Randka z Radziejową

Warto wybrać się tam, gdzie spotykają się pasma Radziejowej i Jaworzyny Krynickiej, a Poprad płynie wąskim gardłem między zboczami. 


Do XIX wieku miejscowość, którą Kazimierz Wielki lokował jako wolne królewskie miasto w 1348 roku, nazywana było Piwniczną Szyją. – A to dlatego, że Poprad jest u nas najwęższy. Takie zaś zwężenie zostało porównane do wejścia do piwnicy, czyli szyi. Stąd Piwniczna Szyja – mówi Edward Grucela, nauczyciel, artysta ludowy, rzeźbiarz, muzyk, promotor piwniczańskiej kultury. 


Uliczka Ogrodowa


Zachodzimy z przewodnikiem beskidzkim Piotrem Firlejem do pana Edwarda duktem wydeptanym przez pisarkę Marię Kownacką, najbardziej znaną z „Rogasia z Doliny Roztoki”. Niewielu jednak wie, że odwiedzając koleżankę w Rytrze, dowiedziała się, że pod samym szczytem Niemcowej (1001 m n.p.m.) istnieje szkoła, notabene założona już w 1937 roku. Tak powstała opowieść Kownackiej „Szkoła nad obłokami”. A nasza peregrynacja do Piwnicznej zaczyna się tak jak w tej książce: „W podkarpackim miasteczku jest taka cicha, wąziutka uliczka Ogrodowa, która skręcając w bok od rynku, wiedzie stromą skarpą zakolem w dół, otwierając niespodziewanie widok na szerokie pola i rozległą dolinę Popradu. Na ostrym zakręcie tej uliczki, w miejscu, gdzie właśnie otwiera się oczekiwane okno na świat, stoi dom z jedliny – piętrowy, obudowany całą masą ganków, werandek z balustradkami i upiększony ozdobami, po góralsku rzezanymi w drzewie…”. 


– Często przyjeżdżam do Piwnicznej i moim ulubionym celem wędrówek jest Niemcowa, i szkoła nad obłokami, dziś właściwie obelisk upamiętniający starą chałupę, w której kiedyś uczyły się dzieci. Zawsze chciałem też poznać pana Edwarda Grucelę. No i się udało! – cieszy się Piotr Firlej. Gospodarz wita nas szerokim uśmiechem, zaprasza do swojego pokoju, gdzie pełno drewnianych świątków, na stole czerwony ptak okaryny, pod oknem dudy, przy drzwiach wielki róg podhalański, a na ścianach nagrody, m.in. za I miejsce w Sabałowych Bajaniach. Obok zaś minister na pergaminie zaświadcza, że pan Edward razem z kapelą Grucelów otrzymał Nagrodę im. Oskara Kolberga. 


Wilki i krasnoludki


Na Niemcową trafiłem na początku lat 50. XX wieku przez nakaz pracy, jaki otrzymywali młodzi nauczyciele po ukończeniu szkoły. Chodziło się tam pieszo, 8 km – opowiada nauczyciel. Najgorzej było zimą, kiedy śniegu bywało po pas. – Trzeba było zakładać narty i powoli iść do samej szkoły. Był czas, że pokazały się wilki, prawie w każdej chałupie psa zjadły, toteż rodzice z siekierą w ręce przyprowadzali dzieci, czekali na nie i po lekcjach wracali z nimi do domu – wspomina pan Edward. Podniebna szkoła była dla dzieciaków wielką frajdą.

– Atrakcją wręcz. Dzieci nie miały w domu prądu, zabawek, książek… Nosiłem co trzy miesiące ze 25 książek dla dzieciaków i starszych. Poza robotą w gospodarstwie młodzież nie miała tam nijakich zajęć, więc postanowiłem otworzyć dla nich w tej szkole świetlicę. Dziewczyny mogły pogwarzyć przy robótkach, chłopaki pograli na skrzypkach, były śpiew i taniec. Ale miałem kłopot ze strony urzędników, bo zużywałem wiele nafty, na którą był przydział – dodaje nauczyciel. Pan Edward zaniósł na Niemcową pierwsze w historii radio zasilane bateriami. – To była wielka heca, bo dzieci szukały w odbiorniku krasnoludków, co z czarnej skrzynki godają – śmieje się nasz rozmówca. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie