Mała ojczyzna okien

Zarządzająca firmą Drutex rodzina Gierszewskich potrafiła przekuć patriotyzm lokalny w sukces gospodarczy.

Bytów to urokliwe miasteczko na Kaszubach. Kilkanaście tysięcy osób mieszka w cieniu zamku krzyżackiego z XIV wieku oraz zabytkowego dworca i mostu kolejowego, wybudowanych dwa stulecia temu. Obecnie dworzec jest jednak tylko zabytkiem, a że położonym na uboczu, to rzadko odwiedzanym. Ponad 20 lat temu przestały tu docierać pociągi z Gdańska czy Lęborka. W ogóle Bytów może swobodnie kandydować w plebiscycie na najgorzej skomunikowaną miejscowość w Polsce – omijają ją wszelkie drogi ekspresowe, pekaesy dojeżdżają z częstotliwością odpowiednią raczej dla małej wioseczki niż stolicy powiatu. Jednak prezes firmy Drutex Leszek Gierszewski tym się nie przejmuje: przed jego fabryką stoi ponad 200 żółtych samochodów z logo producenta okien, które – to za punkt honoru stawia sobie zarząd firmy – mimo kłopotów drogowych dowożą produkt do klienta w ciągu 7 dni.

Nawet jeśli klient zajmuje się na co dzień wypasaniem krów na prerii w Teksasie – ma otrzymać okno, drzwi lub bramę do swojego rancza w ciągu tygodnia.

Z Kaszub na cały świat

I dotrą do niego właśnie z Bytowa, w którym mieści się siedziba największego w Europie producenta okien i drzwi. Drutex produkuje połowę wszystkich okien z PVC w Polsce (5 tys. dziennie) i większość z nich (ponad 60 proc.) eksportuje m.in. do Niemiec, Włoch, Austrii, a nawet Stanów Zjednoczonych czy Australii. Oprócz nich firma ma w swojej ofercie także okna drewniane, drzwi, bramy i rolety. Gierszewski zarzeka się, że nie przeniesie swoich zakładów do innej miejscowości. – Czasem dostaję taką propozycję, ale nigdy nie brałem pod uwagę przenosin. Stąd pochodzę, tu udało mi się zbudować firmę. Tu są ludzie, którym ufam i wiem, że nie odniósłbym takiego sukcesu gdzie indziej – opowiada GN. Z pewnością, gdy w 1985 roku zaczynał swoją działalność, nie spodziewał się, że tak to się wszystko potoczy. Zaczynał z braćmi i kilkoma pracownikami. Początkowo produkowali drut, od którego zresztą wzięła się niezbyt oryginalna nazwa przedsiębiorstwa – której prezes nie chce zmienić, ponieważ jest to na tyle rozpoznawalna marka, że przyniosłoby to więcej szkód niż pożytku. Przedsiębiorstwo odnosiło spore sukcesy, ale to było za mało. W 1994 roku, po wizycie na giełdzie budowlanej, Gierszewski uruchomił produkcję okien i szyb zespolonych. – Firmy, które były wówczas na rynku, produkowały albo okna, albo szyby. My jako pierwsi robiliśmy i jedno, i drugie – opowiada. Nowatorski pomysł to niejedyny element sukcesu Drutexu. Duży nacisk kładzie się tu na wspomniane już wcześniej szybkie terminy dostaw, ale także na badania dotyczące jakości, na których nie oszczędza. Zanim okna trafią do naszego przykładowego kowboja z Teksasu, trzeba je zbadać m.in. pod kątem szczelności, wytrzymałości na uderzenia, a także na przykład na blaknięcie kolorów – badane są parametry ze względu na klimat panujący w kraju, na którego rynek dane okno jest przeznaczone.

Biznes rodzinny

Innym elementem, od którego, zdaniem prezesa, zależy sukces firmy, jest to, iż nie bawi się ona w przedłużanie płatności. – Nie targujemy się z dostawcami, że zapłacimy za dzień albo za tydzień. Za wszystko płacimy od razu. Także od naszych klientów wymagamy tego samego, produkcję zaczynamy dopiero, gdy dostajemy pieniądze. Niektórym na początku to się nie podobało, ale z czasem przyzwyczaili się – opowiada Leszek Gierszewski. I dodaje, że tak się dzieje z wszystkimi klientami: – Kiedyś mieliśmy zamówienie na ponad 800 okien, które są teraz w hotelu Hilton w Nowym Jorku. Ostatnie 4 poleciały do odbiorcy samolotem, gdy pieniądze znalazły się na koncie. Kontenerowce z oknami płyną do Australii 50 dni, ale pieniądze dostajemy znacznie wcześniej. Klienci płacą, bo nam ufają. Słowo „zaufanie” często pada w rozmowach. Także gdy pojawia się pytanie o to, dlaczego większość kadry zarządzającej to członkowie rodziny prezesa. Wiceprezesem jest jego córka, w firmie pracują także dwaj jego bracia i dwóch jego bratanków. I prezes nie zamierza zmieniać tego stanu rzeczy, zastępować członków rodziny wynajmowanymi menedżerami. – To kwestia zaufania i dobrej komunikacji. Rozumiemy się bez słów, dzięki czemu wszystko chodzi jak w zegarku – mówi Leszek Gierszewski. Jeden z bratanków i zarazem dyrektor ds. produkcji Bogdan Gierszewski oprowadza nas po zakładzie. Rodzinne koligacje nie spowodowały, że stał się „z zawodu dyrektorem”. – Każdy z nas zaczynał od pracy przy produkcji – mówi GN z sentymentem. Wie wszystko o każdym etapie tworzenia nowego okna: zespalaniu szyb czy ekstruzji, czyli odlewaniu profili z PVC. Z kolei Rafał Gierszewski jest dyrektorem ds. handlowych i reprezentuje firmę na przykład w relacjach z klubem piłkarskim Drutex Bytovia, którego jest sponsorem. W ciągu kilkunastu lat drużyna przeszła z V ligi do I – kibice liczą na awans do Ekstraklasy, choć po 10 kolejkach zajmuje odległe, 14. miejsce w tabeli. Ekipę trenuje były selekcjoner reprezentacji Paweł Janas, któremu, jak mówi R. Gierszewski, spodobała się wizja klubu i wyzwanie, jakim jest trenowanie I-ligowej drużyny z ambicjami.

Stolica europejskiej stolarki

Bytovia to niejedyna instytucja z regionu, z którą Drutex współpracuje. Firma jest największym pracodawcą w powiecie, zatrudnia pond 2100 osób. Ponadto wielu jej podwykonawców pochodzi z okolic, można więc powiedzieć, że wypracowywane przez Drutex bogactwo wędruje do kieszeni ludzi żyjących w małej ojczyźnie. Co prawda okucia do okien sprowadza się aż z Austrii, ale już np. plastikowe podkładki pod szyby dostarcza firma z Bytowa, przedsiębiorstwo korzysta także z produktów tutejszych zakładów metalowych. I choć nową, otwartą na początku października halę produkcyjną budowała firma z Pucka, to miała ona wielu bytowskich podwykonawców. A jest to ogromne przedsięwzięcie. Hala o powierzchni 4 boisk piłkarskich ma pomóc Drutexowi produkować 10 tys. okien dziennie, czyli dwa razy więcej niż dotychczas. Skok ma być jeszcze bardziej widoczny w przypadku rolet: do tej pory był to raczej dodatek w ogólnej produkcji biznesu, w ciągu miesiąca powstawało ich tu 5 tys. – docelowo ma być ich tysiąc dziennie. Cała inwestycja, nazwana szumnie Europejskim Centrum Stolarki, będzie największą fabryką okien na naszym kontynencie. W związku z tym Drutex będzie potrzebował 700 nowych par rąk do pracy. Jeśli mieszkańcy Bytowa czy okolicznych miejscowości dostaną opłacalną ofertę, zamiast wyjeżdżać do Niemiec (wielu bytowian ma podwójne obywatelstwo, ponieważ przed II wojną światową miejscowość należała do Niemiec) czy innego zachodniego kraju, zostaną w ojczyźnie. I może doczekają znów pociągów do Gdańska, bo XIX-wieczny dworzec ma połączyć z Trójmiastem nowa linia kolejowa.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie