W kolejce do raju

Jedni uciekli z Iraku przed Państwem Islamskim. Inni przyjechali z Włoch, bo stracili tam pracę. Wszyscy chcą zostać w Niemczech. Ale nie każdemu 
się uda.


Mahmoud czeka pod LaGeSo już dwa tygodnie. Dla przyjeżdżających do Berlina uchodźców to właśnie LaGeSo (krajowe ministerstwo zdrowia i spraw społecznych) jest przedsionkiem do legalnego pobytu w Niemczech. Najpierw pobrał numerek, teraz tęsknie wypatruje go na tablicy świetlnej. Jeśli się pojawi, będzie mógł wejść do urzędu i zgłosić, że przyjechał z Syrii i chce ubiegać się o azyl. To może jednak potrwać – niektórzy czekają nawet miesiąc, dzień w dzień przychodzą tu rano i wieczorem wracają do noclegowni.


Syryjscy koledzy


Ale i tak jest zadowolony. Porzucił wszystko i wyjechał, bo nie chciał trafić do wojska Baszara al-Asada. – Nie wyobrażam sobie, że mógłbym strzelać do moich braci – mówi „Gościowi Niedzielnemu”. Podróż do Niemiec – przez Turcję, Bałkany, Węgry i Austrię – trwała miesiąc. Czasem jechał autobusem albo kolejką, Grecję przeszedł pieszo. Takich jak on są teraz pod LaGeSo tysiące: w większości to młodzi mężczyźni, ale jest też sporo rodzin z dziećmi, nieco osób starszych. Stoją i patrzą na wyświetlacz. Gdy zgłodnieją, pójdą do jednego z namiotów, w którym wolontariusze rozdają obiad. Dzieciom rozrywek dostarczają pedagodzy – są: trampolina, piłki, malowanie twarzy. Ciężarne kobiety schowały się pod wystawionym na placu białym namiotem. Wszyscy czekają.
 Jeszcze kilka tygodni temu zgłoszenie się do urzędu było formalnością. Sytuacja stała się krytyczna, gdy na początku września Angela Merkel ogłosiła, że wpuści do Niemiec imigrantów koczujących na dworcach na Węgrzech i w Austrii. Tysiące osób zaczęło przyjeżdżać do Monachium specjalnymi pociągami, a gdy stolica Bawarii już nie mogła ich pomieścić, zaczęto ich kierować do innych miast: Lipska, Celle, Duesseldorfu. I Berlina. – To była katastrofa. Tysiące ludzi bez jedzenia, bez picia, śpiących w parkach. Niektórzy potrzebowali pomocy lekarskiej. Niestety zdarzało się, że ludzie umierali – opowiada GN Laszlo Hubert. Działa w organizacji „Moabit Hilft” („Moabit Pomaga”). Ta mała inicjatywa sąsiedzka, zajmująca się licznymi mieszkającymi w okolicy uchodźcami, postanowiła zażegnać kryzys, z którym nie radziły sobie władze miasta. Kilkudziesięciu wolontariuszy zorganizowało pomoc od zera: namioty, psychologów, tłumaczy, dary rzeczowe. Czasami nawet noclegi. – W piątek na placu została Syryjka z trojgiem dzieci, która nie miała gdzie się podziać. Jej męża zabili terroryści z Państwa Islamskiego, postanowiła więc ratować życie, uciekając. Wzięłam ich do naszego dwupokojowego mieszkania: mój kilkuletni syn cieszył się, bo przez weekend miał w domu kolegów do zabawy – opowiada Ronja Lange, jedna z wolontariuszek.


Nocleg w ratuszu


Także Mahmoud nocuje w prywatnym domu – pewna Niemka przyjęła go, a także siedmiu innych uchodźców, pod swój dach. Z kolei Ifezner, jazyd, który uciekł z Iraku przed Państwem Islamskim, mieszka w hostelu, który opłaca miasto. Większość z obecnych w stolicy Niemiec 20 tys. uchodźców przebywa w kilkudziesięciu noclegowniach. Takich jak obozowisko na terenie starych koszar w dzielnicy Spandau, gdzie w namiotach mieszka około tysiąca uchodźców. Inny ośrodek urządzono w starym ratuszu w dzielnicy Wilmersdorf. Tam, gdzie jeszcze do niedawna pracowali urzędnicy, stoją łóżka. – To pierwsze miejsce, do którego trafia wielu uchodźców – mówi kierownik ośrodka Thomas de Vachroi. Jest hugenotem, na palcu ma sygnet z krzyżem, znak, że należy do diakonii. – 90 proc. mieszkańców to muzułmanie, reszta to głównie członkowie Kościołów wschodnich. Są mocno straumatyzowani: uciekają z krajów, w których trwa wojna, niektórzy w drodze stracili bliskich. Muszą tutaj dojść do siebie – tłumaczy.
Po budynku oprowadza nas śniady brodaty ochroniarz. Mówi płynnie po niemiecku, ma tureckie korzenie, ale urodził się już w Niemczech. – Z zasady ochroną zajmują się tu osoby pochodzące z Turcji czy Bliskiego Wschodu. Łatwiej nam jest się porozumieć z uchodźcami z powodów językowych, ale także religijnych – mówi. Osiadli w Niemczech Turcy czy Syryjczycy są cenieni jako wolontariusze, chętnie się zgłaszają. Jednak robią to prywatnie. Organizacje muzułmańskie nie kwapią się do pomocy swoim współwyznawcom. To instytucje katolickie, protestanckie i prawosławne, a także żydowskie ich wspierają.
Nie wszyscy Niemcy są zadowoleni z obecności uchodźców. Przed LaGeSo demonstrację zorganizowała neonazistowska Narodowodemokratyczna Partia Niemiec. Przyszła ledwie garstka. Mówca peroruje przez mikrofon przeciwko „oszustwu azylowemu”. Mówi, że większość ubiegających się o azyl obcokrajowców pochodzi z państw bezpiecznych, takich jak Serbia czy Bośnia, jego zdaniem większość kradzieży to ostatnio dzieło osób „pochodzenia nie niemieckiego”. Kilkadziesiąt metrów dalej, odgrodzeni szpalerem policji, ustawili się kontrdemonstranci. Krzycząc i gwiżdżąc, zagłuszają przemówienie neonazisty. – Oni chcą zastraszyć uchodźców. To, co mówią, to stek bzdur. Niemcy witają imigrantów z otwartymi ramionami – tłumaczy mi działacz „Związku Antyfaszystek i Antyfaszystów”. Ledwo go słyszę, chwilę wcześniej ktoś zaintonował „kocią muzykę”.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie