Tata akuszer

Jeszcze dwadzieścia lat temu szpital położniczy 
był strefą matek. Dziś ojcowie czują się w nim jak u siebie. Słusznie?


Tata na porodówce to świetny pomysł – pod warunkiem, że nie próbuje być mądrzejszy od lekarza prowadzącego, położnych…
Natalia z Gostynia, mama czwórki dzieci, obecnie przechodzi kurs douli, czyli uczy się, jak profesjonalnie pomagać przy porodzie. To w Polsce nowość: doula to jakby przyjaciółka, bliska osoba, która wspiera psychicznie, emocjonalnie rodzącą, jednak nie ingeruje w procedurę medyczną. Sama Natalia natomiast rodziła z mężem. Nie widzi innej możliwości: – Mąż był ze mną: wspierał, był nastawiony na moje potrzeby. Był ze mną, bo tak postanowiliśmy, a nie dlatego, że wspólny poród jest trendy. Wiem, że niektóre koleżanki zabierały na porodówkę mężów, tak naprawdę nieprzekonanych i niechętnych. W rezultacie wszyscy wokół: matki, mężowie i personel, byli mocno zestresowani. W takiej sytuacji lepiej nie przekonywać męża na siłę, lecz do porodu wybrać się z mamą, siostrą czy właśnie doulą.


Poród rodzinny szkodzi? 


Kilka lat temu w Rzymie zostały ogłoszone badania włoskiego stowarzyszenia diagnoz prenatalnych i medycyny płodu Sidip. Przeprowadzono sondaże wśród 310 par z całych Włoch, którym
10 lat wcześniej urodziło się dziecko. Jak wyjaśnił prezes stowarzyszenia Claudio Giorlandino, przebadano dwie grupy małżeństw: te, w których ojciec uczestniczył przy naturalnym porodzie, i te, w których nie brał w nim udziału. Z badań wynika, że wskaźnik rozwodów i separacji w tej pierwszej grupie jest wyższy. Specjaliści tłumaczą to traumą, jakiej niekiedy doświadczają mężczyźni uczestniczący w narodzinach dziecka. 
Maciej Tryburcy, ojciec piątki dzieci, parska na takie rewelacje śmiechem. – Towarzyszyłem żonie przy pięciu porodach. Nie dzieje się tam nic takiego, co mogłoby przerazić czy zwichrować nasze dalsze relacje. Przeciwnie, wspólny poród buduje więzi między małżonkami. Żona skupia się na dziecku, a mąż skupia się na żonie – to naturalna kolejność. W końcu nadchodzi wyczekiwana chwila, kiedy
noworodek jest już na świecie. To nieopisana radość, w której wcześniejsze łzy bólu zamieniają się w łzy szczęścia. 


Okiem teoretyka i praktyka (w jednym)


Bogna Białecka, mama czwórki dzieci, psycholog i autorka książki „40 tygodni radości – porady dla mamy w ciąży” twierdzi, że obecność ojca przy porodzie to w Polsce kwestia zdrowego rozsądku.
– Inaczej są traktowane kobiety rodzące samotnie, inaczej te, którym towarzyszy mąż. Mężczyzna często potrafi wywalczyć wiele rzeczy, choćby to, by kobieta nie musiała wypełniać kilkustronicowej ankiety akurat wtedy, gdy… zaczyna przeć. Są też zalety psychologiczne wspólnego porodu. Kobiety, którym towarzyszył podczas porodu mąż, mówią o poczuciu bezpieczeństwa, wspominają z rozczuleniem nawet takie drobiazgi, jak trzymanie za rękę czy proste słowa wsparcia. 
A jeśli tatuś nie wytrzyma i zemdleje? Bo to podobno wielka obawa przyszłych ojców (nie poparta obserwacjami położnych i lekarzy). 
– Mężczyzna może, mimo najlepszych chęci, nie wytrzymać stresu. Gdy rodziła się nasza pierwsza córka, położna powiedziała mojemu mężowi: „Gdyby panu się zrobiło słabo, proszę spokojnie pójść do łazienki”. Mąż nie skorzystał, ale sama świadomość alternatywy dodała mu sił. •

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie