Wyzwanie

O problemach stających przed Europą w związku z napływającymi do niej uchodźcami i migrantami z Wojciechem Jagielskim rozmawia Andrzej Grajewski

Andrzej Grajewski: W swej ostatniej książce „Wszystkie wojny Lary” opisał Pan dramatyczną historię czeczeńskiej kobiety, która stara się chronić synów Szamila i Raszida przed wojną, jaką Czeczeni toczą z Rosją. Wysyła ich na Zachód w przekonaniu, że tam będą bezpieczni. Tymczasem po jakimś czasie zaciągają się oni do armii Państwa Islamskiego i giną w Syrii. Dlaczego na Zachodzie, gdzie żyli spokojnie i w miarę dostatnio, stali się terrorystami?

Wojciech Jagielski: W moim przekonaniu nie stali się terrorystami, ale mudżahedinami, partyzantami. Żaden z nich nie dokonał aktu terrorystycznego, nie podkładał bomb w miejscach, gdzie byli cywile, żaden z nich nie dokonał zamachu samobójczego, nie porywał ludzi. Zginęli, walcząc jako partyzanci.
 

Tylko że organizacja, dla której walczyli, czyli tzw. Państwo Islamskie, jest przez społeczność międzynarodową oceniana jako organizacja terrorystyczna. 

To prawda. Zresztą sama ta organizacja nie ukrywa, że terror jest orężem, jaki stosuje w tej wojnie. Jeśli więc określać wszystkich walczących po stronie tej organizacji jako terrorystów, to należałoby się z tą oceną zgodzić. Jednak czyny tych mężczyzn nie kwalifikowały ich jako takich. To nie zmienia faktu, że obaj dali się uwieść ideologii bardzo radykalnej. Gdyby w Syrii działały różne ugrupowania, sądzę, że niekoniecznie zaciągnęliby się do tego najbardziej radykalnego. Dramat syryjski i dramat tych, którzy na tę wojnę się zaciągali, polegał też na tym, że jedynymi ugrupowaniami zbrojnymi, które w tamtym momencie skutecznie występowało przeciwko armii prezydenta Asada, były dwa równie skrajne obozy: Al-Kaida i Państwo Islamskie. Oba odwoływały się do haseł dżihadu i sięgały po terror. Inne ugrupowania, które Zachód próbował wspierać, zresztą średnio skutecznie, nie miały szans w walce z Asadem. A zwykle bywa tak, że jeśli ktoś już zaciąga się na wojnę, to wstępuje do oddziału, który ma szansę na wygraną, a nie idzie do skazanych na porażkę. W taki sposób trafili tam także synowie bohaterki mojej opowieści.

To nie tłumaczy jednak, dlaczego porzucili spokojne życie na Zachodzie.

Takie wybory to jedno z najważniejszych wyzwań, z jakimi w najbliższym czasie będzie musiała zmagać się Europa.

W Pana książce synowie Lary, wyjaśniając matce, dlaczego wybrali taką drogę, mówią, że w sensie materialnym na Zachodzie nie brakuje im niczego. Mają rodziny, dzieci, ale czują się tam kompletnie niepotrzebni.

To dla nich jest pytanie o sens życia. O to, po co właściwie tam są. Jest kilka przyczyn ich frustracji. Z pewnością istotne jest rozczarowanie Zachodem, a raczej jego wyobrażeniem, które funkcjonuje w głowach ludzi zmierzających do Europy. To swoista utopia, mit, ziemia obiecana. Ma to być kraina szczęśliwości, gdzie wszystko jest możliwe. Podobnie myśleli synowie Lary, którzy po krótkim pobycie w Polsce powędrowali do ojca, pod Alpy, gdzie czekało ich względnie dostatnie życie. Znaleźli tam stabilizację, pieniądze, założyli rodziny, urodziły się ich dzieci. Żyli na podobnym poziomie co wielu ich europejskich rówieśników. Szybko jednak przekonali się, że górny pułap ich możliwości zawieszony jest bardzo nisko. Zrozumieli, że przybyli do Europy, która ich nie potrzebowała. Wielkich szans na rozwój nie mieli nawet jej rdzenni mieszkańcy, co zresztą także rodzi różne problemy i frustracje wśród młodego pokolenia. Rywalizacja o pomniejszone możliwości musiała doprowadzić do konfliktu, kiedy po raz pierwszy ci przybysze usłyszeli od miejscowych, że jak im się tutaj nie podoba, to mogą wrócić, skąd przyszli.
 

Takie stawianie sprawy jest naturalne.

Tyle że trzeba pamiętać, iż mówi się to komuś, kto urodził się już w Europie, w Birmingham czy Paryżu. A mówi mu się, że nie jest Europejczykiem i może wracać tam, skąd przyszedł. Czyli skąd? To musi rodzić u tych ludzi wielki problem z tożsamością. Ludzie, którzy porzucają swoje miejsca na ziemi, swoje domy, cmentarze i decydują się na wędrówkę gdzie indziej, nie tyle odcinają się od swojej dawnej tożsamości, co gdzieś ją po drodze zostawiają. Jeśli ktoś wędruje do Europy, to z myślą, że będzie tam Europejczykiem, a nie dalej Kurdem, Arabem czy Czeczenem.
 

Ale w istocie nadal jest Kurdem, Arabem bądź Czeczenem.

To nie jest takie proste. Oczywiście on ciągnie za sobą swoją tożsamość, ale ciąży mu ona, więc stara się od niej odciąć. Europa jest jednak innym kontynentem aniżeli Azja czy Afryka. Obowiązują tu inne prawa i zwyczaje, kultura, tradycja. Trudno to wszystko razem pogodzić. Starą tożsamość, której ci młodzi ludzie często nawet dobrze nie poznali, z nową, z którą trudno im się identyfikować, ponieważ są często odrzucani. Dla nich odpowiedź na pytanie, kim są, wcale nie jest prosta.
 

Dlaczego jednak część z nich wybiera w końcu odpowiedź: jestem dżihadystą? 

Tylko garstka spośród nich wybiera taką tożsamość. Z Europy na wojnę do Syrii pojechało kilkanaście tysięcy wojowników.
 

To nie jest garstka. 

Nie jest, ale to trzy razy więcej, aniżeli wynosi liczba ochotników z byłego Związku Radzieckiego, którzy trafili do Syrii. Ale na to zjawisko należy patrzeć w skali milionów muzułmanów żyjących w Europie. Większość z nich z taką postawą się nie identyfikuje i wojny w Syrii w żaden sposób nie wspiera. Zresztą nawet ci radykałowie wyjechali przecież do Syrii, a nie próbowali wzniecać jej w Europie, nie dokują tu terrorystycznych ataków.
 

Dzisiaj tak, gdyż mają swój dżihad w Syrii. Ale co zrobią jutro? 

Nie sądzę, aby w przyszłości to się zmieniło. Konflikt syryjski często jest u nas fałszywie odbierany jako konflikt, który jest wymierzony przeciwko Zachodowi. W istocie jest to lokalny konflikt wewnątrzmuzułmański, głównie między szyitami i sunnitami, co także jest uproszczeniem. Póki co jedynym przełożeniem tego konfliktu na sytuację w Europie jest armia uchodźców, która u nas się pojawiła. Poza atakiem na redakcję „Charlie Hebdo” w Paryżu nie słyszałem o zamachowcu, który miałby w życiorysie udział w wojnie syryjskiej i dokonał zamachu terrorystycznego w Europie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie

    Forum: ostatnio poruszane wątki