Podatkiem świata się nie zmieni

O podatkowych absurdach, deficycie i współpracy z nowym prezydentem z ministrem finansów Mateuszem Szczurkiem rozmawia Stefan Sękowski.

Stefan Sękowski: W polskim prawie podatkowym roi się od absurdów. Złą sławą cieszy się zwłaszcza VAT.

Mateusz Szczurek: Wrażenie, że prawo jest absurdalne, jest efektem tego, że mamy więcej niż jedną stawkę podatkową. To rozwiązanie ma mocne i słabe strony. Jednolita stawka VAT-u obciążałaby w większym stopniu ludzi biedniejszych, którzy wydają proporcjonalnie więcej ze swoich dochodów na żywność i lekarstwa niż ludzie, którzy dobrze zarabiają. Dzięki temu, że mamy różne stawki, jej efektywna wysokość w Polsce, a więc przeciętny podatek VAT płacony przez gospodarstwo domowe jest jednym z najniższych w Europie i wynosi ok. 10 proc. Jednocześnie jednak, próby osiągania różnych celów, takich jak wyrównywanie dochodów między bogatymi i biednymi, pomoc społeczna, wspieranie dzietności czy polska własność ziemi przez system podatkowy, to koszmar z punktu widzenia jego sprawnego działania. Moim zdaniem lepszy byłby system z jednolitą stawką VAT, w którym redystrybucja zachodzi w bardziej skuteczny sposób. Jednak takich zmian nie można wprowadzić w najbliższych miesiącach, być może latach. 

Dlaczego? 

Z przyczyn społecznych i politycznych. Jestem przekonany, że „Gość Niedzielny” byłby jednym z pierwszych pism, które oburzałoby się na to, że przez harmonizację stawek VAT drożeje żywność, prawdopodobnie nie zauważając zmian w systemie podatkowym, kompensujących wzrost cen żywności w inny sposób, na przykład przez zmiany w podatkach dochodowych czy pomocy społecznej.

Naprawdę nie ma szans na systemowe zmiany w VAT?

Na początku mojego urzędowania usłyszałem od przedsiębiorców z Konfederacji „Lewiatan”, że ustawę o VAT można zmieścić na dwóch kartkach papieru. To było interesujące spostrzeżenie, więc zaproponowałem, żeby taką napisano. Więcej się w tej sprawie do mnie nie odezwali. Niektóre środowiska  proponują wprowadzenie podatku obrotowego. To jest nie tylko podatek promujący gigakorporacje, ale i rozwiązanie nielegalne w Unii Europejskiej, gdzie VAT jest stosowany obowiązkowo i jednolicie we wszystkich krajach członkowskich. Jednak ustawa o VAT zmienia się, i to na lepsze. Od 2008 roku znacząco skróciliśmy podstawowy termin zwrotu VAT i uprościliśmy liczne formalności.

Ale prawo nadal jest skomplikowane, o czym świadczy liczba wniosków o interpretacje podatkowe. W ubiegłym roku było ich 37 tysięcy.

Interpretacja podatkowa to niezwykle popularna usługa. Zamiast płacić doradcom podatkowym, można za niewielkie pieniądze uzyskać interpretację indywidualną od administracji podatkowej – i my ją bez najmniejszych problemów dostarczamy. Ponadto jest ona solidnym zabezpieczeniem i gwarancją dla podatnika, ponieważ nie podlega odmiennym interpretacjom. Ważne jest też dla nas, by wydawane interpretacje były jak najbardziej jednolite, co udoskonalamy  poprzez specjalizację tematyczną w oddziałach Krajowej Informacji Podatkowej, czy też bazę wiedzy informacji podatkowej dostępnej dla podatników i urzędników.

Pozytywne zmiany dotyczące interpretacji podatkowych znajdują się w założeniach nowej ordynacji podatkowej. Ale brakuje w niej zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika.

Rozstrzyganie wątpliwości prawnych na korzyść podatnika od początku było ujęte w założeniach nowej ordynacji podatkowej, wśród innych zasad, w tym najważniejszej, czyli legalizmu. Pojawiają się nawet głosy, że ogólne zasady prawa podatkowego w ogóle nie są potrzebne, ponieważ wszystko wynika z konstytucji. Jednak jestem pewien, że warto je zapisać także w ordynacji, choćby po to, by podatnik wiedział, do czego dokładnie ma prawo, żeby zarówno urzędnik, jak i prawodawca wiedzieli, do czego powinni zawsze się odnosić.
 

To o co toczy się spór wokół tej zasady? Po co prezydent zaproponował pytanie o to w referendum?

Spór toczy się o treść zapisu. Tak ogólne stwierdzenie, że „wszystkie wątpliwości są rozstrzygane na korzyść podatnika” jest wysoce ryzykowne i głęboko niesprawiedliwe wobec osób bardziej rzetelnych w płaceniu podatków. Nie chodzi o to, by ktoś, kto ma wątpliwości, czy w ogóle ma płacić podatki, na podstawie tego zapisu był od płacenia zwolniony. Dlatego należy uściślić, jakich przypadków ma dotyczyć ta zasada. Nawiasem mówiąc, szkoda, że po miesiącach intensywnych prac komisji kodyfikacyjnej nad ordynacją podatkową sprowadza się ją w mediach do dyskusji o zasadzie „in dubio pro tributario”. Wygląda na to, że cała reszta zapisów tej ordynacji mało kogo obchodzi. Szkoda, ponieważ zawiera wiele pozytywnych dla podatników i państwa zasad. To m.in. nowe zasady przedawnień, odformalizowanie wielu procedur czy wreszcie kompletny zestaw rozwiązań ogólnych prawa podatkowego.
 

Jeśli w notatce ze spotkania pracowników izb skarbowych z przedstawicielami ministerstwa finansów czytamy, że kontrole skarbowe muszą przynosić dochód do budżetu, to wygląda to na zachęcanie do szukania dziury w całym. Zasada, o której mówimy, stawia tamę nieprawidłowościom.

Nie chcę komentować doniesień medialnych wyrwanych z istotnego kontekstu, ale chętnie odniosę się do faktów. Nie taka jest logika działania ministerstwa, którym kieruję. Kiedy służby podatkowe zidentyfikują jakąś nieprawidłowość w rozliczeniach z urzędem skarbowym, najpierw dzwonią do podatnika, informując o możliwości skorygowania błędu. W nowej ordynacji nawet to nie będzie potrzebne, ponieważ za zgodą podatnika urzędnik będzie uprawniony do wprowadzenia poprawki. Jeśli taka propozycja nie przyniesie oczekiwanego efektu – czyli poprawienia błędu przez podatnika – wówczas stosujemy czynności sprawdzające, a wszczęcie kontroli jest ostatecznością. Kiedy kontrola nie wykaże nieprawidłowości, to dla nas z jednej strony świetna wiadomość, jednak z drugiej informacja, że ktoś podjął złą decyzję o wszczęciu kontroli. Żądam od służb podatkowych, by nie zawracać głowy tym podatnikom, wobec których nie jest to potrzebne, i by kontrolowały dopiero wtedy, gdy mają niemal pewność, że nieprawidłowości rzeczywiście występują.
 

To absurd, że ludzie, którzy mają za mało pieniędzy, żeby przeżyć, mają ich za dużo, żeby nie płacić podatków. Kwota wolna od podatku jest niższa od minimum egzystencji.

Poprawianie świata poprzez system podatkowy zawsze prowadzi do komplikacji i różnego rodzaju absurdów. Osoby w naprawdę trudnej sytuacji życiowej nie płacą podatków dochodowych. Co trzeci dorosły Polak nie zapłacił w ubiegłym roku żadnego podatku dochodowego. Ponadto pod koniec ubiegłego roku zdecydowaliśmy się na zmianę rozliczania ulg na dzieci i po raz pierwszy zastosowaliśmy zasadę, w myśl której wysokość ulgi zależy od liczby wychowywanych dzieci. Rodziny wielodzietne mają więc teraz duże ulgi, czasem zmniejszające stawkę podatku dochodowego do wartości poniżej zera! Pojawia się tym samym ogromna różnica między składkami osób posiadających dzieci, zwłaszcza rodzin wielodzietnych, a osobami bez dzieci. Jeśli chcemy promować dzietność przez system podatkowy, to wyższa kwota wolna od podatku dla wszystkich zniweluje oczekiwaną korzyść, jaką mają rodziny wielodzietne.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • krut00
    11.06.2015 22:40
    Podatek VAT zaraz po podatku gruntowym lub też podatku od własności jest bardzo agresywnym podatkiem. Skarbu nie interesuje bowiem wcale czy opodatkowany ma jakiś dochód czy nie. Ma zapłacić, a skąd weźmie na to pieniądze to jego sprawa. W wypadku nieruchomości może on sprzedać nieruchomość (i spać w parku), a w przypadku zakupu prowiantu, na który i tak nie ma pieniędzy, winien uiścić odpowiedni VAT urzędowi. Już widzę jak kobieta sprzedająca kilka jajek tygodniowo lata po urzędach i płaci 3zł VAT. Proponuję zacząć ściągać podatek z tych, którzy w Polsce mają pieniądze, bo ci co nie mają to i tak go nie zapłacą.
  • katolik
    21.07.2015 21:48
    Bez Boga ani do proga!
    PS. Myślałem, że to Przewodniczący Duda a nie min. fin.
  • zmielony
    21.07.2015 22:50
    Naj-nie-zabawniejsze jest to, że ustawę o VAT regularnie się koryguje ale tylko z korzyścią dla budżetu. Przykład: według ostatniej noweli ustawy , podatnik wystawi fakturę za wykonaną usługę (bo musi), podatek odprowadzi w następnym miesiącu ( do 25-tego, bo musi) ale pieniądze otrzyma po sześciu miesiącach (bo wystawienie faktury związane jest przez ustawodawcę z momentem wykonania usługi a nie otrzymaniem pieniędzy od zamawiającego). W ten sposób rujnuje się przedsiębiorców. Sam tego doświadczam ostatnio. Coraz trudniej się utrzymać.
  • co?
    22.07.2015 02:13
    Aha - niech wszyscy płacą więcej, bo dzięki temu rodziny wielodzietne, w porównaniu z nimi, będą płacić mniej. Może się nie znam, ale nie trąci to absurdem? To tak, jakby powiedzieć, że nie można obniżyć wszystkim kierowcom akcyzy za paliwo, ponieważ wtedy nie można by jej okazyjnie obniżać np. tirowcom. ??? A może byłoby tym lepiej, bo udałoby się załatwić rzecz bez dodatkowych procedur biurokratycznych?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie