja tego roku. – Jak siedziało się za jego kierownicą? O tym każdy może przekonać się osobiście, bo nasze muzeum zwiedza się, wsiadając i zaglądając do każdego z 12 pojazdów – zachęca S. Pryk.

Jedyni na świecie
Historia muzeum sięga tragicznych wydarzeń z 11 sierpnia 1994 r. Podczas akcji ratowniczej w katastrofie śmigłowca Sokół w Dolinie Olczyskiej zginęli wtedy dwaj ratownicy piloci – Bogusław Arendarczyk i Janusz Rybicki oraz dwaj ratownicy TOPR – Janusz Kubica i Stanisław Mateja. 11 sierpnia 1998 r., podczas Mszy św. w hangarze na lotnisku w Balicach, działalność rozpoczęła Fundacja na rzecz Ratownictwa Lotniczego im. Bogusława Arendarczyka i Janusza Rybickiego. Ich koledzy – piloci, lekarze, ratownicy i pielęgniarze – postanowili, że najlepszą formą uczczenia pamięci lotników będzie wybudowanie im żywego pomnika.

Fundacja miała więc bezinteresownie nieść pomoc ofiarom katastrof i kataklizmów, a także brać udział w tworzeniu sprawnego, całodobowego systemu ratownictwa lotniczego. W 2005 r., dzięki inicjatywnie kilkunastu pasjonatów, przy fundacji powstało Muzeum Ratownictwa, działające pod honorowym patronatem Ministerstwa Zdrowia, MSW, komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie, komendanta wojewódzkiego Policji i wojewody małopolskiego. Wszyscy jego pracownicy są wolontariuszami związanymi z różnymi służbami ratowniczymi, którzy na potrzeby muzeum (remont czy transport aut) złotówek z własnych kieszeni nie żałują.

– Najpierw część eksponatów znajdowała się na terenie zajezdni MPK w Nowej Hucie, współpracowaliśmy też z Muzeum Inżynierii Miejskiej i Muzeum Lotnictwa Polskiego. Potem Stanisław Kracik, ówczesny burmistrz Niepołomic, zdecydował o przekazaniu nam należącej do gminy hali, którą muzeum dzieliło z Andrzejem i Grzegorzem Warkowskimi – właścicielami kolekcji pojazdów z tzw. Krajów Demokracji Ludowej – opowiada Łukasz Pieniążek, pasjonat ratownictwa i prezes Ochotniczej Straży Pożarnej Muzeum Ratownictwa. Dodaje, że choć w Alwerni znajduje się Małopolskie Muzeum Pożarnictwa, a tematyczne placówki są też w innych miastach Polski czy Europy, krakowskie muzeum na skalę świata jest jedyne w swoim rodzaju. Ratownictwem zajmuje się bowiem całościowo – od gromadzenia aut zaczynając, a na zgłębianiu historii ratownictwa kończąc.

Obecnie muzeum posiada ponad 30 samochodów-eksponatów. Oprócz 12, które można zobaczyć przy ul. Saskiej, są też te, które wciąż znajdują się w niepołomickiej hali, m.in. sanitarka marki Dodge z czasów II wojny światowej, sanitarka wojskowa rober przekazana muzeum przez Collegium Medicum UJ, unikatowy, XIX-wieczny drewniany wóz strażacki z ręczną pompą należący do OSP w Więcławicach, czeska tatra (rocznik 1967), która służyła na lotnisku w Balicach.

– Szczególną wartość ma dla nas kadłub oraz części śmigłowca, który w 2003 r. awaryjnie lądował w Murzasichle – mówi Ł. Pieniążek. – Niektóre samochody znajdują się także w Zespole Szkół nr 1 w Bochni, której uczniowie starają się przywrócić je do stanu dawnej świetności. Z kolei w siedzibie OSP przy ul. Rzemieślniczej 10 znajdują się dawne mundury, stare mapy i dokumenty. W związku z tym wciąż szukamy miejsca, w którym będzie można zaprezentować wszystko, co posiadamy – dodaje Ł. 

Pieniążek. Przed odwiedzeniem Muzeum Ratownictwa przy ul. Saskiej 12 warto umówić się z wolontariuszami – szczegóły oraz numery telefonów znajdują się na stronie: www.muzeumratownictwa.pl.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| HISTORIA, POLSKA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie