Zamordowany bohater

Przez kilkadziesiąt lat mało kto wiedział, kim był i czego dokonał rotmistrz Witold Pilecki. Władze PRL-u usiłowały wymazać jego nazwisko z ludzkiej pamięci.

No i wymyślił szwadron „Krakusów”. Było to coś w rodzaju przysposobienia wojskowego. Z tym szwadronem walczył później we wrześniu 1939 roku. Andrzej Pilecki podkreśla, że on i jego siostra mieli szczęśliwe dzieciństwo. Raz tylko dostał lanie. Uważa, że zasłużone. – Ojciec nie był surowy, raczej konsekwentny. Lanie, które zapamiętałem na całe życie, dostałem nie za to, że coś zrobiłem, ale za to, że go oszukałem. Nie znosiłem płatków owsianych. A ojciec uważał, że mamy jeść płatki, skoro jedzą je konie i są zdrowe. Pewnego razu w czasie śniadania ojciec wyszedł na chwilę, a ja szybko wepchnąłem zawartość miseczki w mysią dziurę. Ojciec niestety spostrzegł resztki owsianki przy mysiej dziurze i powiedział „kłamiesz, więc dostaniesz karę”. Lata spędzone w Sukurczach to z pewnością najszczęśliwsze lata w życiu rodziny Pileckich. Witold wykazał się znakomitymi talentami organizacyjnymi, był społecznikiem z prawdziwego zdarzenia.

We wrześniu 1939 roku wszystko się skończyło. Pilecki wyruszył z „Krakusami” na front, a 17 września Sowieci zajęli Sukurcze. Wówczas, gdy rodzina Pileckich znalazła się w niebezpieczeństwie, okazało się, jaką życzliwością się cieszyła. Zamieszkali przy szkole w Krupie, w której pracowała mama. – W lutym 1940 roku ludzie ze wsi zobaczyli, że 7 km stąd stoi już pociąg do wywózki na Syberię. Ta sprawa została w filmie przedstawiona inaczej. Ostrzegł nas nie sąsiad, ale uczeń mamy, bardzo zdolny, Wacek Czarnous. Co ciekawe, był komunistą. Przyjechał te 7 km, dotarł do nas wieczorem i powiedział: „uciekajcie, bo jutro was wywiozą”. Zabraliśmy byle co, poszliśmy do naszej byłej służącej czy niani, która nas przenocowała. Pamiętam, że spałem na białoruskim piecu, oblazły mnie pchły, ale było ciepło. Rano pomogli nam inni ludzie stamtąd – wspomina pan Andrzej. Po wielu perypetiach Andrzej i Zosia wraz z matką dotarli do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie mieszkała ich babcia Franciszka. Tam dowiedzieli się, że ojciec żyje. Spotkali się z nim kilkakrotnie. Oczywiście dzieci nie wiedziały, czym zajmuje się ojciec.

Więzień numer 4859

Witold Pilecki po rozbiciu przez Niemców 41. Dywizji Piechoty, gdzie pełnił funkcję zastępcy majora Jana Włodarkiewicza, dowódcy kawalerii, nie złożył broni. Wraz z innymi żołnierzami przedostał się do Warszawy. Tam wraz z Włodarkiewiczem utworzył podziemną organizację wojskową, Tajną Armię Polską (TAP). Pełnił w niej szereg ważnych funkcji, w tym m.in. szefa Sztabu Głównego, szefa zaopatrzenia i służb specjalnych. W 1941 r. organizacja w pełni podporządkowała się Związkowi Walki Zbrojnej. We wrześniu 1940 roku Pilecki rozpoczął swoją heroiczną misję w Auschwitz, gdzie trafiło wielu ujętych przez Niemców członów TAP. Dowództwu podziemia osobę Pileckiego zasugerował major Włodarczyk. Andrzej Pilecki uważa, że wówczas, kiedy Niemcy tworzyli obozy, wiedza o nich była praktycznie zerowa. – Ojciec był człowiekiem rozważnym, analizował sens i szanse danego przedsięwzięcia. Zgłaszał również swoje wątpliwości. Zresztą to nie on zaproponował, że dotrze do obozu, bo misję zleciło mu dowództwo polskiego podziemia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama