Można już  o tym mówić

Obława Augustowska to największa zbrodnia popełniona na Polakach po II wojnie światowej. Niektórzy nazwali ją kolejnym Katyniem. Dla władz PRL była tematem tabu.

WKatyniu najpierw odkryto groby, a dopiero po latach wyszły na jaw szczegóły tej zbrodni. O ofiarach obławy augustowskiej po 70 latach wiemy tylko tyle, że były, znamy też ich nazwiska. Do dzisiaj – po wielu latach śledztwa – nie wiemy, jak i kiedy dokładnie ci ludzie zostali zabici ani gdzie leżą ich ciała. Zrealizowany przez Beatę Hyży-Czołpińską na zlecenie IPN-u dokument „Obława” przypomina nie tylko fakty, ale także działania mające ustalić szczegóły wydarzeń i miejsca pochówku zamordowanych. Przez lata podejmowały je na własną rękę rodziny i historycy, ale dla władz PRL-u był to temat tabu. Również dzisiaj, chociaż od 2001 r. IPN prowadzi śledztwo w tej sprawie, historia obławy augustowskiej zaistniała właściwie tylko lokalnie.

W filmie o obławie opowiadają historycy, pracownicy IPN, a także dziennikarka Alicja Maciejewska i aktorka Maria Chwalibóg, które przez lata poszukiwały zatrzymanych. W tym wielogłosie do najbardziej wstrząsających należą nasycone emocjami wypowiedzi rodzin i bliskich ofiar. Żyją w cieniu wydarzeń, które z dnia na dzień zmieniły ich życie. Zarówno im, jak i świadkom dramatycznych zdarzeń strach zamykał usta.

Pod sowiecką okupacją

W 1944 r., przed rozpoczęciem akcji „Burza”, okolice Augustowa i Suwałk były gęsto nasycone oddziałami AK, które liczyły około 5 tys. żołnierzy. W maju tego roku AK nawiązało współpracę z oddziałem sowieckim „Orłowa”, operującym również w tej okolicy. Jak się później okazało, był to fatalny błąd, bo oddział „Orłowa” prowadził jednocześnie rozpoznanie struktur i liczebności AK. Po wyparciu Niemców wojska sowieckie zaczęły rozbrajać oddziały AK, aresztowano dowódców, a żołnierzy wcielano do armii Berlinga.

Faktycznie obszar ten znalazł się pod sowiecką okupacją. W obawie przed represjami wiele osób wróciło do lasu. W lutym 1945 r. na bazie struktur rozwiązanej AK utworzono AKO, czyli Armię Krajową Obywatelską, która wiosną 1945 r. rozpoczęła walkę przeciw instytucjom tworzonym przez PKWN. W efekcie intensywnych działań podziemie wkrótce kontrolowało większość terenów powiatów augustowskiego i suwalskiego. W odpowiedzi Sowieci zdecydowali się całkowicie zlikwidować podziemie w Puszczy Augustowskiej i w lipcu rozpoczęli operację na dużą skalę, nazwaną obławą augustowską. W obławie ze strony rosyjskiej uczestniczyły jednostki 50. armii III Frontu Białoruskiego, Wojsk Wewnętrznych NKWD oraz kontrwywiadu wojskowego „Smiersz”. Pomagali im żołnierze 1. Praskiego Pułku Piechoty z Białegostoku, funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Augustowie i Suwałkach, Milicji Obywatelskiej oraz miejscowi konfidenci. Ci ostatni służyli jako przewodnicy i tłumacze, asystowali także przy przesłuchaniach. Za datę rozpoczęcia obławy przyjmuje się 12 lipca 1945 roku. Akcję przeprowadzono równocześnie o różnych porach dnia w wybranych wcześniej rejonach powiatów augustowskiego, suwalskiego i części sokólskiego. Przetrząsano lasy, wsie i miasta. Bez żadnych wyjaśnień zabierano ludzi z domów, miejsc pracy i pól. Funkcjonariusze dysponowali listami osób, które mieli zatrzymać. Niektórych aresztowano zupełnie przypadkowo.

Zdarzało się, że zatrzymywano kilka osób z tej samej rodziny. Na przykład w Białej Wodzie zabrano Ludwika Wysockiego i jego dwie córki – 17-letnią Anielę i o kilka lat starszą Kazimierę. Dziewczęta w czasie okupacji działały w podziemiu, a ich ojciec w tym czasie siedział w więzieniu za pomoc udzielaną jeńcom sowieckim. Łącznie zatrzymano kilka tysięcy osób, z których część zwolniono jeszcze tego samego dnia po wstępnych wyjaśnieniach. Innych przetrzymywano w prymitywnych punktach filtracyjnych, czyli piwnicach budynków, chlewach, szopach, stodołach, a nawet, jak w Szczebrze, na cmentarzu. Spośród zatrzymanych wyselekcjonowano około 600 ludzi – niektórzy z nich nie mieli nic wspólnego z podziemiem. Od tej pory słuch po nich zaginął. Według świadków, wszystkich aresztowanych ładowano na samochody ciężarowe i wywożono w kierunku rosyjskiej granicy. Prawdopodobnie wkrótce zabito ich na dawnych terenach polskich, włączonych do ZSRR. Obława na dużą skalę zakończyła się 19 lipca. – Nie oznacza to jednak, że wcześniej czy później takich akcji nie było.

Były, ale na mniejszą skalę. Kiedy zatrzymani trafiali w ręce Sowietów, polskie służby bezpieczeństwa nie miały nic do powiedzenia. Nie przekazywano również informacji na temat ich dalszych losów – mówiła po pokazie filmu Barbara Bojaryn-Kazberuk, dyrektor białostockiego IPN-u. – W raportach znajdujących się w IPN-ie w Białymstoku są nawet skargi szefów wojewódzkiego UB w Białymstoku, że nie otrzymuje od Rosjan żadnych informacji o dalszych losach aresztowanych. W czasie śledztwa przesłuchaliśmy wojskowych biorących udział w tych wydarzeniach, nie wnieśli oni jednak żadnych nowych informacji. Natomiast z przesłuchań pracowników UB wynika, że mniejsze obławy trwały jeszcze przez dwa miesiące.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie