Zamordowany bohater

Przez kilkadziesiąt lat mało kto wiedział, kim był i czego dokonał rotmistrz Witold Pilecki. Władze PRL-u usiłowały wymazać jego nazwisko z ludzkiej pamięci.

Natomiast o jej podjęciu zdecydował sam. W nocy z 21 na 22 września z transportem więźniów dostał się do Auschwitz jako Tomasz Serafiński. „Powitanie” w obozie było dla niego szokiem. Opisał je dokładnie w swoim raporcie. „Zgraja esesmanów biła, kopała i robiła niesamowity wrzask: »zu Fünft!«. Na stojących na skrzydłach piątek, rzucały się psy, szczute przez żołdaków. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serię z peema. Zabito. Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach »odpowiedzialności solidarnej« za »ucieczkę«, którą zaaranżowali sami esesmani…”. W obozie spędził 947 dni. Stworzył tam konspirację wojskową, o której długie lata po wojnie milczano. „Utworzony w obozie z jego inicjatywy Związek Organizacji Wojskowej miał za zadanie m.in. podtrzymywanie na duchu kolegów, przekazywanie im wiadomości z zewnątrz, potajemne zdobywanie żywności, odzieży i lekarstw, przygotowywanie ucieczki oraz przekazywanie wiadomości poza druty KL Auschwitz – pisze w swoim opracowaniu o Pileckim dr Adam Cyra. Ostatecznym celem konspiracji miało być opanowanie obozu przez więźniów z pomocą z zewnątrz. Zagrożony przeniesieniem do innego obozu w Niemczech, wraz z dwoma innymi więźniami w czasie świąt wielkanocnych, z 26 na 27 kwietnia 1943 roku, uciekł z obozu.

Ostatnie spotkanie

Po ucieczce wziął udział w tworzeniu organizacji „NIE”, która miała zastąpić AK na polskich terenach zajętych przez Armię Czerwoną. Odznaczył się w walkach w powstaniu warszawskim, a po jego upadku trafił do obozu jenieckiego w Murnau. Po wyzwoleniu przez aliantów opracował drugi raport na temat swoich przeżyć w obozowej konspiracji. W drugiej połowie października 1945 r., Pilecki, jako Roman Jezierski, wyruszył do kraju razem z Marią Szelągowską, współpracownicą z okresu okupacji. Przybył do Polski jako żołnierz-emisariusz 2. Korpusu Polskiego, by odtworzyć siatkę informacyjną i dostarczać wiadomości na temat życia w okupowanej przez Sowietów Polsce. Współpracowników dobierał wśród byłych żołnierzy TAP i oświęcimskiej konspiracji. Przy ich pomocy, do czasu aresztowania, zdobywał tajne informacje na temat życia gospodarczego kraju, działania NKWD i komunistów, narastania terroru, fałszerstw w polityce oraz sytuacji oddziałów leśnych. Zdobyty materiał przekazywał przez kurierów dowództwu 2. Korpusu.

– Z ojcem, po jego powrocie z Zachodu, spotykaliśmy się kilkakrotnie. Chyba raz przyjechaliśmy do Warszawy, ale raczej on przejeżdżał do nas, do Ostrowi Mazowieckiej, jako wujek lub kuzyn i cieszył się, że mamy wiele kolegów i koleżanek. Włączał się w nasze zabawy, moi koledzy bardzo go polubili – mówi Andrzej Pilecki. – Ale ostatnie spotkanie z ojcem było inne niż wszystkie. Był bardzo spięty. Wrócił wówczas z okolic tzw. Czerwonego Boru. Tam była partyzantka antykomunistyczna. Ojciec miał im przekazać rozkaz wyjścia z lasów. Nie chcieli go słuchać, wiadomo dlaczego. Po wyjściu z lasu czekały ich represje, śmierć, więzienie albo wywózka. Wbrew zarzutom komunistycznych oprawców Pilecki nie wzywał do walki zbrojnej czy zamachów. „Przekazywał instrukcje legalnych władz Rzeczypospolitej tym, którzy w oddziałach partyzanckich pozostawali pod bronią, by rozwiązywali grupy leśne i próbowali się legalizować, by starać się tak organizować życie, aby nie narażać się na niepotrzebne represje” – napisał w swoim opracowaniu „Mord na rotmistrzu Witoldzie Pileckim” prof. dr hab. Wiesław Wysocki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama