Polityk z zasadami

Politycy w Europie niechętnie deklarują swoją wiarę. Paradoksalnie robi to premier Czech Petr Nečas, rządząc najbardziej laickim krajem w Europie.

Premierem jest od dwóch lat. Stoi na czele trudnej koalicji, której fundament tworzy czeska prawica, czyli Obywatelska Partia Demokratyczna ODS z dość egzotycznymi partnerami: konserwatywną partią TOP 09, skupioną wokół barwnej postaci ministra spraw zagranicznych, czeskiego arystokraty Karela Schwarzenberga, oraz populistyczną i nieobliczalną zbieraniną, występującą pod szyldem Sprawy Publiczne, skrzykniętą przez telewizyjnego dziennikarza Radka Johna. Ten rząd ma przeciwko sobie silną lewicową opozycję, reprezentowaną przez socjaldemokrację oraz komunistów. W tym mało spójnym gabinecie, przypominającym koalicję PiS z Ligą Polskich Rodzin oraz Samoobroną, premier Nečas ma trudniejszą pozycję, aniżeli u nas miał premier Jarosław Kaczyński. Nie ma także charyzmy prezesa PiS ani jego pozycji w swoim zapleczu politycznym. Jeśli obu polityków coś łączy, to gotowość do realizacji trudnych reform, nawet za cenę utraty popularności u wyborców. A także przekonanie, że w ramach Unii nawet mniejsze kraje mogą stanąć w pierwszym szeregu i głośno upominać się o swoje prawa.

Niepolityczny polityk
Petr Nečas polityką zajął się dopiero po upadku komunizmu. Wcześniej poświęcał się pracy zawodowej – jest z wykształcenia fizykiem i pracował jako technolog w zakładach Tesla – oraz rodzinie. Gdy po raz pierwszy składano mu rządowe propozycje, odmówił, powołując się na negatywną opinię żony, co media skwitowały głośnym rechotem. W czeskiej polityce, w której skandale obyczajowe oraz politycy zmieniający żony i partnerki nie są rzadkością, spokojny, stale u boku jednej żony i z czwórką dzieci Nečas wydawał się zjawiskiem z innej epoki. Rozgłos zdobył jako minister pracy, spraw społecznych i rodziny w obu rządach Mirka Topolánka. Nie bał się działań niepopularnych i choć wielkich reform nie przeprowadził, system pomocy społecznej nieco uszczelnił i uporządkował. Dał się też poznać jako sprawny urzędnik, poważnie traktujący program własnego rządu, kierujący się zasadą, że nie można więcej wydawać, niż się ma. Dlatego gdy został premierem, jego hasłem stało się zawołanie, że Czechy są krajem bez długów. W miarę upływu lat stawał się profesjonalnym politykiem, zdobywając także doświadczenie w polityce zagranicznej, obronności oraz funkcjonowaniu służb specjalnych. Na czele rządu stanął w czerwcu 2010 r. po przedterminowych wyborach. W Brukseli dał się poznać jako twardy rozgrywający, m.in. stając w obronie rządu Orbàna, gdy zagrożono mu sankcjami ekonomicznymi. Nie zgodził się także w marcu br. podpisać unii fiskalnej, wskazując, że ogranicza ona suwerenność Czech. Publicznie ogłosił, że nie chce rozstawać się z czeską koroną, gdyż widzi, że w czasach kryzysu jest ona kotwicą stabilizującą gospodarkę. Wielkim wyzwaniem dla jego gabinetu okazał się powrót do sprawy restytucji majątków kościelnych, na której połamały sobie zęby poprzednie ekipy rządowe.
Totalna konfrontacja
Nečas to praktykujący katolik, który publicznie przyznaje się do wiary. Jak na standardy czeskie to ewenement. Wcześniej publicznie o religii mówił jedynie premier Jan Fischer, członek żydowskich gmin wyznaniowych. Nečas nie ukrywał, że zależy mu na doprowadzeniu do końca ustawy o restytucjach majątkowych dla Kościołów oraz innych związków wyznaniowych. Obiecał to papieżowi podczas rozmów w Watykanie w maju br. Sprawa ciągnie się od wielu lat. Po długich negocjacjach udało się znaleźć kompromisowe rozwiązanie, które przewidywało 56 proc. zwrotu własności w naturze i rekompensatę finansową, rozłożoną na 30 lat. Wypłata odszkodowań oznaczałaby cofnięcie dotacji państwowych dla Kościołów. Czeska opinia publiczna, dość antyklerykalnie nastawiona, informację o ustawie przyjęła bez entuzjazmu. Natomiast opozycja zrobiła z restytucji majątku kościelnego przedmiot totalnej konfrontacji z rządem Nečasa. Politycy socjaldemokracji i komuniści prześcigali się w straszeniu Czechów skutkami zwrotu części majątku kościelnego. Efekt był taki, że zdominowany przez lewicę Senat w połowie sierpnia odrzucił przyjętą przez Izbę Poselską ustawę. Nieoczekiwanie głos w tej debacie zabrał także prezydent Václav Klaus, oświadczając, że nie podpisze żadnej ustawy, która nie będzie dawała gwarancji, że nie naruszy pokoju prawnego wokół dekretów prezydenta Beneša z 1945 r., które m.in. sankcjonowały nacjonalizację majątku Niemców sudeckich.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Eterno Vagabundo
    14.09.2012 00:36

    Ostatnio w Czechach
    Byłem ze dwa dni.
    Tak więc z obserwacji
    Wydaje się mi,

    Że kraj ten prędzej
    Wyjdzie z bałaganu,
    Niż nasza " Polska
    Racja Stanu ".

    Więcej Ci zrobią
    Co lud uspokoją,
    Niż Ci z wrodzoną
    P a r a n o j ą .

    Spokój wewnętrzny
    Jest poza tem,
    Lepszą charyzmą
    W rządzeniu Światem.

  • Bibit non peccat
    19.09.2012 10:19
    Buhahahaha! Ale się ubawiłem, choć to zaledwie zajawka.

    Jeżeli Jarosław Kaczyński był gotów kiedykolwiek do trudnych reform, za które mógłby zapłacić popularnością, to chyba w innym wcieleniu, albo na innej planecie.

    Nie da się takich porównań czytać na poważnie.
  • fkbQjeiE
    09.12.2012 04:27
    Whoa, whoa, get out the way with that good inforamiton.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie