Pokój 
wyczekiwany od dekad

Kolumbia już ponad pół wieku zmaga się z najdłuższą wojną domową na całej zachodniej półkuli. Dziś pokój wydaje się bliski jak nigdy dotąd.


Prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos ogłosił 11 marca wstrzymanie wszelkich ataków armii na partyzanckie ugrupowanie Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – FARC). Deklaracja jest odpowiedzią na serię pojednawczych gestów, które od kilku tygodni wykonują przywódcy rebeliantów: zwolnili przetrzymywanych zakładników i rozpoczęli rozminowywanie kontrolowanych terenów. Wszystko wskazuje na to, że prowadzone na Kubie już od 2012 r. dwustronne rozmowy pokojowe w końcu zaowocowały wymiernymi postępami. 
Kolumbia jeszcze do niedawna była krajem dotkliwie odczuwającym wszystkie najpoważniejsze bolączki Ameryki Łacińskiej: terror silnej lewicowej partyzantki, potęgę karteli narkotykowych, powszechną przemoc i głębokie nierówności społeczne. Dawny symbol latynoamerykańskich patologii staje się jednak gospodarczym liderem regionu i wzorem pomyślnego wychodzenia ze stanu państwa upadłego. O coraz bardziej prawdopodobnym zakończeniu wojny domowej zadecydowało zaś umiejętne połączenie przez prezydenta Juana Manuela Santosa militarnej siły i politycznego sprytu.


Wojna od zawsze


Żaden inny naród Ameryki Południowej nie został tak ciężko i długotrwale doświadczony koszmarem wojny domowej jak Kolumbijczycy. Za oficjalny początek konfliktu uznawany jest rok 1964, lecz zdaniem wielu historyków korzenie walk sięgają 1948 roku. Zastrzelono wtedy popularnego wśród ubogiej części społeczeństwa polityka Jorge Gaitana, faworyta wyborów prezydenckich. Zabójstwo spowodowało potężne kilkuletnie zamieszki, zwane La Violencia (przemoc), które najpierw objęły stolicę, a później pochłonęły cały kraj. A zatem gdy w Europie dopiero rozpoczynała się zimna wojna, w Kolumbii wybuchł konflikt trwający aż do dziś. Przepaść i wzajemna nieufność między zamożną wielkomiejską ludnością a ubogim chłopstwem pogłębiały się z każdym rokiem. Tym bardziej, że władze, zamiast pochylić się nad pauperyzacją wsi, wdrażały programy wspierające wielkie gospodarstwa rolne i wywłaszczanie drobnych rolników.
Bunt zubożałych mas wykorzystała Kolumbijska Partia Komunistyczna.

W 1964 r. utworzyła ona Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii, których liderem aż do 2008 r. pozostał Manuel Marulanda. FARC szybko stał się jedną z najpotężniejszych partyzantek Ameryki Łacińskiej. Z dala od Bogoty kontrolował całe prowincje kraju. W jego szeregach walczyło wielu zdesperowanych chłopów, którym nie można było odmówić słuszności postulatów, takich jak reforma rolna i walka z rozwarstwieniem społecznym. 
Wojna domowa osiągnęła szczyt w latach 80. i 90. Cele obu stron uległy już wówczas głębokiej degeneracji. FARC skupił się na intratnym biznesie, handlu narkotykami i porwaniach dla okupu. Z kolei rząd scedował główny ciężar prowadzenia walk na prawicowe paramilitarne bojówki AUC (Autodefendas Unidas de Colombia). Za cichym przyzwoleniem Bogoty dokonywały one brutalnych pacyfikacji sprzyjających partyzantom wiosek. Głównym rozgrywającym w konflikcie stały się kartele narkotykowe, które w zależności od koniunktury wspierały raz jedną, raz drugą stronę. Przywódcy tych gangów, na czele ze słynnym Pablo Escobarem, stojącym na czele kartelu z Medellin, uzyskali realny wpływ na najwyższe kręgi władzy. 
Kraj zaczął wychodzić na prostą dopiero na początku nowego stulecia. W 2002 r. wybory prezydenckie wygrał niezależny kandydat Alvaro Uribe, startujący pod hasłem „bezpieczeństwa demokratycznego”. Zaostrzył on ataki na FARC, ale przy użyciu regularnej armii i równoczesnym zwalczaniu prawicowych bojówek. Partyzanci odpowiedzieli kolejną falą terroru, ale podczas 8 lat rządów Uribe ich szeregi uległy przerzedzeniu, a zasięg kontrolowanych terenów drastycznie się skurczył. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie