Wulkany w podomkach

Ukraina! Senna i uśpiona, a w środku wrząca...

Ukraina wydaje się tworem zbudowanym na zasadzie kontrastów. Już pierwsza obserwacja ulic miasta pozwala to potwierdzić. Po dziurawych, połatanych drogach, gdzie pasów ruchu jest dokładnie tyle, ile samochodów da radę koło siebie przejechać, przemykają piękne, wielkie, czarne auta, bardzo drogie, bardzo lśniące i z bardzo przyciemnionymi szybami, a obok nich podskakują na wszelkich drogowych nierównościach stare łady i rozklekotane autobusy, które w przeciwieństwie do polskich środków komunikacji jeżdżą punktualnie. Autobusy początkowo trochę mnie przerażały, ponieważ na dachach mają umocowane butle z napisem: METAN. Gaz kojarzący mi się dotychczas przede wszystkim z tragediami w śląskich kopalniach, jest tutaj codziennym środkiem napędowym autobusów i marszrutek.

Na lekcje dziewczynki zazwyczaj przychodzą ubrane w białe bluzki i czarne spódnice, obowiązkowo w buty na obcasie.

– Dlaczego nie zakładasz innych butów? – zapytałam jedną dziewczynkę, której nogi uginały się z każdym krokiem, nie dając rady równo wbić obcasa w ziemię.

– Muszę się nauczyć chodzić w takich butach – usłyszałam odpowiedź. Popatrzyłam się na moje bardzo płaskie podeszwy. Ktokolwiek na nie spojrzy, łatwo dojdzie do wniosku, że Ukrainką raczej nie jestem.

Kiedy jeżdżę marszrutką i obserwuję ludzi wchodzących do autobusu na różnych przystankach i między przystankami, widzę ładne dziewczyny, zadbane, długowłose, jeszcze wyższe przez buty na obcasie. Żegnają się ze swymi matkami i babkami ubranymi zazwyczaj w podomki. Podomki na zamki błyskawiczne czy też na guziki, kolorowe, krzykliwe, uszyte w taki sposób, że nazwa, którą noszą, doskonale oddaje ich charakter i miejsce funkcjonowania. A jednak na Ukrainie podomki wychodzą na ulicę, pojawiają się w sklepach, w marszrutkach, a nawet w kościele na sumie.

Jechałam kiedyś samochodem przez jedną ukraińską wieś, można powiedzieć: typową ukraińską wieś, gdzie małe domki są zazwyczaj pomalowane na niebiesko, a solidne bramy strzegące wstępu do posiadłości krzyczą jaskrawą niebieską i zieloną barwą. Minęłam cerkiew, oczywiście niebieskiego koloru, wyglądającą jak zwykły domek, różniący się od innych właściwie tylko małą tablicą na drzwiach z podanym numerem telefonu batiuszki, żeby mieć możliwość kontaktu z nim w razie pogrzebu. Dalej stoi kościół katolicki. Choć ładny i zabytkowy, to jednak nie nadaje się do użytku, ponieważ grozi zawaleniem w każdej chwili. Patrzenie na ten budynek, w którym przez wiele lat gromadzono najpierw zboże, a potem konie, przywołuje refleksję, co może stać się z tym, co należy do Boga, a wypełniane jest czymś innym niż Bóg; jak bardzo to niszczeje i jak wielu nakładów jest potrzebnych, żeby znowu mogło to być dla Niego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KULTURA, UKRAINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie

    Forum: ostatnio poruszane wątki