Bieg na szczyty Tatr

Skyrunning łączy w sobie dwie pasje: góry i bieganie.

Jest piękny, słoneczny poranek. Stoję na starcie biegu im. hr. Zamoyskiego nad Morskim Okiem. Obok mnie prawie trzy setki biegaczy. Są młodzi i nieco starsi, kobiety i mężczyźni, zawodowcy, którzy 10 km ciągłego podbiegu pokonują w 40 minut. Są i tacy, dla których zwycięstwem jest dobiegnięcie do mety zlokalizowanej w sercu polskich Tatr. Rozgrzewają się, rozciągają mięśnie. Jedni ze sobą rozmawiają, inni przeciwnie – próbują się wyciszyć lub skoncentrować, słuchając muzyki z mp3. Atmosfera radosnego święta, ale nie beztroski. Adrenalina daje o sobie znać z każdą chwilą coraz bardziej. Do startu pozostała minuta – ogłaszają organizatorzy. Kolorowy peleton zawodników staje na linii startowej. Każdy szuka najlepszego dla siebie miejsca. 30 sekund do startu – ludzie ustawiają sportowe zegarki i wyciągają telefony komórkowe, by przygotować się do włączenia aplikacji pozwalających kontrolować tempo biegu. 15 sekund – czuję, że emocje grają we mnie pierwsze skrzypce. Nogi mam jakby nie swoje, a żołądek podchodzi do gardła. Czy na pewno dam sobie radę? 10! 9! 8! 7!... – rozpoczyna się odliczanie. Teraz już za późno, żeby się wycofać. Zresztą kilka miesięcy sumiennych przygotowań jest racjonalnym argumentem przeciw irracjonalnym stresom. 3! 2! 1! START!!!

Trzy dni – trzy biegi

Dla kogoś, kto nie trenuje, dystans 10 km z sumą podbiegów 430 metrów to spore wyzwanie. Ale to najkrótszy z biegów w czasie Zakopiańskiego Weekendu Biegowego organizowanych przez Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Pozostałe to 15-kilometrowy Bieg Sokoła i najbardziej prestiżowy Wysokogórski Bieg Marduły, mający status mistrzostw Polski w skyrunningu. Jego uczestnicy walczą na długim dystansie (w 2014 r. ok. 25 km, w tym sezonie ponad 32 km), w którym łączna suma podbiegów wynosi ponad 2 tysiące metrów i kolejne 2 tysiące metrów zbiegów. Na każdej z trzech tras spotykają się najlepsi polscy biegacze górscy oraz amatorzy, którzy startują nie po to, by walczyć o medale, ale by zmierzyć się z samym sobą, ze zmęczeniem, bólem nóg i wytrzymałością.

Czasami ze swoją życiówką na konkretnej trasie. Startują, bo przynosi im to radość i frajdę. Co czują w czasie biegu w wymagającym, górskim terenie? – Na początku biegu to zawsze pokora wobec dystansu i rywali, niepewność, a czasem zwątpienie w swoje możliwości – mówi Marcin Świerc (Salomon Suunto Team), wielokrotny mistrz Polski w skyrunningu i sześciokrotny triumfator Biegu Marduły, a zawodowo trener. – Po wystrzale startera staję się inną osobą, skoncentrowaną na trasie i wykonaniu zadania. Walczę o każdy metr, by po przekroczeniu linii mety czuć ogromną radość i satysfakcję – zaznacza. Podobnie emocje startowe opisuje obrończyni tytułu mistrzowskiego wśród kobiet, Dominika Wiśniewska-Ulfik (RMD Montrail Team): – Na starcie zwykle czuję stres i podekscytowanie. W trakcie wyścigu, walcząc ze zmęczeniem, myślę o utrzymaniu dobrej pozycji, a w chwilach wytchnienia podziwiam widoki. Jeżeli startuję w długim biegu, skupiam się na dobrym rozłożeniu sił, a jeśli jest to krótki bieg, myślę o wytrzymaniu bólu i o szybkim dotarciu do mety – mówi biegaczka.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie