Merkeuropa

O przywództwie Niemiec w UE, sporze o imigrantów i sędziach własnej sprawy z prof. Ryszardem Legutką rozmawia Jacek Dziedzina


Zanim przeczytasz, koniecznie obejrzyj to:

Samuel Pereira Prof. Legutko "masakruje" kancelarz Merkel

Jacek Dziedzina: W Parlamencie Europejskim obowiązuje reguła: żadnych trudnych pytań do Angeli Merkel?


Prof. Ryszard Legutko: Pani kanclerz jest niewątpliwie najmocniejszą postacią polityczną w dzisiejszej Unii, i to ona stoi na straży procesu integracyjnego. Stąd krytykowanie jej jest politycznie niewygodne, ponieważ sugeruje, że ten, kto atakuje, chce spowolnić lub zatrzymać integrację. Merkel reprezentuje to, co stanowi dzisiaj dla większości unijną ortodoksję. 


Pan złamał tę niepisaną zasadę. Swoim wystąpieniem w debacie o uchodźcach wprawił Pan w osłupienie zarówno samą zainteresowaną, obecną na sali, jak i większość eurodeputowanych. Nagranie z Pana wystąpienia zrobiło furorę w internecie. Czy to normalne, że jeden z przywódców europejskich ma taki wyjątkowy immunitet?


Cóż, był czas, że kanclerz Merkel krytykował nawet Martin Schultz, dziś przewodniczący PE, ale ostatnio wyciszył tę krytykę, pewnie dlatego, że liczy na dalszą karierę w Unii, a wie, że bez wsparcia Merkel niczego nie uzyska. A sprawa uchodźców  jest bardzo kontrowersyjna i obudowana tabu, więc krytykowanie Merkel w tym miejscu i czasie to krytyka polityki imigracyjnej, co oznacza stawanie na pozycjach niemal ksenofobicznych. Stąd  wystąpienia przewodniczących grup parlamentarnych były pochlebne wobec Merkel, z wyjątkiem mojego.


Jeszcze Marine Le Pen i tradycyjnie Nigel Farage…


Tak, pierwsza zwracała się do obecnego prezydenta Hollande’a per „wicekanclerz”, ale ona prowadzi już swoją kampanię wyborczą. Farage mówił dobrze, ale skończył źle, bo powiedział, że niedługo będzie referendum i Wielka Brytania wycofa się z Unii. Tym samym przestaje to być głos kształtujący Unię, a staje się głosem secesjonisty.


Powiedział Pan, że Angela Merkel „stoi na straży”. W PE przypomniał Pan Merkel i Hollande’owi, że Unia liczy 28 krajów, a nie 2. Nie ma alternatywy dla tego przewodnictwa niemieckiego z coraz słabszym asystentem francuskim?


To zależy, o czym mówimy. Jeśli mówimy o przywództwie, to nie ma w tej chwili kraju mocniejszego gospodarczo, politycznie i sojuszniczo. Natomiast jest szansa stworzenia grupy blokującej, kwestionującej to przywództwo. Grupa Wyszehradzka nie była nigdy mocna, ale w przypadku imigrantów wspólne stanowisko w wystąpieniach było pewnym faktem. 


Ale już w czasie głosowania okazało się, że to nie działa, kilka krajów tej grupy zagłosowało tak jak większość.


To prawda, ale pierwszy krok to stworzenie koalicji, a w dalszej kolejności trzeba się zastanowić, jak monopol na trwałe przełamać. Język dominujący w UE to język wspólnotowy, że my wszystko robimy razem. Ale w praktyce nie ma żadnego „razem”, tylko decydują silni, a wśród tych silnych ten, który jest najsilniejszy. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie

    Forum: ostatnio poruszane wątki