Cygaro pokoju

Bez zaangażowania dyplomacji watykańskiej nie byłoby zbliżenia między Kubą a Stanami Zjednoczonymi – mówi nam Przemysław Hauser, b. ambasador Zakonu Maltańskiego w Hawanie i jeden z uczestników tego procesu. Pomocna okazała się m.in. jego przyjaźń z synem Fidela Castro.

Koniec socjalizmu?

Kuba rzeczywiście ledwo zipie. Pod każdym względem. Mimo dobrze rozwiniętej służby zdrowia i lśniących na zewnątrz hoteli – jednych z niewielu zdobyczy karaibskiego socjalizmu – wyspa musi importować żywność, omijając jednocześnie na różne sposoby blokadę gospodarczą. A żywności brakuje nie dlatego, że ziemia wyjątkowo nieurodzajna, tylko dlatego, że ziemia państwowa, czyli niczyja. Bez prawa własności nie będzie też produkcji. Zapewne bankructwo systemu jest jednym z powodów, dla których bracia Castro zgodzili się w końcu na porozumienie z USA. Przemysław Hauser ocenia, że napotka to częściowy opór opozycji kubańskiej z Florydy, na czele z senatorem Marco Rubio, synem kubańskich imigrantów, który na konflikcie kubańsko-amerykanskim buduje, zdaniem Hausera, swoją karierę polityczną. Ale mimo to nie zdoła zablokować decyzji o otwarciu ambasad, która już zapadła. Trudniej może być ze zniesieniem sankcji, bo to będzie już decyzja Kongresu. – Jednak i tutaj zmiana nastawienia większości Kubańczyków z Florydy będzie poważnym argumentem, aby Kongres zagłosował za zniesieniem embarga, bo taka decyzja nie będzie powodowała utraty znacznej liczby głosów na Florydzie – ocenia Hauser. Kolejnym krokiem będzie szczyt Ameryk w Panamie, gdzie ambasadorem USA jest teraz Johnatan Farrar, współautor porozumienia z Kubą. Na szczycie ma dojść do ponownego przyjęcia Kuby do Organizacji Państw Amerykańskich.

Czy to otwarcie jest początkiem końca socjalizmu na Kubie? – Będzie to na pewno koniec tego socjalizmu, który widzimy od 50 lat – uważa Hauser. – Czy on będzie się nazywał inaczej – tego nie wiemy. Niektórzy twierdzą, że może to pójść w kierunku chińskim: nastąpi liberalizacja gospodarcza i jednocześnie trzymanie się kursu jednopartyjnego. Sądzę jednak, że tak jak w Chinach trudno mówić o zorganizowanej opozycji, która jest dławiona w zarodku, tak na Kubie jednak jest jakaś opozycja, owszem, bardzo słaba i jeszcze niezdolna, by przejąć władzę. Tyle tylko, że Kubańczycy są na tyle podobni do Polaków, że jak tylko pojawią się pierwsze szczeliny, możliwości, by tworzyć jakieś niezależne struktury, które przyjmą potem formę polityczną, to Kubańczycy na pewno to wykorzystają.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie