Cygaro pokoju

Bez zaangażowania dyplomacji watykańskiej nie byłoby zbliżenia między Kubą a Stanami Zjednoczonymi – mówi nam Przemysław Hauser, b. ambasador Zakonu Maltańskiego w Hawanie i jeden z uczestników tego procesu. Pomocna okazała się m.in. jego przyjaźń z synem Fidela Castro.

To była przepaść nie do pokonania. Tak od ponad pół wieku wyglądały relacje USA–Kuba. A raczej brak relacji, poza regularną wymianą wrogich sygnałów. Jak to możliwe, że dziś obie strony zasiadły do stołu rozmów?
 

Burzliwa historia

Pierwszym państwem, które nawiązało stosunki dyplomatyczne z Kubą po opanowaniu jej przez braci Castro ponad pół wieku temu, były... Stany Zjednoczone. Ten paradoks jest w sumie dość zrozumiały, bo choć rewolucja obaliła lojalnego wobec Waszyngtonu dyktatora Fulgencio Batistę, zbyt wiele dolarów zostało zainwestowanych na wyspie, by całkowicie zerwać relacje. Nikt też nie wyobrażał sobie, że raj dla hazardzistów i poszukiwaczy taniej uciechy może zostać odcięty od świata.

Nie trwało to jednak długo. Socjalistyczne „reformy” przeprowadzone przez Fidela Castro, a zwłaszcza nacjonalizacja firm amerykańskich, sprawiły, że prezydent USA Dwight Eisenhower nałożył na Kubę embargo, a kilka miesięcy później (początek 1961 roku) Stany Zjednoczone zerwały stosunki dyplomatyczne z wyspą. Potem we wzajemnych relacjach, w których Kuba była drażliwym elementem w stosunkach USA–ZSRR, było już tylko gorzej, łącznie z groźbą wybuchu światowego konfliktu nuklearnego. Blokada i wzajemna nieufność przetrwały 10 prezydentów USA – przy ciągłym utrzymywaniu władzy przez Fidela i Raula Castro. Wydawało się, że nawiązanie stosunków dyplomatycznych między obu krajami nie będzie możliwe, dopóki bracia Castro żyją.

Tymczasem prawdopodobnie jeszcze w pierwszym kwartale tego roku zostaną otwarte ambasady: amerykańska w Hawanie i kubańska w Waszyngtonie. Przyspieszenie w odnowieniu stosunków było możliwe głównie dzięki... Watykanowi. – Fundamentalną rolę odegrała w tym dyplomacja watykańska. Bez jej zaangażowania proces normalizacji tych stosunków trwałby o wiele dłużej, mówię to z pełną odpowiedzialnością. W grę wchodziły nieprawdopodobne emocje – opowiada w rozmowie z GN Przemysław Hauser, dyplomata, który stał się jednym z istotnych uczestników całego procesu porozumienia. – Byłem tylko elementem w skomplikowanej układance – zaznacza.
 

Ambasador sprawy

Skąd w ogóle Watykan w całej tej historii? Odwilż, którą obserwujemy obecnie, ma swój początek w 1998 r., w historycznej wizycie Jana Pawła II na Kubie. To był prawdziwy przełom nie tylko w relacjach Kuba–Watykan. To była również pierwsza poważna wizyta na Kubie głowy państwa spoza bloku sowieckiego czy świata latynoskiego. Oczywiście był to świadomy zabieg Fidela Castro, który w Kościele katolickim widział platformę do negocjacji z resztą świata. Po wizycie papieża nastała nadzieja na poluzowanie polityki wobec samego Kościoła, ale też całego społeczeństwa. Zaczęto budowę seminarium pod Hawaną, nastał okres pewnych procesów quasi-demokratycznych, w których mocno ujawniła się opozycja kubańska. Niestety, dość szybko Fidel Castro zrobił krok do tyłu, aresztował najbardziej aktywnych opozycjonistów i skazał ich na długoletnie więzienia.

Przemysław Hauser od lat związany jest z Zakonem Maltańskim w Rzymie. Na co dzień również producent filmowy (m.in. film „Świadectwo”), w 2007 r. dostał nominację na ambasadora Zakonu Maltańskiego na Kubie. Zakon ten ma status podmiotu prawa międzynarodowego. To znaczy, że jest traktowany jak niezależne państwo, choć bez własnego terytorium i obywateli. Był podmiotem prawa międzynarodowego już od 500 lat. Wskutek wojen napoleońskich i zajęcia Malty przez Napoleona utracił jednak główny atrybut państwowości, czyli własną ziemię. Znalazł schronienie na terenie Italii, obecnie ma kilka nieruchomości eksterytorialnych na terenie Rzymu, a w relacjach międzynarodowych jest przez ponad 105 krajów na świecie uznawany za niezależny podmiot.

– Na Kubie mocno zaangażowałem się w działalność charytatywną. Z reguły ambasador Zakonu ma do dyspozycji w danym kraju zaplecze w postaci lokalnego stowarzyszenia maltańskiego, które zajmuje się działalnością charytatywną. Ambasador zaś powinien zajmować się wyłącznie sprawami dyplomatycznymi. Tymczasem w Hawanie było to o tyle trudne, że całe stowarzyszenie maltańskie po rewolucji wyemigrowało do Miami na Florydzie, więc musiałem zajmować się zarówno dyplomacją, jak i działalnością charytatywną. Ponadto maltańczycy w Miami uważają, że każdy dolar zostawiony w Hawanie jest wspomaganiem reżimu. Ja nie mogłem się z tym pogodzić i prowadziłem własną działalność charytatywną. Pomagali mi przyjaciele z Polski i Caritas Archidiecezji Poznańskiej. Wspólnie organizowaliśmy spore akcje, jak pomoc szpitalowi dla trędowatych, wysyłanie lekarstw, sprzętu medycznego, namiotów dla ofiar huraganów. Na polu kulturalnym zorganizowałem objazdowe kina w parafiach, przywiozłem z Polski trzy zestawy kinowe, które jeździły od parafii do parafii. To odbiło się dużym echem na Kubie i nadal działa w trzech diecezjach – opowiada Przemysław Hauser.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie