Gender i polityka

Na temat tego, jak ideologia gender zdobyła ważne miejsce w Europie, i dlaczego trzeba postawić jej tamę, z Konradem Szymańskim, posłem PiS do Parlamentu Europejskiego
rozmawia
Mariusz Majewski


Aż taka jest przewaga lewicy w Parlamencie Europejskim?


Problem jest szerszy. Politycy i sam Parlament Europejski są tylko instrumentem dla wdrażania koncepcji socjologicznych i prawnych stwarzanych przez różne organizacje pozarządowe. Jest to obieg zamknięty, ponieważ znaczna część budżetów tych organizacji, jak ILGA-Europe, pochodzi z dotacji unijnych. Można odnieść wrażenie, że wszędzie tam, gdzie Komisja Europejska natrafia na ograniczenia traktatowe i brak podstaw do działania, jak w sprawach rodziny, kompensuje to szczodrymi dotacjami dla tego typu organizacji. ILGA-Europe, Marie Stopes International czy Planned Parenthood są dziś na stałe zaangażowane w konsultowanie polityki UE w tych obszarach społecznych. Nikt nie ma ochoty na serio kontrolować Komisji Europejskiej pod tym kątem. Dlatego ten język równościowy i antydyskryminacyjny, niemający nic wspólnego z leksykalnym znaczeniem tych pojęć, wszedł już do słownika urzędów unijnych. 


Twierdzi Pan, że „jedno, co można dziś zrobić dla rodziny w kontekście UE, to trzymać Brukselę jak najdalej od spraw rodziny”. Brzmi to trochę jak sytuacja bez wyjścia? 


Przede wszystkim wierzę, że to państwa pozostają naszym podstawowym wyrazem politycznego istnienia zbiorowego i żadna instytucja ponadnarodowa nie powinna tej wspólnoty politycznej zastępować. Myślę też, że w dzisiejszej rzeczywistości UE trzeba robić dwie rzeczy jednocześnie. Z jednej strony trzeba hamować tę kolonizację projektu integracji europejskiej przez środowiska lewicowe. Dla dobra samej integracji. Do tego trzeba być aktywnym uczestnikiem debaty europejskiej. To nie jest tylko kwestia pragmatyki. To także sprawa zasad – jesteśmy winni braterską solidarność chrześcijanom na Zachodzie. 


Jak bronić rodziny i być aktywnym uczestnikiem debaty w tych sprawach w Europie?


Głównym orężem dzisiaj jest twarda obrona prawa krajowego i suwerenności państw członkowskich w obszarze wychowania, kultury, kształcenia, edukacji, w końcu natury i roli rodziny. Państwo polskie poprzez swoje instytucje, począwszy od MEN, powinno dokładnie przyglądać się, w jaki sposób realizowane są społeczne programy unijne. Selekcjonować je pod kątem oczekiwań rodziców i państwa. Niestety, w dużym stopniu spada to na barki świadomych rodziców. Rząd albo pasywnie przygląda się temu, co wlewa się do polskiego systemu edukacyjnego, albo, co gorsza, aktywnie z tym współdziała. Przykładem może być eliminacja tradycyjnych społecznie podręczników. Polska powinna też zwracać uwagę na przekraczanie litery traktatów przez UE, kiedy ta wkracza w obszar praw rodziny. Nade wszystko powinniśmy nabrać zaufania do własnych wyborów w sferze kultury. Jeśli damy sobie wmówić te genderowe bzdury, to znaczy, że damy sobie wmówić wszystko. 


W naszej konstytucji zapisane są prawa rodziców. W tym prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnym światopoglądem, z własnymi wyborami, również religijnymi.


Cóż z tego, skoro MEN uznaje, że ustawowa zasada autonomii zawodowej nauczyciela pozwala na realizację programów genderowych w przedszkolu bez wiedzy i zgody rodziców?! Dobre zapisy mogą okazać się puste i nic nie znaczące. Stanie się tak, jeśli nie zwrócimy uwagi, że gdzieś, nie na najwyższym poziomie politycznym, nie w otwartej efektownej konfrontacji, ale w praktyce życia społecznego okaże się, że dzieci i młodzież będą poddawane „praniu mózgu”. Przy obowiązywaniu tych konstytucyjnych zasad w Polsce realizuje się na przykład programy typu „Równościowe przedszkole”, w ramach którego genderowej reedukacji poddaje się dzieci poniżej 6. roku życia. Nie ukrywając, że rodzice nie powinni o tym wszystkim wiedzieć, bo sami często są więźniami stereotypów. Takie przeciwstawienie instytucji wychowawczych rodzinie to powtórka z najlepszych komunistycznych wzorców. 


Buforem między Polską a UE, który będzie zwracał uwagę na to, co proponuje nam Europa w sprawach społecznych, kulturowych, mógłby być pełnomocnik rządu ds. równego traktowania.


No właśnie, mógłby… Ale akurat działalność pełnomocnika, pani Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, jest jaskrawym przykładem na to, jak dajemy sobie wmawiać wiele rzeczy skrajnie ideologicznych, jeżeli tylko będą miały ładne, poprawne, unijne 
opakowanie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie