Kronika trudnego oswajania

– My cykali (czekaliśmy) na matkę, a przysła macocha – mówił o nowej Polsce Hosenberg z Lesin Wielkich (Groß Leschienen), mazurskiej wsi, położonej tuż przy granicy z Polską.

Najpierw przez wyludnioną wieś przeszli czerwonoarmiści. Przekraczając 24 stycznia 1945 roku dawną granicę pod Wincentą, gen. Bołdin, dowódca 50. Armii II Frontu Białoruskiego, urządził uroczysty apel, wydając rozkaz bezwzględnej zemsty i odwetu. Za wojskiem szli szabrownicy. Pierwsi osadnicy pojawili się latem. Zaczęło się trudne współistnienie powracających z „uciekanek” Mazurów i napływających na Prusy Wschodnie Polaków. Gminę Rozogi zasiedlali przede wszystkim Kurpie z okolic pobliskiego Myszyńca.
 

Marzec 1945: wyprawa po deski i rower

W marcu 1945 roku na tę ziemię niczyją wybrał się na szaber (potrzebował desek do budowy stodoły) stryj 11-letniego wówczas Henryka Dąbrowskiego. Bratanek marzył o własnym rowerze, więc stryj zabrał go ze sobą. Wiele lat później Dąbrowski, nauczyciel, założyciel i wieloletni dyrektor szkoły rolniczej w Rozogach, regionalista, opisał to w swoim pamiętniku: „Podążaliśmy wozem żwirówką, czujnie rozglądając się dookoła, by nie spotkać radzieckich żołnierzy. Stryj mówił, że oni teraz tylko piją, a potem strzelają. Dlategośmy obserwowali drogę uważnie. W okolicy mówiło się, że pijani czerwonoarmiści zabierają konie jadącym drogą ludziom, a potem sprzedają je za wódkę. Dobrze więc było na wypadek spotkania »ruskich« wozić ze sobą wódkę. Można było wtedy ocalić konie, ale nie zawsze. Czasem i konie, i wódkę potrafili zabrać”.

W Księżym Lasku (niem. Fürstenwalde) zajrzeli do opuszczonego zboru ewangelickiego (dziś jest tam czynny kościół katolicki). W mrocznym wnętrzu leżały porozrzucane drewniane figury świętych z poprzecinanymi na pół głowami. „I komu te figurki przeszkadzały” – zapisał Dąbrowski. „Stryj wyjaśnił, że to na pewno pijani czerwonoarmiści zabawiali się tu szablami. Tymczasem usłyszeliśmy nagle dochodzące z góry odgłosy. Ktoś na chórze rozmontowywał organy”.

Gdy stryj znalazł wystarczająco dużo desek, kazał bratankowi rozejrzeć się za rowerem. „Pamiętam, że w chałupach już nic nie było” – zanotował Henryk Dąbrowski. „Gołe ściany. Na podłodze walały się resztki pierza. Widziałem, że nawet pieców nie było, tylko ślady na ścianach. Roweru też nigdzie nie. Po długich poszukiwaniach znalazłem jedną obręcz od koła”.

Otto Gonsowski, Mazur z Lesin Wielkich, który po przejściu wojska wrócił z żoną na swoje gospodarstwo, zobaczył ten sam obraz. – Zaraz po wojnie, jak wróciliśmy z uciekanek, to nic tu nie było. Wszystko zrabowały. Nawet piece kaflowe, nawet ściany domów rozbierały na cegły i woziły do siebie te Kurpiaki. Kurpiaki z Zaręb to nawet kościół rozszabrowały. Brały te białe szaty, co je ksiądz do mszy nosi i sobie z nich białe bluzki szyły.
 

Lipiec 1945: pierwsi osadnicy w Farynach

Zagospodarowanie obszarów uzyskanych w wyniku II wojny stało się dla nowej władzy jednym z najważniejszych zadań. Miało znaczenie nie tylko ekonomiczne, ale przede wszystkim propagandowe. Powtarzano, że po wielu stuleciach wracamy na stare słowiańskie ziemie, ziemie odzyskane. W listopadzie 1945 roku zostało powołane Ministerstwo Ziem Odzyskanych z Władysławem Gomułką na czele. Głównym zadaniem ministerstwa było zorganizowanie akcji przesiedleńczej, ukrócenie szabrownictwa oraz koordynowanie wysiedlania ludności niemieckiej, rozpoczętego w styczniu 1946 roku. Powiat szczycieński (niem. Kreis Ortelsburg), w którego skład wchodziły m.in. Rozogi, Faryny i Lesiny, miał być zamieszkany przez przesiedleńców z województw: warszawskiego, białostockiego, lubelskiego, kieleckiego, rzeszowskiego i repatriantów z ZSRR. Do Faryn przyjeżdżali przede wszystkim mieszkańcy Wydmusów i Wołkowych. W większości ludzie młodzi. Dzisiaj już nie żyją. Ci, którzy osiedlali się po wojnie w Farynach (niem. Farienen), nie przyjeżdżali na nieznaną ziemię. Przed wojną jeździli tam na handel, a w czasie wojny byli na robotach u znajomych Niemców. Nie była to więc dla nich obca ziemia. Ale swoja też nie.
 

Rok 1959: otwarcie kaplicy w Farynach

Polskość miała się tu zadomowić przez ustanowienie parafii. Do 1945 r. Mazurzy z Faryn, przeważnie protestanci, chodzili do kościoła w Rozogach. Wtedy w Farynach była tylko jedna rodzina rzymskokatolicka, która uczestniczyła we Mszach św. we wsi Klon. Osadnicy czasami chodzili do kościoła w Klonie, a niektórzy jeździli kolejką wąskotorową do rodzinnego Myszyńca. Niekiedy nabożeństwa odbywały się w Farynach w prywatnych domach albo w szkole. Władza jednak z ogromnym zaangażowaniem zwalczała te praktyki. Nie pozwalała też wybudować świątyni we wsi. Zdesperowani mieszkańcy zdecydowali się wysłać delegację do samej Warszawy, do Antoniego Bidy, ministra do spraw wyznań. Bida częstował delegatów kawą, herbatą, papierosami i słuchał z uwagą, ale świątyni w Farynach postawić nie zezwolił.

W 1957 r. Wilhelm Siwy – Mazur, który akurat wyjeżdżał na stałe do Niemiec – sprzedał proboszczowi Klonu, ks. Józefowi Postrachowi, swój duży drewniany dom. Powstała tam kaplica, ale kiedy władza się o tym dowiedziała, orzekła, że budynek nie nadaje się do odbywania w nim zgromadzeń, bo grozi zawaleniem. Kaplica została opieczętowana. Dopiero po dwóch latach „czynem społecznym dom ten został naprawiony i przerobiony do celów kultu religijnego”. W kaplicy w Farynach zaczęły się regularne nabożeństwa. – Trudno było oswoić tę ziemię i tych ludzi – wspomina emerytowany proboszcz Józef Dziwik. – Zresztą ci pierwsi osadnicy do końca swoich dni traktowali tę okolicę jak nie swoją. Gdy jechali na południe od Rozóg, mówili, że jadą do Polski.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie